Rodzinne historie: «Ludzie nie cieszyli się na widok czerwonoarmistów»
Artykuły

«Ci żołdacy byli obdarci. Pewnego dnia mój ojciec poszedł do kościoła. Miał na sobie czarny garnitur i buty chromowane. Radzieccy żołnierze wołali za nim, że idzie zamożny burżuj. W rzeczywistości nasi ludzie zawsze się tak ubierali do cerkwi czy kościoła. Czerwonoarmiści z kolei byli prawie nadzy i bosi» – wspomina 89-letnia Lidia Krzyżanowska ze Zdołbunowa.

Wiżewscy

«Mój ojciec Iwan Wiżewski urodził się w 1886 r. na Wołyniu (po polsku miał na imię Jan – aut.). Pochodził z polskiej rodziny. Przez pewien czas studiował w konserwatorium. Wraz z wybuchem I wojny światowej w 1914 r. został wysłany na front, służył w armii Imperium Rosyjskiego. Podczas walk został ranny. Po wojnie przeniósł się do Zdołbunowa, ponieważ mieszkał tu jego brat Henryk Wiżewski» – mówi pani Lidia.

W 1929 r. krakowska gazeta «Robotnik-Chemik» opublikowała artykuł o cementowni «Wołyń» w Zdołbunowie, która zatrudniała 400 pracowników. Wspomniano w nim Jana Wiżewskiego. Zaznaczono w szczególności, że «Strażnik Jan Wiżewski nadzoruje i utrzymuje porządek na dużym terenie wokół zakładu, pracuje co najmniej 16 godzin na dobę i otrzymuje 4,45 zł dziennie, czyli 25 groszy za godzinę pracy» (Fabryka komunizmu w Zdołbunowie / Robotnik-Chemik, nr 11. Kraków, 5 listopada 1929 r. – aut.).

Publikacja w gazecie «Robotnik-Chemik», w której jest wzmianka o Janie Wiżewskim

«Pierwszą żoną mojego ojca była Helena. Po pewnym czasie ich małżeństwo się rozpadło. Zapewne była to moja matka, bo już po moim przyjściu na świat w 1932 r. ojciec ożenił się po raz drugi z miejscową Ukrainką Wirą, która urodziła się w 1901 r. w Zdołbunowie. W rodzinie nazywali ją Wira, ale we wszystkich dokumentach była zapisana jako Weronika. Zastąpiła mi matkę. Z drugiej strony teraz rozumiem, że nie traktowała mnie tak, jak inne matki swoje własne dzieci. Kiedy byłam młodsza, nie rozmawiałam o tym z rodzicami, bo się wstydziłam, a teraz już nie mam kogo o to zapytać. Z drugiego małżeństwa ojciec miał dwóch synów, którzy zmarli w wieku dziecięcym. Nie pamiętam ich, znam tylko z opowieści» – kontynuuje pani Lidia.

Odpowiadając na pytanie, jak jej ojciec poznał Wirę, mówi: «Pracował wtedy w piekarni Żyda Bregmana w Zdołbunowie, a Wira była tam sprzątaczką. Jakiś czas po ślubie rodzice kupili kawałek ziemi w Zdołbicy (wieś w pobliżu Zdołbunowa – aut.) i wybudowali domek przy ulicy Martynówka. Jedna część tej ulicy znajdowała się w Zdołbunowie, druga – w Zdołbicy. Mieszkali właśnie w Zdołbicy».

Lidia Krzyżanowska tak wspomina religijne tradycje swojej rodziny: «Ojciec chodził często do kościoła i zabierał mnie ze sobą, a matka – do prawosławnego klasztoru (chodzi o Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, która została zniszczona przez władze radzieckie w latach 60. XX w. Na jej miejscu znajduje się dziś Cerkiew Świętych Piotra i Pawła Prawosławnego Kościoła Ukrainy – aut.) i też mnie ze sobą zabierała (uśmiecha się – aut.). Więc chodziłam i tam, i tam. Zostałam ochrzczona w klasztorze. Z rodzicami rozmawiałam i po polsku, i po ukraińsku. Mieliśmy mieszaną rodzinę i posługiwaliśmy się dwoma językami».

«Do szkoły poszłam jeszcze za Polski. Byłam przygotowana do nauki, więc od razu zostałam przyjęta do drugiej klasy. Pamiętam nauczycielkę Wierzbicką. Uczyła nas języka polskiego. Jednak zaraz po rozpoczęciu II wojny światowej szkoła została zamknięta» – mówi pani Lidia.

«Mój ojciec niemal został rozstrzelany razem z Żydami»

Lidia Krzyżanowska wspomina wkroczenie Armii Czerwonej do Zdołbunowa w 1939 r.: «Ludzie nie cieszyli się na widok czerwonoarmistów. Ci żołdacy byli obdarci i robili złe wrażenie. Pewnego dnia ojciec poszedł do kościoła. Miał na sobie czarny garnitur i buty chromowane. Radzieccy żołnierze stali przy ulicy Martynówka. Wołali za nim, że idzie zamożny burżuj. W rzeczywistości nasi ludzie zawsze się tak ubierali do cerkwi czy kościoła. Czerwonoarmiści z kolei byli prawie nadzy i bosi. Później dowiedzieli się, gdzie mieszkamy i przyszli do naszego domu. Chcieli nawet zdjąć ocynkowaną blachę z dachu, ale im się to nie udało. Zmuszali ludzi do wstępowania do kołchozów. Z tego powodu moja mama nawet ukrywała się w piwnicy, bo nie chciała się zapisywać. Ojca nie ruszali, bo słabo słyszał z powodu obrażeń odniesionych w czasie I wojny światowej. Tych, którzy odmawiali wstąpienia do kołchozu, wywożono na Syberię, ale nas to ominęło».

«Kiedy przyszli Niemcy, nie wspominano już o tych kołchozach. Wszyscy znowu zostali samodzielnymi gospodarzami. Jakoś dogadywaliśmy się z Niemcami, dostosowaliśmy się. Stopniowo wznowiono handel. Początkowo naziści podobno dość dobrze traktowali Żydów Bregmanów, u których pracowali moi rodzice, ale potem utworzyli getto za torami, w kierunku Staromylska, i zapędzili ich tam. Chodziliśmy w to miejsce z mamą, przynosiliśmy żywność, bo tam ludzie głodowali. Później zaczęto eksterminować Żydów (w październiku 1942 r. miała miejsce masowa egzekucja Żydów w Staromylskim Kamieniołomie w Zdołbunowie – aut.). Rozstrzeliwano ich również w pobliżu budynku straży pożarnej (odbywały się tu niesystematyczne egzekucje z mniejszą liczbą ofiar – aut.).

Mój ojciec też o mało nie został zastrzelony razem z Żydami. Miał słaby słuch, ale zauważył, że ktoś zbiera ludzi, chciał dowiedzieć się, o co chodzi. Poszedł tam i zorientował się, że przy dołach rozstrzeliwują Żydów. Jak zobaczył to okrucieństwo, zaczął uciekać, ale Niemcy złapali go na stacji kolejowej, bo myśleli, że jest Żydem. Ojca uratował pewien Niemiec, który kiedyś wynajmował mieszkanie u Bregmanów. Zaczął krzyczeć, że on nie jest Żydem i żeby go puścili. Po tej historii tata przez tydzień nie jadł i nie spał. Był bardzo przestraszony i mocno przeżywał to, co zobaczył» – wspomina pani Lidia.

«Ten Niemiec pracował na kolei w lokomotywowni. Pamiętam, że mama sprzątała w jego pokoju, kiedy wynajmował mieszkanie od Bregmanów. Kiedy wyjeżdżał na urlop, chciał mnie ze sobą zabrać, ale rodzice nie pozwolili. Potem przywiózł mi dużą lalkę. Po pewnym czasie sprzedaliśmy tę lalkę i za nią jeden mężczyzna przywiózł nam dwa wozy z drewnem opałowym», – opowiada pani Lidia.

Przypuszczamy, że tym Niemcem, który uratował Jana Wiżewskiego, mógł być Hermann Friedrich Gräbe. W latach 1941–1942 mieszkał w Zdołbunowie, dokąd został skierowany przez Zarząd Kolei Rzeszy, aby rekrutować robotników do budowy i remontu obiektów potrzebnych do utrzymania łączności kolejowej w Komisariacie Rzeszy Ukraina. Szeroko wykorzystywał pracę żydowskich robotników i podobnie jak Oskar Schindler ratował im życie.

«Żadna ze znanych mi dziewczyn nie została zabrana do pracy w Niemczech. Pamiętam, że miałam starsze koleżanki na Martynówce, ale wszystkie zostały w domu» – kontynuuje Lidia Krzyżanowska.

Krzyżanowscy

«Po wojnie znów zaczęto zakładać kołchozy, a ludzi wywożono na Syberię. Moja mama pieliła buraki na polach, a ojciec pracował jako strażnik w zdołbunowskiej cementowni. Ojciec zmarł w 1960 r., matka – w 1963 r. Skończyłam osiem klas szkoły i przez pewien czas pracowałam jako kasjerka. W 1948 r. wyszłam za mąż za kolejarza Józefa Krzyżanowskiego.

Mąż urodził się we wsi Tadeuszpil (dziś wieś Fadyjówka w rejonie szepetowskim obwodu chmielnickiego – aut.) w 1928 r. w polskiej rodzinie Cezarego i Wandy Krzyżanowskich. Do 1922 r. Cezary Krzyżanowski pracował w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie kupił konie, ziemię, bryczkę, las i założył gospodarstwo. W październiku 1937 r. został oskarżony o szpiegostwo, agitację przeciwko kołchozom i władzom sowieckim, za co został rozstrzelany w Winnicy. Dom i cały majątek skonfiskowano. Pozostali członkowie rodziny zostali deportowani do Połonnego (miasto w rejonie szepetowskim w obwodzie chmielnickim – aut.), gdzie zmuszeni byli wynajmować mieszkanie. W latach okupacji niemieckiej ciotka mojego męża zabrała go wraz z braćmi do Zdołbunowa. Tutaj Józef rozpoczął naukę w szkole kolejowej» – dodaje Lidia Krzyżanowska.

Odpowiedź KGB Ukraińskiej SRR Obwodu Chmielnickiego skierowana do Jurija Krzyżanowskiego w sprawie egzekucji jego dziadka Józefa Krzyżanowskiego

«Po ślubie przenieśliśmy się z mężem do Kostopola, ponieważ został tam wysłany, aby uczyć się na maszynistę. Pracowałam przy sianokosach. W Kostopolu mieszkaliśmy tylko przez rok, potem wróciliśmy do Zdołbunowa. Tutaj urodziły się nasze dzieci: Wiaczesław, Wiktor, Jurij i Teresa. Moja córka mieszka teraz w Krakowie, a wnuczka studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. W Zdołbunowie mąż pracował na kolei, a ja – w szpitalu jako pielęgniarka. Po ukończeniu kursów pielęgniarskich w Równem przez 13 lat pracowałam w kuchni mlecznej, skąd przeszłam na emeryturę» – podsumowuje pani Lidia.

Kiedy katolikom zwrócono kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zdołbunowie, Lidia i Józef Krzyżanowscy czynnie włączyli się w jego odbudowę. «Oboje ciężko pracowali podczas prac remontowych. Ponadto razem z dziećmi przekazywali hojne darowizny na kościół, a wraz z założeniem Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej od razu zostali jego członkami» – mówi prezes TKP Zofia Michalewicz. Pani Lidia była członkinią działającego przy Towarzystwie zespołu «Seniorki». Jej mąż zmarł, a ona ze względu na stan zdrowia obecnie nie może już chodzić do kościoła, ale TKP i parafia nie zapominają o niej i wspierają, jak tylko mogą.

Lidia Krzyżanowska

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2022. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij Hładyszuk

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Ojczysty dom w Husiatynie
Artykuły
«Na początku lat 50. rodzice zaczęli budować dom. Wprowadzili się tutaj już w 1956 r., akurat wtedy, kiedy się urodziłem. Drugą połowę domu zaczęliśmy z tatą dobudowywać, gdy miałem 13 lat. Pamiętam, jak pomagałem mu kopać fundamenty. I tak, krok po kroku, w ciągu siedmiu lat skończyliśmy budowę» – wspomina Włodzimierz Bodryn z Husiatyna w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim, parafianin kościoła Świętego Antoniego, członek Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego.
15 maja 2026
Majówka w Zdołbunowie
Wydarzenia
4 maja w Polskiej Szkole w Zdołbunowie, działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej, odbyła się uroczysta akademia z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja – jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski. Wydarzenie zgromadziło uczniów, nauczycieli, rodziców oraz zaproszonych gości, którzy wspólnie uczcili pamięć o tym doniosłym święcie narodowym.
05 maja 2026
Rodzinne historie: «Jesteśmy jedyną katolicką rodziną w całej wsi»
Artykuły
«Mój dziadek i babcia byli Polakami. To oni mnie wychowali. I to właśnie oni zaszczepili we mnie wiarę katolicką i polskie tradycje, nauczyli mnie czytać i pisać po polsku» – opowiada Oksana Wełyka, z domu Poliszczuk.
10 kwietnia 2026
Rodzinne historie: Lechowie z Łomska
Artykuły
«Dorastałam ze świadomością, że jesteśmy jedną rodziną i pomagamy sobie nawzajem. Cenię to, skąd pochodzę, jakie są moje korzenie, kim jestem. I jestem bardzo dumna, że pochodzę z takiej rodziny. Chyba nie byłabym tak pewna siebie, gdyby nie mama, dziadek i babcia, którzy zawsze mnie wspierali» – mówi Tetiana Poliszczuk.
27 marca 2026
Kolorowa Wielkanoc. Warsztaty tworzenia pisanek w Zdołbunowie
Wydarzenia
25 marca w Polskiej Szkole działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej odbyły się warsztaty malowania pisanek. Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach przygotowań do Świąt Wielkanocnych i miało na celu nie tylko rozwijanie zdolności artystycznych, ale również pielęgnowanie polskich tradycji i zwyczajów.
26 marca 2026
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
8 Marca w Polskiej Szkole w Zdołbunowie
Wydarzenia
8 marca w Sobotniej Szkole działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej odbyła się uroczystość z okazji Dnia Kobiet. Wydarzenie zostało w całości przygotowane przez uczniów, którzy z ogromnym zaangażowaniem zadbali o program artystyczny oraz oprawę tego szczególnego dnia.
10 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026