Każdego dnia, od pierwszej, porannej kawy do ostatniego ziewnięcia przed snem, życie nasze kręci się tylko i wyłącznie wokół spraw ważnych, a fundamentalnych. Przywiązujemy wagę do rzeczy, słów oraz działań, bez których nie wyobrażamy sobie codziennego funkcjonowania.
Taki już z nas dziwny gatunek, że od czasu do czasu kłamiemy jak najęci. Język nas świerzbi, żeby tylko pleść trzy po trzy jakieś androny w celu wprawienia w zachwyt i podziw albo zazdrość naszego otoczenia.
Po dramacie I i II wojny światowej pozostały tony dokumentów. Napisano wiele książek, opublikowano niebywałą ilość wspomnień ludzi, którym udało się przeżyć piekło. Stali się oni żywymi pomnikami tego, co nie powinno już nigdy się wydarzyć w cywilizowanym świecie.
Henry Kissinger to dość już wiekowy, albowiem liczący sobie 98 lat (swoją drogą: cóż za piękny wiek!), wielce zasłużony były doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego i sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki za kadencji prezydentów Richarda Nixona i Geralda Forda.
Ponieważ rosyjskie wojska napadły na Ukrainę niosąc, prócz śmierci i zniszczenia, ruskij mir na sztandarach, dlatego nad takim dictum internauci nie mogli przejść do porządku dziennego bez żadnej riposty. Wojna toczy się na wielu frontach, w tym także na polu przekazu oraz komentarzy medialnych, dlatego memy, jakie zalały sieć, stały się także bronią w walce z najeźdźcą.
Tak sobie wielce naiwnie myślę, że w tym wielkim świecie istnieje gdzieś granica ludzkiej zachłanności na pieniądze. Bariera przyzwoitości mentalnej i tej materialnej, przekraczanie której jest w pewnych okolicznościach rzeczą nie tyle niesmaczną, co wręcz naganną.
Jest XXI wiek. Ludzie poznają kosmos, w skomplikowanym świecie przyrody odnajdują prawa i zasady, jakie nim rządzą i wykorzystują je dla dobra człowieka. Pracują nad szczepionkami, lekami, nowoczesną technologią i łamią sobie głowę nad tym, aby życie na Ziemi stało się bezpieczniejsze, dłuższe i lepsze.
Jest w Krakowie taki targ, zwany Placem Imbramowskim, na którym różne pyszności drogą kupna nabyć można. Wizyta na nim wprawdzie osusza portfel w tempie iście kosmicznym, bowiem ceny są tam też czasem astronomiczne. Ale jeśli naszemu podniebieniu chcemy sprawić wielką przyjemność i poczuć prawdziwe niebo w gębie, to od wielkiego dzwonu możemy sobie na takie małe szaleństwo pozwolić.
Uprzejmie proszę, aby ktoś wreszcie zechciał mi wyjaśnić jak czteroletniemu dziecku, co ludzie mają z tymi rocznicami. Zachodzę w głowę, jakaż to magia tudzież ukryte znaczenie tkwi w tzw. okrągłych liczbach.
Lubicie ryzykować? Lubicie stawiać wszystko na jedną kartę? Bo ja tak. Bez oblewania się rumieńcem przyznam bez ogródek, że mam duszę hazardzisty. Pociąga mnie to, co nieznane i nieco niepewne. Ten dreszczyk emocji, ta adrenalina, przy której serce łomocze, a po plecach chodzą ciarki. Rewelacja!