Niektórzy mają takie poranki, kiedy stają przed lustrem i przez chwilę zastanawiają się, czy to jeszcze oni we własnej skórze i z własną twarzą, czy już tylko suma decyzji wczorajszych dni. Niby wszystko się zgadza. Ta sama fryzura. Czasami ta sama łysina. Te same oczy, ten sam lekko zaspany wyraz twarzy. A jednak pojawia się nagle coś innego. W odbiciu zwierciadlanym dostrzegają pewną zmianę.
Dobrze jak ją jeszcze dostrzegają. Bo już zupełna katastrofa wisi na włosku, jeśli niczego złego nie zauważą. I nie chodzi tu bynajmniej o kolejną zmarszczkę na czole, czy siwy włos na skroni. Stracić twarz jest bardzo łatwo. Wystarczy jedno nieuczciwe zdanie, jeden mały kompromis z własnym sumieniem, jeden moment, kiedy wygoda okazuje się ważniejsza niż uczciwość, a małe interesiki pokryją przyzwoitość. W odbiciu pojawia się ktoś, kto nie do końca przypomina osobę, za którą właściciel fizjonomii chciałby uchodzić.
Żyjemy w czasach, w których wielu ludzi próbuje zachować twarz za wszelką cenę. Czasem polega to na sprytnym tłumaczeniu własnych błędów, czasem na eleganckim milczeniu i udawaniu, że wzrok, słuch i pamięć szwankuje. Czasem na udawaniu, że problemu w ogóle nie ma. Wystarczy odpowiedni ton głosu, poważna mina i kilka nic nieznaczących, ale dobrze brzmiących słów. Człowiek potrafi wtedy stworzyć wokół siebie aurę powagi, rozsądku i wiedzy wszelakiej. Lustro bywa jednak bezlitosne. Ono nie czyta komunikatów prasowych ani usprawiedliwień. Ono pokazuje dokładnie.
Najtrudniejsze są chwile, gdy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Wtedy nagle okazuje się, że nie da się wszystkiego zamieść pod dywan. W głowie pojawiają się pytania, których prawdopodobnie nikt nie chciałby sobie zadawać. Czy naprawdę postąpiłem uczciwie? Czy nie powiedziałem czegoś tylko dlatego, że było to wygodne? Czy nie odwróciłem wzroku w chwili, kiedy należało zareagować? Czy kłamstwo weszło mi już w krew?
Paradoks polega na tym, że im bardziej ktoś próbuje ratować swój wizerunek, tym łatwiej może dać plamę. Bo ludzie, wbrew pozorom, mają całkiem dobry radar na fałsz. Można przez chwilę udawać, można zagrać rolę człowieka bez skazy. Taki prawdomówny kryształ, ale prędzej czy później otoczenie zauważy, że pod starannie dobranymi słowami kryje się zwykła próba uniknięcia odpowiedzialności i krzyknie: «król jest nagi!»
Warto też pamiętać, że człowiek ma niezwykły talent do usprawiedliwiania samego siebie. Kiedy to my popełniamy błąd, zawsze znajdzie się jakieś logiczne wyjaśnienie. Okoliczności były trudne. Sytuacja nader skomplikowana. Inni postąpiliby tak samo albo i gorzej. W takich chwilach łatwo przekonać samego siebie, że wszystko jest w porządku. Jesteśmy godnym człowiekiem i możemy dumnie nosić głowę.
Na szczęście gdzieś w środku pozostaje cichy głos, który nie daje spokoju i każe nam bez filtrów popatrzeć na siebie w lustrze. Brak obrzydzenia podczas wykonywania tej czynności nie jest związany z osiąganiem stanu doskonałości. Człowiek nie jest maszyną zaprogramowaną do wszelkiej perfekcji. Popełniamy błędy, czasem mniejsze, czasem większe.
Schody zaczynają się dopiero wtedy, gdy udajemy, że nic się nie stało. Znacznej odwagi wymaga coś zupełnie innego. Zdolność, by w odpowiednim momencie uderzyć się w pierś i powiedzieć: «tak, zawaliłem». Co ciekawe, taka chwila szczerości działa jak najlepszy kosmetyk dla ludzkiego sumienia. Zamiast ciężaru wstydu pojawia się coś w rodzaju ulgi.
Nagle okazuje się, że świat się nie zawalił, a ludzie wcale nie oczekują od nas doskonałości. Wystarczy zwykła uczciwość. Patrzenie w lustro jest więc w gruncie rzeczy codziennym egzaminem z charakteru. Nie chodzi o wielkie gesty ani dramatyczne decyzje. Najczęściej decydują drobiazgi: czy powiemy prawdę, gdy łatwiej byłoby skłamać; czy przyznamy się do pomyłki, gdy wygodniej byłoby ją przemilczeć, czy zachowamy się przyzwoicie wtedy, gdy nikt nie patrzy.
Bo w gruncie rzeczy sztuka zachowania twarzy nie polega na perfekcyjnym wizerunku. Nie chodzi o to, żeby zawsze wyglądać dobrze w oczach innych. Prawdziwa sztuka polega na czymś znacznie trudniejszym. Na tym, by nie wstydzić się własnego odbicia przed jednym z najsurowszych sędziów. Nie klaszcze, nie komentuje, nie daje nagród. Po prostu pokazuje prawdę.
A jeśli któregoś dnia staniemy przed nim spokojnie i pomyślimy: «nie było idealnie, ale przynajmniej próbowałem być uczciwy» – to znaczy, że udało nam się zrobić coś naprawdę trudnego. Udało nam się zachować twarz.
***
Zachowanie twarzy to postawa moralna pozwalająca na utrzymanie szacunku innych, oznacza także honorowe zachowanie w trudnej sytuacji.
Wisieć na włosku oznacza, że coś jest bardzo blisko i prawdopodobnie się wydarzy lub że ktoś jest w skrajnym niebezpieczeństwie.
Spojrzeć prawdzie w oczy – czyli zaakceptować trudne, niemiłe lub bolesne fakty, uświadomić je sobie, pogodzić się z nimi.
Zamiatanie czegoś pod dywan oznacza ukrywanie kłopotliwej, wstydliwej lub niewygodnej sprawy, zamiast stawienia jej czoła.
Dać plamę, a więc skompromitować się, zbłaźnić, ośmieszyć.
Zaczęły się schody, czyli nadszedł moment, w którym sytuacja staje się trudna, skomplikowana lub zaczynają pojawiać się poważne przeszkody.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG