Wiosna wraca co roku, a jednak za każdym razem ludzie robią wielkie oczy i zachowują się tak, jakby odkryli Amerykę. Co więcej, obwieszczają to na prawo i lewo z zaangażowaniem godnym średniowiecznego herolda pozostającego na usługach jego wysokości króla.
Ledwo człowiek zdążył schować zimowe buty i kurtkę puchową do szafy, a ona już stoi w progu, cała w pąkach, soczystej zieleni i promieniach. Jednym słowem robi wielkie wejście. Oto bowiem po kilku miesiącach, kiedy świat był raczej taki bardziej szarawy i ponury, bo białego śnieżku jak na lekarstwo, każdy powiew cieplejszego powietrza działa jak kawa o poranku.
Pierwsze dni wiosny to moment, kiedy nawet najbardziej zatwardziały pesymista zaczyna patrzeć na świat przez różowe okulary. Nagle okazuje się, że można rano pospać o pół godziny dłużej, bo nie trzeba zaczynać dnia od odśnieżania samochodu i sprawdzania czy chodnik nie zamienił się w lodowisko. Człowiek wychodzi na spacer i pełną piersią oddycha.
Ptaki śpiewają, drzewa nieśmiało się zielenią, a sąsiad, który przez całą zimę nie mówił dzień dobry, teraz uśmiecha się od ucha do ucha, jakby wygrał w totka. Dzięki tym dodatkowym 30 minutom budzik przestaje być wrogiem numer jeden, a poranne wstawanie nie przypomina wspinaczki na najwyższą górę świata. Człowiek wstaje, przeciąga się, wygląda przez okno i zamiast ogólnej smuty widzi i słyszy radość powrotu do życia.
Listki zielenieją, kwiatki rozkwitają, a ptaki wyciągają trele najpiękniej jak tylko potrafią. Oczywiście, nie wszystko jest idealne. Wiosna bywa kapryśna. Jednego dnia słońce, drugiego deszcz, trzeciego wiatr, który potrafi człowieka przewiercić na wylot, do szpiku kości. Ale kto by się tym przejmował? Jak mówi stare porzekadło – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Deszcz przynajmniej sprawia, że kurz opada, zieleń jest bardziej zielona, a kałuże dają pretekst, żeby przypomnieć sobie dzieciństwo i choćby w myślach w nie wskoczyć. Co więcej, wiosna to czas, kiedy ludzie zaczynają snuć wielkie plany. Nagle każdy chce zmieniać swoje życie. Zacząć biegać, zdrowiej jeść, mniej palić, czyli jednym słowem – stać się lepszą wersją siebie.
Siłownie pękają w szwach, parki zapełniają się biegaczami, a półki w sklepach ze zdrową żywnością świecą pustkami. Można powiedzieć, że wszyscy łapią wiatr w żagle, choć niektórzy tylko na chwilę, bo po tygodniu wracają do starego trybu życia, tłumacząc sobie, że przecież od przybytku głowa nie boli, zwłaszcza jeśli chodzi o czekoladę i ciasteczka maślane. Taki słomiany ogień, który może dotknąć każdego.
Nie sposób też nie zauważyć, że wiosna działa na ludzi jak eliksir młodości. Nagle wszyscy wyglądają lepiej, czują się świetnie i co najważniejsze – mają więcej energii. Nawet codzienne obowiązki przestają być takie straszne. Człowiek zamiast odkładać wszystko na później, bierze się do pracy i działa, jakby ktoś zdjął z niego niewidzialny ciężar.
I choć czasem można odnieść wrażenie, że to tylko chwilowe zauroczenie, to jednak warto się nim cieszyć. Bo w gruncie rzeczy wiosna przypomina nam o czymś bardzo prostym, że po każdej zimie przychodzi czas odrodzenia. Że nawet jeśli przez chwilę było pod górkę, to zawsze karta może się odwrócić. I że czasem wystarczy odrobina słońca, żeby świat znów nabrał sensu i koloru.
Dlatego, zamiast narzekać na zmienną pogodę czy pyłki unoszące się w powietrzu, choć to dla alergików prawdziwy koszmar, lepiej cieszyć się tym, co jest. Wyjść na spacer, złapać trochę słońca i pozwolić sobie na odrobinę beztroski. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? W końcu wiosna nie trwa wiecznie, a szkoda, bo mogłaby.
***
Robienie wielkich oczu oznacza wyrażanie silnego zdziwienia, zaskoczenia, zdumienia lub niedowierzania.
Słomiany ogień, czyli nagły, intensywny, lecz krótkotrwały zapał lub entuzjazm do czegoś.
Czegoś jest jak na lekarstwo, a więc ograniczona ilość, bardzo mało.
Patrzenie na świat przez różowe okulary oznacza postrzeganie rzeczywistości w sposób nadmiernie optymistyczny, pozbawiony krytycyzmu.
Łapać wiatr w żagle – a więc wykorzystywać sprzyjające okoliczności, by energicznie rozpocząć lub rozwinąć działalność, często po okresie zastoju lub trudności.
Mieć pod górkę, czyli osiągać coś z trudem, mieć wiele przeszkód.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG