Druhna Gocha Górecka, Gocha Gospocha, Małgoń, Komendantka, Dyrektorka, Małgośka.
Gocha Gospocha – bo gdy pojawiała się w naszym Centrum lub na obozie w Polskim Lasku czy w swojej szkole w Łodzi, zaraz wszystko zaczynało chodzić, jak należy. I był porządek, i każdy wiedział, co ma robić. I wszystko z uśmiechem i ze spokojem, w ładzie i zgodzie.
Małgoń – to dla najbliższych. Dla Rodziny, dla Jej największych Skarbów – wspaniałych córek Natalii i Kasi, dla męża i dla przyjaciół. A tych miała wokół siebie bez liku. I każdy chciał być w tym kręgu Jej Najbliższych. Każdy chciał w Jej towarzystwie wypić obozową herbatę, w Centrum i w szkole – kawę z mlekiem. Tak jak potem wszyscy chcieli odprowadzić Ją w Jej ostatniej Drodze.
Komendantka – bo przez wiele lat rządziła Zgierskim Hufcem ZHP. I tak rządziła, że wybierano Ją na tę funkcję dwukrotnie, a po złożeniu funkcji wielu harcerzy nadal liczyło się z Jej zdaniem i opinią. Dla wielu była prawdziwą Przewodniczką na Szlaku Harcerskiej Przygody.
Dyrektorka – bo nią była całą sobą i o każdej porze dnia. Dyrektorką swojej ukochanej Szkoły Podstawowej nr 36 im. Zenona Wasilewskiego w Łodzi. Panią Dyrektor dla uwielbianej przez siebie młodzieży i kumpelą dyrektorką dla swojej Rady Pedagogicznej i współpracowników. Była dyrektorką z wizją i pomysłem.
Uhonorowana została Srebrnym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej, Brązowym i Złotym Krzyżem Zasługi.
Dyrektorowała też po trosze naszemu Centrum Dialogu Kostiuchnówka, pisząc wnioski, rozliczając przeróżne dotacje i odpowiednio «ustawiając» swego męża Jarka. Była czuła na sprawy naszej Polonii i zawsze gotowa do uruchomienia kolejnej akcji pomocy dla walczącej Ukrainy.
Małgośka – to do niej wszyscy szliśmy w trudnych momentach naszego życia. Po pomoc, po radę, po duchowe wsparcie i w sprawach zawodowych. Wiedziała, jak leczyć nasze rany i zadrapania, jak poradzić sobie z chandrą, co zaaplikować nam na ból brzucha i na gardło. Wystarczył jeden Jej uśmiech i Słońce znów świeciło i wszystkie problemy pryskały jak bańki mydlane. I chciało się żyć, i «zdobywać góry», iść «na połoniny niebieskie» i «wsiąść do pociągu byle jakiego».
I z tym uśmiechem, pogodą i Słońcem na twarzy, po heroicznej i długotrwałej walce z chorobą, cichutko odeszła nie chcąc nikomu z nas sprawiać kłopotów.
Tak żyła i taka zostanie w naszych sercach i pamięci.
Harcerze, instruktorzy i wolontariusze Centrum Dialogu Kostiuchnówka