W Fundacji Charytatywnej «Stare Miasto Łuck» praca trwa nieustannie. Wolontariusze przyjmują tu pomoc, rozładowują, magazynują, segregują, pakują, przeładowują i wysyłają dalej. Wydaje się, że ruch nie zatrzymuje się tu ani na chwilę.
«Teraz, niczym mrówki, szybko to wszystko rozładujemy» – mówi Łarysa Nowosad, prezes Fundacji Charytatywnej «Stare Miasto Łuck».
Kiedy 23 maja przybyła tu kolejna pomoc z Polski i Czech, rozładowywali ją wolontariusze Fundacji, żony i dzieci wojskowych, a nawet sami żołnierze, którzy w tym czasie przebywali w Łucku. Pomagali także Bracia Kurkowi z Polski i Czech regularnie przywożący na Wołyń transporty humanitarne, które za pośrednictwem partnerów, m.in. Fundacji «Stare Miasto Łuck» oraz Kozackiego Bractwa Strzeleckiego w Łucku przekazywane są dla potrzebujących. Na załadunek części pomocy czekał akurat samochód, który miał wyruszyć z nią do 10 miejsc na kierunku dniprowskim.



Póki trwa rozładunek dwóch samochodów i nasza rozmowa, pani Łarysa nieustannie odbiera telefony i przyjmuje mieszkańców Łucka, którzy przynoszą pomoc do Fundacji. Na przykład z Łuckiego Liceum nr 1 przywieziono smalec, który pracownicy szkoły mielą i pakują do woreczków. Pewna pani przyniosła warzywa i przyprawy, wysuszone własnoręcznie w warunkach domowych. Wszystko to zostanie wykorzystane do przygotowania suchych zup dla żołnierzy.

«Drzwi naszego ośrodka są zawsze otwarte. Można tu przyjść o każdej porze, otrzymać bezpłatną pomoc dla swojego męża lub syna albo wspólnie z nami przygotować dla niego paczkę. Nieustannie poszukujemy, gdzie można dostać uche prysznice, chusteczki nawilżane, zupy instant. To wszystko pakujemy do tzw. ciepłych paczek, które są zrzucane żołnierzom za pomocą dronów lub które sami zabierają ze sobą idąc na zadania bojowe. Ogromną partię zup instant, otrzymaną w maju z Polski, również częściowo zapakujemy do ciepłych paczek dla żołnierzy» – mówi Łarysa Nowosad.
Przykłady takich paczek widzę w kartonach, które stoją tuż przy wejściu. Znajdują się w nich suche śniadania, zupy instant, sucharki, kawa, herbata, ciastka, a także poduszki grzewcze lub suche prysznice, w zależności od pory roku. W ciągu tygodnia przygotowuje się tu tysiąc takich paczek.


«To jest coś, co tylko należy podziwiać. Ta Fundacja działa jak dobrze zorganizowana firma» – mówi Mariusz Wegner z Kurkowego Bractwa Strzeleckiego w Tucholi. To m.in. on jest siłą napędową intensywnej pracy, która trwa po drugiej stronie granicy ukraińsko-polskiej.
Pomoc przywieziona 23 maja to już trzeci w ciągu maja transport humanitarny zorganizowany przez Mariusza Wegnera. W ramach trzech wyjazdów przywieziono 58200 tys. zup oraz 1728 puszek kukurydzy otrzymanych od Banku Żywności w Chojnicach. Zupy trafiły do Fundacji w Łucku, a kukurydza – do szpitala we Włodzimierzu. Przywieziono także 85 krzeseł przekazanych przez parafię Świętego Jakuba w Tucholi dla Centrum Integracyjnego w Zamłyniu «Caritas-Spes».
Z Braćmi Kurkowymi z Polski regularnie przyjeżdża Jiří Kubelka z Rakovníka, z organizacji «Strzelcy Ziemi Korony Czeskiej». Tym razem przywiózł do Polski własnym samochodem osobowym pomoc dla Ukrainy od Banku Żywności prowadzonego przez «Caritas» w Czechach. W Warszawie przeładowano ją na samochody polskich Braci Kurkowych.
Jak zauważa Mariusz Wegner, od początku pełnoskalowej inwazji rosyjskiej zebrano prawie trzydzieści takich transportów z pomocą od Europejskiej Wspólnoty Historycznych Strzelców (EGS), a także Braci Kurkowych z różnych miast Polski. W dostawie 24 z nich sam brał bezpośredni udział.
«Za tą pomocą stoi wielu ludzi, którzy angażują się w zbiórkę pieniędzy, przekazują niezbędne rzeczy i same je przywożą tutaj. Podziwiam tych ludzi, którzy wierzą w zwycięstwo Ukrainy i rozumieją, że trzeba pomagać już teraz. Ciągle coś nam przywożą: chusteczki nawilżane, leki, odzież termiczną, narzędzia, poduszki grzewcze, pieluchy dla dorosłych» – zauważa Łarysa Nowosad.
Transport z Polski został sfinansowany dzięki wpłatom dobroczyńców na konto Kurkowego Bractwa Strzeleckiego w Tucholi. Tym razem poza zupami zawierał także przekazane przez znajomych opony do samochodów dla żołnierzy.

Zbiórka organizowana przez Bractwo cały czas trwa. W tej chwili Bracia Kurkowi przygotowują się do kolejnego transportu, mającego na celu dostarczenie jeszcze około 40 tys. zup przekazanych przez Bank Żywności w Chojnicach. Jak zaznacza Mariusz Wegner, poza pieniędzmi na transport zawsze trzeba znaleźć ludzi, którzy chcieliby poświęcić swój czas na taki wyjazd. Wyraża wdzięczność m.in.: Jiří Kubelce, Waldemarowi Lamparskiemu, Jackowi Jeżewskiemu, Mariuszowi Thomasowi, Krzysztofowi Czapelskiemu, Andrzejowi Przewłockiemu, Zdzisławowi Wesołowskiemu, Romualdowi Szydłowskiemu, którzy dostarczali pomoc w maju, oraz wszystkim uczestnikom wcześniejszych wypraw.
«Rząd Ukrainy powinien organizować TiRy, które jadą do Europy z towarem, a wracają puste, żeby w drodze powrotnej odbierały pomoc zgromadzoną przez ośrodki w Polsce. Wówczas dostarczanie takiej pomocy byłoby szybsze, a w dodatku byłoby jej więcej» – powiedział Krzysztof Czapelski ze Poznania, którego przodkowie pochodzą z Doliny w obwodzie iwano-frankowskim. Do Ukrainy przyjeżdżał wcześniej na wycieczki, ale z transportem humanitarnym przybył tu po raz pierwszy, poświęcając na to swój czas wolny.
Andrzej Przewłocki z Kościerzyny nigdy wcześniej w Ukrainie nie był. Jest prezesem Zjednoczenia Kurkowych Bractw Strzeleckich RP Okręg Pomorski, członkiem Bractwa Kurkowego w Kościerzynie.
Na moje pytanie, dlaczego wolał przyjechać tu, zamiast spędzić weekend w domu, odpowiada, że zrobił to z potrzeby serca: «Zawsze chciałem przyjechać tu z pomocą. Od wielu lat znam Mariusza Wegnera, jednego z organizatorów tej pomocy. Gdy pojawiła się możliwość wyjazdu, nie zastanawiałem się ani chwili. Uważam, że każdy powinien spraktykować taki wyjazd. Wtedy może coś więcej powiedzieć na temat tego, co się dzieje tutaj na miejscu».






Tekst i zdjęcia: Natalia Denysiuk