Nasz przyjaciel redakcyjny z Wielkopolski, który w wyniku wypadku motocyklowego stracił stopę, podzielił się własnym doświadczeniem dotyczącym protezowania. Wyraził nadzieję, że jego własne przeżycia będą pomocne dla osób w Ukrainie po okaleczeniach wojennych i skontaktował naszą redakcję z poznańską firmą Enforce Medical Technologies. Przedstawiamy naszym czytelnikom rozmowę z Adamem Gramalą, kierownikiem projektu.
– Kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z problemem protezowania?
– Sześć lat temu będąc studentem Politechniki Poznańskiej podjąłem decyzję, że chcę zaangażować się w projekt, który pozwoli stanąć na nogi tym, których los takiej możliwości pozbawił. Będąc na wakacjach dowiedziałem się bowiem, że mój kolega uległ wypadkowi samochodowemu i w jego wyniku stracił nogę. W jednej chwili zmieniła się jego egzystencja, a ja mogłem żyć ciągle tak samo. Gdy pierwszy raz zobaczyłem protezę, jaką kupił za dostępne dofinansowanie, zrozumiałem, że z czymś takim nie da się wrócić do normalnego funkcjonowania. Piotrek otrzymał drewnianą stopę z niedopasowanym lejem protezowym, przez co nie mógł samodzielnie się poruszać i został praktycznie uwięziony na czwartym piętrze w swoim bloku – mówi Adam Gramala.
Zawsze miałem zdolności konstruktorskie i wielostronnie patrzyłem na życie, więc decyzja o rozpoczęciu prac była natychmiastowa. Mój kierunek studiów dawał mi wiele zawodowych możliwości. Ja jednak podjąłem decyzję, że należy w Polsce opracować i wdrożyć takie protezy, które połączą najwyższą jakość z finansową dostępnością dla pacjenta. Dlatego razem z moimi znajomymi z firmy, w której wówczas pracowałem, postanowiliśmy założyć przedsiębiorstwo pozwalające wrócić do sprawności ludziom po amputacjach.
– Jak wyglądały początki działań?
– Na przestrzeni sześciu lat dofinansowano nam z UE pięć projektów na wdrożenie na rynek naszych protez. Zbudowałem interdyscyplinarny zespół składający się z inżynierów o wielu specjalnościach – konstruktorów, mechaników, elektroników, automatyków, programistów oraz lekarzy i fizjoterapeutów.
Równolegle dzięki pomocy Radia Poznań nawiązaliśmy kontakt z pacjentami po amputacjach, którzy przez te lata testowali nasze rozwiązania i pomagali w ich rozwoju. W trakcie wielu godzin rozmów z nimi analizowaliśmy obecne trudności związane z poruszaniem się, rehabilitacją czy też samym procesem zakupu protezy, co pomogło nam zrozumieć istotę problemu.
Przyczyny tak niskiego stopnia aktywizacji osób po amputacji nogi tkwią w braku kompleksowej rehabilitacji przed zaprotezowaniem, zbyt wysokich cenach protez pochodzących z zachodu (proteza kompozytowa to koszt ok. 30–50 tys. złotych, a elektroniczna to ponad 150 tys. złotych), a także w braku ponownej nauki chodzenia już po założeniu protezy. Przez to wielu pacjentów nie użytkuje wcale protezy, ponieważ albo nie umieją na niej chodzić, albo otrzymują drewnianą stopę, której funkcjonalność w niczym nie przypomina ich naturalnej.
Przykładem takiego pacjenta jest Weronika – 19-latka, która, zanim nas poznała, chodziła na drewnianej protezie i nie mogła przejść więcej niż 500 kroków dziennie bez bólu. Po otrzymaniu naszej protezy oraz rehabilitacji Weronika zaczęła pracować, chce iść na studia i w końcu może żyć bez bólu. Chcemy, żeby takich pacjentów było więcej.
– Mógłby Pan opisać zalety waszych protez?
– Dzięki pracom badawczym i ponad 40 tys. godzin spędzonych w laboratoriach opracowaliśmy w Poznaniu technologię, która już teraz pozwala chodzić naszym pacjentom ponad 15 tys. kroków dziennie po górzystym terenie, czy jeździć na snowboardzie na czarnych trasach. Jest to możliwe dzięki dynamicznej stopie z włókna węglowego, która poprzez technologię zwiększenia elastyczności w przodostopiu polepsza biomechanikę chodu. W konsekwencji pacjent nie musi już wkładać tyle energii w każdy krok, a także znacząco odciąża ona kolano czy biodro podczas chodu.
– Jak wygląda proces wykonania protezy?
– Słyszeliśmy w trakcie rozmów z osobami po amputacji dziesiątki razy o tym, jak niekomfortowe dla pacjenta są wyciski gipsowe kikuta i jak ważne jest dobre dopasowanie leja protezowego. Dlatego postanowiliśmy opracować technologię, która bezkontaktowo za pomocą skanera 3D mierzy kikut pacjenta. Dzięki temu nasze leje są zawsze indywidualnie dopasowane, ultralekkie (ok. 2 razy lżejsze niż standardowe), a przy tym wytrzymują nacisk ponad 5 ton. Protezę możemy bowiem porównać do samochodu, w którym mamy zawieszenie i układ kierowniczy – oba elementy są równie ważne do jego prawidłowego funkcjonowania. Tak jak zawieszeniem możemy nazwać stopę protezową, to układem kierowniczym, który pozwala dobrze czuć protezę pacjentowi, jest lej protezowy. Tylko ich prawidłowe współdziałanie jest gwarancją bezpiecznej i długiej pracy.
Wiemy, że możliwe jest zastosowanie nowoczesnego sprzętu do analizy chodu, który dotychczas był w codziennej praktyce dostępny jedynie w uczelnianych laboratoriach czy w firmach takich jak NASA lub Boeing. W Poznaniu każdy z naszych pacjentów ma weryfikowany chód na specjalnie przygotowanej ścieżce, przez co możemy wykryć nieprawidłowości, zanim wystąpią dolegliwości bólowe, i zapobiec im poprzez celowaną rehabilitację z fizjoterapeutą.
– Protezowanie osób okaleczonych w trakcie wojny rosyjsko-ukraińskiej jest obecnie bardzo aktualnym problemem.
– Po rozpoczęciu działań wojennych w Ukrainie od razu zaangażowaliśmy się w szeroko rozumianą pomoc. W poznańskim szpitalu ortopedycznym znajduje się obecnie Jewhenij – żołnierz, który pierwszego dnia wojny stracił nogę w wyniku ostrzału rosyjskiego w Charkowie. Tworzymy dla niego nie tylko indywidualnie dobraną protezę, ale i stale go rehabilitujemy, tak żeby sprawnie i bez bólu ją użytkował.
Mamy możliwość zaprotezowania kolejnych ludzi wymagających pomocy, tak żeby mogli być rehabilitowani w Polsce – kraju najbliżej swojej Ojczyzny, w którym są zawsze mile widziani. Chcielibyśmy przyjąć jeszcze dwóch pacjentów po amputacji poniżej kolana, których moglibyśmy zaprotezować u nas i rehabilitować, równolegle szkoląc ukraińską kadrę medyczną w naszych procedurach. Mamy przygotowane dla nich miejsce, w którym będą mogli wrócić psychicznie do siebie.
– A jednak granica, odległość…
– Chcemy założyć w Ukrainie przy szpitalach leczących rannych polskie punkty protezowania z nowoczesnymi laboratoriami chodu, które bazując na 100 % polskiej produkcji będą mogły służyć ofiarom wojny łącząc najwyższą jakość opieki z przystępną ceną. Dzięki temu ofiary wojny nie będą musiały wyjeżdżać tylko będą rehabilitowane u siebie w domu w oparciu o najnowocześniejszą technologię i innowacyjne podejście do pacjenta.
Rozmawiał Walenty Wakoluk