30 sierpnia, w Międzynarodowym Dniu Pamięci Osób Zaginionych, w Wołyńskiej Obwodowej Bibliotece dla Młodzieży w Łucku otwarto wystawę fotograficzną «Makrokosmos pola bitwy», na której prezentowane są zdjęcia żołnierza Oleksandra Kraiły, który zaginął na początku 2025 r.
«Wielu z tych, którzy zaginęli czy trafili do niewoli, powróciło, ponieważ czekano na nich tutaj, że modlono się za nich. Ważne jest, aby ludzie znali nie tylko imiona i nazwiska, ale także to, czym żyła dana osoba. Chcę podzielić się dorobkiem mojego męża» – zwróciła się do zgromadzonych na wystawie jej organizatorka, żona wojskowego, Switłana Dołhalowa.
Switłana zorganizowała ekspozycję we współpracy z Zakładem Komunalnym Łuckiej Hromady «Weteran Hub». Na wystawie znalazło się około 80 zdjęć, które jej mąż wykonał w latach 2023–2024 w okolicach Limanu w obwodzie donieckim. Wybór nie był łatwy, ponieważ w tym czasie żołnierz wykonał ponad 6 tys. zdjęć. Prawie wszystkie fotografie na wystawie to zdjęcia owadów wykonanych w technice makro, jednej z ulubionych technik autora.



Oleksandr Kraiło został zmobilizowany do wojska latem 2023 r. Służył w 60. Samodzielnej Brygadzie Zmechanizowanej, był strzelcem bojowego wozu piechoty. Brygada Ingulecka składała się głównie z żołnierzy pochodzących ze stepowego obwodu kirowohradzkiego, a ojciec Oleksandra pochodził z Zakarpacia, czyli z gór. Był więc z gór, stąd pseudonim Duncan (chodzi o bohatera serialu «Nieśmiertelny» Duncana MacLeoda – przyp. tłum.).


«O szóstej rano 12 stycznia 2025 r. Sasza zadzwonił i powiedział, że porozmawiamy później, ponieważ za chwilę miał się zakończyć jego dyżur bojowy. Ale potem zapadła cisza. Towarzysze broni powiedzieli, że dron uderzył w jego wóz podczas ewakuacji rannych. Trafił prosto w wieżę, gdzie był Sasza. Chłopaki próbowali go wyciągnąć, ale potem nastąpiło drugie trafienie i samochód stanął w płomieniach. Kierowca przeżył, dwie ranne osoby przeżyły, a Sasza nadal jest uważany za zaginionego» – powiedziała Switłana.
«Fotografia była dla niego rodzajem medytacji. Pomiędzy bitwami, pomiędzy śmierciami odnajdywał życie. A życie zwycięża, kiedy je dostrzegamy. Naszym zadaniem jest zrozumieć i też uczyć nasze dzieci dostrzegania i doceniania życia, piękna i niesienia tego światła innym» – powiedziała o dorobku Oleksandra.
«Kochał wszystko, co żywe. Nie raz ewakuował psy i koty z terenu walk. W ich ukryciu bojowym suka urodziła dziewięcioro szczeniąt. Kiedy maluchy zaczęły wyłazić na zewnątrz, czworo z nich zostało rozszarpanych przez lisy. Sasza zatelefonował: «Mój ulubieniec był wśród nich. Już się umówiłem na ewakuację, ja je zabiorę i jakoś sobie poradzimy». Przez trzy dni drogi do Łucka psy złapały infekcję. Zamiast jego urlopu, miałam szalony urlop macierzyński, dwa tygodnie w lecznicach weterynaryjnych. Ale wszystkie szczenięta przeżyły, oddaliśmy je w dobre ręce. Została u nas tylko mama, Czoka. To przezwisko dałam ja, Sasza specjalnie tego nie zrobił – nie chciał do niej się przywiązywać. Teraz ona przypomina mi Saszę» – podzieliła się wspomnieniami Switłana.
Poznałem Oleksandra i Switłanę w maju 2022 r. w Kisielinie, kiedy razem sprzątaliśmy zaniedbany miejscowy cmentarz katolicki. W tym czasie przetoczyła się przez Ukrainę spontaniczna akcja sprzątania polskich cmentarzy jako wyraz wdzięczności za przyjęcie przez Polaków ukraińskich uchodźców. W sprzątanie cmentarza w Kisielinie włączyli się członkowie Łuckiego Klubu Turystycznego «Hors», wśród nich Oleksandr Kraiło i Switłana Dołhalowa. Przyjechałem wtedy do Kisielina jako dziennikarz. Potem przelotnie spotkaliśmy się jeszcze dwa lub trzy razy w Łucku – i to praktycznie były wszystkie nasze kontakty.
Nie byliśmy bliskimi przyjaciółmi. Ci, którzy pracują w dziennikarstwie, mają setki, jeśli nie tysiące takich, niemal ulotnych, znajomości. Pamięć ludzka jest tak skonstruowana, że nie jest w stanie zapamiętać wszystkiego, ale spotkanie w Kisielinie utkwiło mi w pamięci.
Podczas samego sprzątania nie mieliśmy dużo czasu na rozmowę, gdyż trzeba było pracować. Porozmawialiśmy wiec po pracy. Horsowcy zabrali ze sobą sprzęt turystyczny i planowali zanocować w Kisielinie, a ja miałem jeszcze trochę czasu przed autobusem do Łucka. Wykorzystaliśmy te kilka godzin na zwiedzanie miasteczka.
Gdy nasza grupa szła do ruin kościoła, w pobliżu jednego z domów zerwał się ze smyczy owczarek i zaatakował jednego z naszych psów. Sasza szybko obezwładnił agresora: złapał psa za kark i przycisnął do ziemi. Potem zaczął rozmawiać z owczarkiem, uspokoił go i zaprowadził do właścicieli, którzy wybiegli z domu usłyszawszy hałas. Oleksandr był ubrany w zwykłe szorty i koszulkę, bez żadnej odzieży ochronnej! Nigdy bym nie pomyślał, że ten niski, skromny facet był w stanie pokonać dużego, agresywnego psa gołymi rękami.
Potem było kilka przypadkowych spotkań w Łucku. I nagle post na facebookowym profilu Switłany: Sasza zaginął. Wtedy odkryłem dla siebie jego zdjęcia. Są fascynujące. Oleksandr miał talent do dostrzegania i pokazywania innym piękna tam, gdzie wielu po prostu przeszłoby obok.
Nie chcąc niepokoić Switłany, by nie zadawać jej dodatkowego bólu swoimi pytaniami, zwróciłem się do wspólnych znajomych. Opowiedzieli mi, co się stało.
To mną wstrząsnęło. Znalazłem stary numer gazety, na którym stoi uśmiechnięty na zdjęciu na pierwszej stronie. Wtedy postanowiłem napisać o Oleksandrze, ale się nie udało – wówczas już sam trafiłem do wojska. Teraz spłacam swój dług. Saszy nie ma z nami, ale jego zdjęcia wciąż wywołują emocje.
«Ten świat jest pełen cudów, nawet gdy wydaje się, że wokół panuje tylko ciemność. Wystarczy odważyć się otworzyć oczy i serce, aby dostrzec cud życia» – głosi stoisko informacyjne na wystawie. Otworzyć oczy i serca pomagają nam tacy pełni światła ludzie, jak Oleksandr Kraiło.

Anatol Olich
Fot. Switłana Dołhalowa, Anatol Olich