Pamiętniki wołyńskiego świętego. Moralność chrześcijańska w stylu moskiewskim
Artykuły

W rozdziale «Ówczesny stan Rosyi» swoich «Pamiętników» święty Zygmunt Szczęsny Feliński wiele uwagi poświęcił religijności narodu rosyjskiego. Arcybiskup, który spędził 20 lat na zesłaniu w Jarosławiu nad Wołgą, mógł przyjrzeć się bliżej osobliwościom moskiewskiego prawosławia.

Z poprzednimi fragmentami pamiętników Felińskiego można zapoznać s tutaj: część 1część 2część 3część 4część 5, część 6.

Rozwikłać sumienie ówczesnego Moskala, to nielada zagadka, taka tam gmatwanina najsprzeczniejszych z sobą pojęć, tak źle uporządkowana skala obowiązków. Starowiery n. p., których na miliony liczą w Rosyi, uważają palenie tytuniu albo zażywanie tabaki za grzech nierównie cięższy niż kradzież lub pijaństwo. W Saratowie (Ewa Wendorff-Felińska była tam na zasłaniu w 1841–1844 r. – A. O.), za czasów pobytu tam mojej matki, grasowała sekta, która uznawała za zbrodnię jedzenie kartofli, zwanych w ich języku dyabelskiem jabłkiem. Cała komisja przysłana była z Petersburga w celu namówienia ich, a w razie oporu, zmuszenia do uprawy kartofli. Starano się ich przekonać, a gdy to nie pomagało, grożono wysiedleniem na Sybir. Wszystko było napróżno; włościanie odpowiadali, że i na Sybirze mieszkają ludzie, co zbawić się mogą, pomagać zaś czartu w mnożeniu jego strawy wprost do piekła prowadzi. A jednak z górą dwustu zwolenników tejże sekty, rozdzieliwszy się na dwie grupy, schroniło się do dwóch pieczar nad Wołgą, a nagromadziwszy u wejścia masę słomy, zapalili ją i udusili się dymem dobrowolnie, uważając taką ofiarę za równie zasługującą jak męczeństwo, na mocy słów Zbawiciela: «Ktoby stracił duszę swoje dla mnie, najdzie ją».

Tego rodzaju przewrotne pojęcia o moralności chrześcijańskiej upowszechnione były nietylko między prostym ludem ale też i w łonie niższego duchowieństwa, które w znacznej części nie odbywało studiów seminaryjskich, lecz po kilku latach cerkiewnej praktyki w urzędzie diaka, święceni byli na kapłanów. […]

W żadnym innym kraju nie mają tego mieszanego charakteru lekceważenia moralności obok fanatycznego przywiązania do religijnych form i obrzędów. Ten sam rozkolnik, co woli pójść do ciężkich robót niż przeżegnać się trzema a nie dwoma palcami, zabije bez wyrzutu człowieka choćby dla kilku kopiejek, utrzymując, że post złamać lub opuścić jakiś obrządek, jest to pokalać duszę, zabójstwem zaś ręce się tylko kalają: «Umyj ręce i znów będziesz czysty».

W Sakramentach nawet formę tylko cenią, warunki zaś, od których istota Sakramentu zależy, lekceważą. Pop jeden, nie mogąc dostać w głuchej wioszczynie pszennej mąki i wina. używał do mszy hreczanego chleba i wódki. Rad niezmiernie z tego wynalazku, zapytał przy spotkaniu dziekana, czy można konsekrować na hreczce i gorzałce? Otrzymawszy zaś przeczącą odpowiedź, zawołał tryumfującym głosem: «A ot ja próbowałem i można!» […]

O tolerancyi religijnej, za czasów Mikołaja I, mowy nawet nie było. Rząd uważał to za wielką łaskę, że tym, którzy się urodzili nie w prawosławiu, pozwalał żyć w swojej wierze; a i tu wyjątek stanowili Unici, których gwałtem zmuszano do prawosławia. Dość było nawet, żeby który z przodków był unitą, by ochrzczonych w łacińskim obrządku jego potomków na prawosławie przeciągano. Dzieci z małżeństw mieszanych wszystkie musiały należeć do panującej wiary; prawosławni zaś, opuszczający swe wyznanie, skazani byli na utratę majątku, wszelkich przywilejów stanu i na pokutę kościelną w którym z prawosławnych monasterów.

To też nawrócenia były nierównie rzadsze jak za Aleksandra I; ci zaś, którzy się na to decydowali, wyprzedawali się naprzód i wyjeżdżali za granicę i tam dopiero szli za głosem sumienia Tym sposobem przeszły na łono Kościoła (katolickiego – A. O.) rodziny: Galicynych, Szuwałowych, Meszczerskich, następnie zaś głośni w swoim czasie Jezuici: Gagarin, Batabin, Martynów i kilku innych.

Najsilniejsze jednak wrażenie w sferach rządowych zrobiło przejście na łono katolickiego Kościoła księżny Wittgenstein, z domu księżniczki Bariatyńskiej (Leonilla Bariatyńska, 1816–1918 – A. O.), przeto że brat jej, późniejszy feldmarszałek i zdobywca Kaukazu, był osobistym przyjacielem następcy tronu, i z nim razem od dzieciństwa się wychowywał.

Książę Wittgenstein, protestant, ożeniony był naprzód z księżniczką Radziwiłłówną, ostatnią z linii nieświezkiej, z którą miał jedne tylko córkę (Maria Antuanetta Karolina Stefania, 1829–1898; w rzeczywistości para miała jeszcze jednego syna, Piotra Dominika Ludwiga, 1832–1887 – A. O.); młodo zaś owdowiawszy, pojął w drugiem małżeństwie księżniczkę Bariatyńską. Ponieważ wedle ślubnej intercyzy (małżeńska umowa majątkowa – A. O.) córka Radziwiłłówny miała być wychowana w religii katolickiej, sumienna przeto macocha (m.in. starsza od córki o 13 lat – A. O.) chcąc należycie wywiązać się z tego obowiązku, udała ze swą pasierbicą do Paryża i tam zaprosiła jednego z najznakomitszych kaznodziejów, aby zajął się religijnem wykształceniem młodej księżniczki; że zaś poczytywała sobie za obowiązek asystowania przy wykładach wszystkich metrów, nie opuściła też żadnej lekcyi katechizmu. Światły i wymowny kapłan, prowadzący te wykłady, świadomy niebezpieczeństw, jakie ze strony otoczenia groziły młodej jego uczennicy, szczególną zwracał uwagę na kwestye sporne; gruntowne zaś jego dowody nie omieszkały zaniepokoić w sumieniu dobrej wiary księżny. Przypuszczając jednak, iż nieświadomość tylko dogmatów prawosławnych źródłem była jej zwątpienia, napisała do kapelana swej ambasady, protopopa Wasiljewa, prosząc go o przybycie do niej w sprawie sumienia, naznaczyła zaś na te odwiedziny tę właśnie godzinę, kiedy pasierbica jej miała lekcyę religii. Nie przewidując, co go czeka, Wasiliew przybył skwapliwie, a znalazłszy się wobec gotowego do walki przeciwnika, nie mógł bez kompromitacyi usunąć się od teologicznej dysputy; zwłaszcza że uchodził on w Rosyi za niezwyciężonego na polu dogmatu szermierza. On to założył w Paryżu czasopismo pod tytułem: «Union Chrétienne», w celu propagandy prawosławnej na Zachodzie. Zasadniczą ideą jego było twierdzenie, że pierwiastkowa forma rządu kościelnego była synodalna; że ambicya papieży skaziła tę formę, wprowadzając w Kościele rzymskim formę monarchiczną; że w łonie samych łacinników powstał przeciw temu olbrzymi protest, który wciąż wzrasta; że jeden tylko rosyjski Kościół zachował nietylko czystość nauki ale i pierwotna formę rządu, przejawiającą się w petersburgskim Synodzie, skąd bardzo prosty wniosek, że należy usunąć Papieża, jako głównego sprawcę rozdziału w Kościele, a wówczas wszyscy chrześcianie zjednoczą się pod wodzą petersburgskiego Synodu, stanowiąc znowu, jak niegdyś, jedną Chrystusową Owczarnię. Zachęty i uwielbienia, jakie go spotykały ze strony Rosyan, tak mu zawróciły głowę, że liczył na pewny tryumf swej propagandy na Zachodzie, lekceważąc zarzuty przeciwników, w których zbijanie wolał nie wdawać się wcale. Obecnie jednak znalazł się w takiem położeniu, że ścisłej i poważnej polemiki nie mógł uniknąć wcale. Rad nierad stanął przeto do walki.

Obie niewiasty wytężyły uwagę na ten pojedynek dwóch tak znakomitych szermierzy, nie z prostej jednak ciekawości, lecz duszą całą śledząc za każdym zwrotem walki. Zrazu dyskusya miała charakter spokojny a nawet uprzejmy, lecz gdy kapłan katolicki sprowadził ją na grunt historyczny i ową pierwotną formę Kościoła, przechowaną rzekomo w Synodzie petersburgskim, przedstawił jako polityczne dzieło Piotra Wielkiego, postawione na miejscu Patryarchatu; kiędy przedstawił zupełną nicość tej instytucyi pod względem dogmatycznym i absolutną zależność jej od caratu, w osobie prokuratora Synodu; Wasiliew, nie mogąc ani zaprzeczyć faktów, ani ich objaśnić, począł się niecierpliwić, a wywierając gniew swój na panią domu, za zbrodnię jej to poczytał, że go w zastawione nań przez Jezuitów sidła wplątać dopomogła. Pod wpływem tego oburzenia udał się wnet do ambasady i oskarżył księżnę o katolicką propagandę. Zaniepokojony tą denuncyacyą poseł, pospieszył niezwłocznie do księżny i z całą dyplomatyczną oględnością dał jej poczuć na jak fatalne narazić się nie omieszka następstwa, jeśli o jej katolickich sympatyach u Dworu się dowiedzą. Tego było już za wiele dla wzniosłej i szlachetnej natury księżny. «A więc innych argumentów prawdziwości prawosławia nie macie?» — zawołała z oburzeniem księżna. «W takim razie stanowczo zostaję katoliczką». Jakoż spełniła to postanowienie i urządziwszy swe majątkowe interesa, za granicą pozostała. Kiedy książę Wittgenstein ukazał się bez żony u Dworu, cesarz zawiadomiony już o tem co zaszło, zapytał go o księżnę. «Kaprysy kobiece», odparł zagadnięty – «została katoliczką i nie śmie wracać». – «Niech się nie lęka, nic się jej nie stanie», rzekł łaskawie cesarz. Księżna jednak nie zaufała obietnicy, woląc pozostać na całe życie za granicą.

Dziwny był zaiste w owym czasie stan Rosyi pod względem religijnym! Zamożne i wykształcone klasy nie miały właściwie żadnej w głębi sumienia wiary, tak, iż religia była dla nich politycznem jedynie narzędziem, dogodnem do wpływania na sfanatyzmowane masy i do wciągania w sferę swych interesów prawosławnego Wschodu. Cała biurokracya stała na straży hegemonii cerkiewnej, tak iż oficyalna cześć dla obrzędów i praktyk religijnych nic nie pozostawiała do życzenia, podczas gdy w życiu domowem wiara najmniejszego nie wywierała wpływu na obyczaje, które w wyuzdanem rozwolnieniu, do cynizmu się posuwały. Pijaństwo, rozpusta, nieuszanowanie cudzej własność, kłamstwo i wszelkiego rodzaju podstępy były jakby chlebem powszednim oświeceńszej części społeczeństwa, pomimo zewnętrzne formy religijne. Duchowieństwo prawosławne, z małymi wyjątkami, zaliczyć też można było do tej kategorii wierzących, gdzie forma bezwarunkowo panowała nad duchem. Społeczeństwo też nie przeceniało bynajmniej moralnej wartości swych pasterzy. Sługa Kościoła w świątyni oznaki należnej kapłanowi czci odbierał, nawet od najwyżej postawionych osób, w domu zaś traktowany bywał gorzej od lokaja. Nie proszono go siedzieć, nie wpuszczano do salonu, załatwiając w przedpokoju każdą z nim sprawę.

Prawda, że ze strony duchowieństwa, zwłaszcza po wsiach, nie było najmniejszego poczucia godności kapłańskiej, tak, że w stosunku do osób, wyższe zajmujących stanowiska, zachowywali się oni z niewolniczą niemal uniżonością. Opowiadano mi n. p., że pewna młoda księżna, przybywszy po raz pierwszy do majątku męża, pragnęła odbyć spowiedź wielkanocną we własnej parafii. W tym celu wezwała proboszcza, aby umówić się z nim o czas spowiedzi. Skoro jednak objawiła swój zamiar, zdumiony paroch zawołał niemal ze zgrozą: «Czyżbym ja śmiał słuchać grzechów Waszej Książęcej Mości! Ja i bez tego dam rozgrzeszenie».

Pod względem chciwości, duchowieństwo prawosławne przewyższa nawet kupców, jakkolwiek handlarz rosyjski nie przebiera w środkach tam, gdzie o zysk chodzi. I niema w tem nic dziwnego; tam bowiem, gdzie kapłani nie idą z powołania, lecz stanowią dziedziczną kastę; gdzie uposażenie duchowieństwa, zwłaszcza po wsiach, tak jest szczupłe, że przy celibacie nawet wystarczyłoby zaledwie na skromne utrzymanie; co, mówię, dziwnego, że taki sakramentalny rzemieślnik liczną obarczony rodziną, w pełnieniu posług kapłańskich więcej ogląda się na materyalną korzyść niż na przepisy prawa kanonicznego. Niemasz rzeczy w zakresie obowiązków pasterskich, ktуrejby za pieniądze otrzymać nie było można od wiejskiego parocha, byle suma była odpowiednia.

Co do charakteru i usposobienia ludu prostego, była to wówczas dziwna mieszanina fanatycznej wiary z zabobonną ciemnotą i lekceważeniem najgłówniejszych boskich przykazań. Nie brak tym milionom wiary w Boga, w Jego Opatrzność, w Chrystusa Pana, jako naszego Odkupiciela; ale pojęcia o tem nie mają, jak należy współpracować z łaską i do czego nas obowiązuje Ewangielia. Cały stosunek ich z Bogiem zależy na zewnętrznych obrzędach: obrazy, dzwony, śpiewy i pokłony, – oto główna, jeśli nie jedyna treść ich nabożeństwa. Do obrazów mają oni tak zabobonne przywiązanie, że z bałwochwalstwem niemal graniczy. W ich przekonaniu sprawcą łask, o które modlą się przed swemi ikonami, jest nie Pan Bóg, ale ta właśnie malowana ikona. Obrazy zwłaszcza, które za cudowne uchodzą, są u nich przedmiotem takiego kultu, jakiego sam Zbawiciel nie odbiera. Iwerskaja n. p. Bożaja Matier w Moskwie, większej czci odbiera dowody niż Przenajświętszy Sakrament, który po cerkwiach całkiem jest opuszczony i szczególnego nabożeństwa wcale nie obudzą. Podobne spaczenie pojęć panuje i pod względem moralności: mimowolne nawet złamanie postu, w pojęciu ludu, cięższym jest grzechem niż pijaństwo, kradzież lub rozpusta.

Restytucya, w ścisłem znaczeniu, t. j. wynagrodzenie wyrządzonej bliźniemu krzywdy na majątku lub sławie, całkiem u nich nie istnieje. Co najwięcej, legują coś przy śmierci na cerkiew lub na ubogich; ale o zwrocie szkody pokrzywdzonemu nie słyszałem nigdy. Zdarzyło się raz, iż na moje ręce nadesłano dziesięć rubli, z prośbą doręczenia ich pewnej mieszczance, tytułem restytucyi. Napróżno starałem się jej wytłómaczyć, że pieniądze te do niej należą, że ktoś je niesłusznie sobie przywłaszczył a teraz zwraca; nie dała się przekonać i widząc w tem jakiś podstęp niebezpieczny dla niej, do rąk nawet pieniędzy tych wziąść nie chciała. Przyczyną tak błędnych pojęć o obowiązkach moralności chrześcijańskiej, oprócz braku odpowiednich nauk katechizmowych, jest, jak sądzę, sposób odbywania spowiedzi; penitent bowiem nie oskarża się u nich szczegółowo z grzechów swoich, ale odpowiada tylko na zapytanie spowiednika jednem słowem: grzeszny jestem, albo nie. Kapłan zapytuje z kolei o każdem przykazaniu w ogólności: czy nie kradłeś? czy nie upijałeś się? penitent zaś odpowiada twierdząco lub przecząco, nie wdając się w żadne objaśnienia, spowiednik zaś daje rozgrzeszenie, obowiązujące tylko do poprawy, ale nie do restytucyi. Stąd u nich prawdziwie: beatus qui tenet (szczęśliwy, kto posiada – A. O.), bo mu nikt już tego, co wziął, nie odbierze.

Opracował Anatol Olich

Na zdjęciu: Księżna Leonilla Wittgenstein (Bariatyńska)
na portrecie Franza Xavera Winterhaltera (1843 r.). Public domain

Powiązane publikacje
Feliks Sznarbachowski i Wołyń
Artykuły
Ksiądz Feliks Sznarbachowski zmarł dość wcześnie, ale zdołał pozostawić zauważalny ślad w historii Wołynia. Oprócz pracy duszpasterskiej we Włodzimierzu i Kowlu, Sznarbachowski spędził znaczną część swojej kariery kapłańskiej w Ołyce.
29 maja 2026
W Równem odbędzie się prelekcja upamiętniająca Annę Walentynowicz
Wydarzenia
8 kwietnia Rówieńska Obwodowa Biblioteka Naukowa zaprasza na spotkanie poświęcone polskiej działaczce społecznej, współzałożycielce NSZZ «Solidarność» Annie Walentynowicz.
07 kwietnia 2026
«Nie zamykamy tej historii». W Łucku podsumowano projekt o rzeźbiarzu Stanisławie Sarcewiczu
Wydarzenia
Podczas końcowej prezentacji projektu «Sarcewicz: wirtualny powrót łuckiego geniusza sztuki naiwnej» zespół, który go realizował, przedstawił jego rezultaty, podzielił się doświadczeniami z jego wdrażania oraz przemyśleniami na temat innych inicjatyw.
05 grudnia 2025
Ogród rzeźb łuckiego artysty Stanisława Sarcewicza można obejrzeć on-line
Wydarzenia
Platforma «Algorytm Działań» uruchomiła stronę internetową sartsevych.algorytm.ngo, poświęconą życiu i twórczości łuckiego rzeźbiarza Stanisława Sarcewicza.
24 listopada 2025
Oświecicielka z Korca
Artykuły
O Zofii Rudominie-Dusiatskiej (z domu Endrukajtis) historycy napisali niewiele. Wspominając tę «cichą kresową bohaterkę» w 140. rocznicę jej urodzin, będę się opierał nie tylko na ich publikacjach, lecz też na danych, które znalazłem w źródłach drukowanych i archiwalnych z XIX–XX w.
21 listopada 2025
Zajrzeć do ogrodu Sarcewicza
Artykuły
Już od czterech miesięcy Platforma «Algorytm Działań» przy wsparciu Ukraińskiej Fundacji Kultury prowadzi badania nad postacią rzeźbiarza naiwisty Stanisława Sarcewicza, który mieszkał i tworzył w Łucku.
22 września 2025
W Łucku zaprezentowano książkę o żołnierzach Armii Andersa związanych z Wołyniem
Wydarzenia
W Łucku ukazała się książka «Wołynianie w Armii W. Andersa w czasie II wojny światowej». Publikacja została zaprezentowana w Bibliotece Ołeny Pcziłki.
06 marca 2025
Emanuel Małyński – człowiek legenda z Polesia. Dziedzictwo publicystyczne i pisarskie
Artykuły
Emanuel Małyński (1873–1938) to postać nietuzinkowa – polski pisarz i publicysta, którego życie i twórczość pozostają interesującym świadectwem złożonych czasów, w których przyszło mu żyć.
28 stycznia 2025
Emanuel Małyński – człowiek legenda z Polesia. Hojny darczyńca, filantrop
Artykuły
Na Wołyniu Emanuel Małyński włączył się w liczne prace społeczne, wspierając działania wojewody Henryka Józewskiego. Był znanym filantropem i hojnym darczyńcą dla instytucji publicznych. Jego działalność filantropijna przyciągała najwięcej uwagi i szacunku. W pamięci ludowej pozostał jako człowiek, który z hojnością i oddaniem służył swojej ziemi i mieszkańcom.
14 stycznia 2025