W Wołyńskiej Obwodowej Administracji Wojskowej omówiono doświadczenia współpracy transgranicznej oraz perspektywy udziału regionu w Programie Interreg NEXT Polska–Ukraina 2021–2027 – podała administracja na swojej stronie internetowej.
Proponujemy Państwu ciąg dalszy artykułu Marii Pisowicz pt. «Poprzednicy Kraszewskiego na niwie dziennikarskiej Wołynia» z nr. 5 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
W nocy 6 czerwca Łuck i Tarnopol zostały poddane przez Rosję intensywnemu ostrzałowi. Są ofiary śmiertelne i ranni. Setki ludzi pozostały bez dachu nad głową, a dziesiątki firm poniosły straty materialne na skutek zniszczenia magazynów i powierzchni produkcyjnych.
Kiedy była małą dziewczynką, jej pasją był taniec. W rodzinnym Koszalinie chodziła systematycznie na zajęcia i zajęła nawet trzecie miejsce w Mistrzostwach Europy w swojej kategorii wiekowej. Jednak nie dane jej było zostać tancerką, ponieważ na drabinkach na placu zabaw tak szalała, że złamała kilka kręgów kręgosłupa. Wtedy postanowiła, że będzie śpiewać.
«W swoich ostatnich dniach moja Babcia myślami była na Wołyniu, «w domu bielonym, z gryczką za oknem». Po jej odejściu czułam, że coś ciągnie mnie na Wołyń» – napisała w liście do redakcji «Monitora Wołyńskiego» Marlena Maćków z Wrocławia, która akurat wróciła z podróży w rodzinne strony swojej Babci.
W Łucku odbyła się konferencja inauguracyjna dwóch projektów międzynarodowych, w ramach których współpracują ratownicy z obwodu wołyńskiego oraz z województwa lubelskiego i podlaskiego. 5 czerwca spotkali się w Łuckim Centrum Biznesowym, aby omówić planowane działania.
Z okazji Dnia Dziennikarza, który na Ukrainie obchodzony jest 6 czerwca, oddajemy do rąk czytelników artykuł Marii Pisowicz pt. «Poprzednicy Kraszewskiego na niwie dziennikarskiej Wołynia», który ukazał się w numerze 5 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
«Wszystkie miejscowości, w których niegdyś mieszkali moi przodkowie, bądź to w Ukrainie, bądź w Białorusi, bądź w Polsce, uważam za swoje. Tak je nazywam – moje wsie. Jestem z nimi związany poprzez historię swojej rodziny» – mówi Artur Aloszyn z Łucka.
Był 30 października 1938 r., kiedy funkcjonariusz pełniący służbę w centralnej komendzie policji w Bronksie odebrał telefon. Spanikowany głos wykrzykiwał do słuchawki bezładne pytania mieszające się z równie chaotycznymi informacjami na temat inwazji Marsjan w stanie New Jersey.
Myliłby się ten, kto sądziłby, że «Pulp fiction», «Nocnego Kowboja», «Szeregowca Ryana», «Helikopter w ogniu», «Piratów z Karaibów», czy «Harry’ego Pottera i Zakon Feniksa» nic prócz tego, że okazały się absolutnymi hitami kina, nie łączy.