Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To bardzo piękne powiedzenie, choć mam wrażenie, że współcześnie większość z nas wolałaby jednak poznawać ich raczej na wakacjach i przy kawie niż w biedzie.
Niemniej jednak przyjaźń jest jedną z tych wartości, o których lubimy mówić uroczyście. Najlepiej przy okazji urodzin, ślubów albo nostalgicznych wieczorów, kiedy ktoś zaczyna wspominać czasy szkolne. Wtedy nagle okazuje się, że wszyscy mieliśmy przyjaciół na śmierć i życie. Oczywiście do momentu, gdy ktoś pożyczył płytę, książkę, parę złotych albo kiedy wydał córkę za mąż, o czym dowiedziałeś się ze zdjęć zamieszczonych na platformie społecznościowej.
W dzieciństwie przyjaźń jest sprawą prostą. Wystarczy siedzieć w tej samej ławce, mieć podobną liczbę naklejek albo razem uciekać z lekcji biologii. Wtedy bez wahania, jak jeden mąż, mówiliśmy, że jedno za drugim skoczyłoby w ogień. Co prawda najczęściej chodziło raczej o wspólne skakanie przez płot za szkołą lub dziewczyńskie sekrety, ale deklaracje były szczere, choć pełne patosu.
Człowiek był przekonany, że ta więź przetrwa wszystko. Szkołę średnią, studia, dorosłość, a nawet pierwszą poważną pracę. Potem jednak życie zaczyna pisać własny scenariusz i przyjaźnie przechodzą kolejne poważne próby. Jedni wyjeżdżają do innych miast, inni zakładają rodziny, a jeszcze inni oddają się takim pasjom, które całkowicie i bez reszty pochłaniają każdą sekundę ich żywota i na jakieś znajomości już nie mają czasu.
I wtedy okazuje się, że przyjaciel, z którym kiedyś można było konie kraść czy grać do białego rana w remika, dziś odwołuje spotkanie, bo jutro ma ważne zebranie, odnowę biologiczną w SPA albo kolację z szefem. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Dorosłość polega między innymi na tym, że człowiek musi czasem zakasać rękawy i zająć się życiem.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna nam mydlić oczy opowieściami o tym, jak bardzo tęskni za dawnymi czasami, ale jednocześnie od trzech lat nie może znaleźć wolnej godziny na kawę, a wszelka aktywność leży tylko po twojej stronie. Wtedy trudno oprzeć się wrażeniu, że przyjaźń powoli trafia między bajki, obok smoków, krasnoludków i idealnie działających urzędów.
Są jednak przyjaciele, którzy zostają z nami na całe życie. Tacy, z którymi można nie widzieć się pół roku, a potem spotkać się i rozmawiać tak, jakby przerwa trwała najwyżej piętnaście minut. To właśnie oni znają nasze kompromitująco zabawne historie z młodości i co ważniejsze – potrafią ich nie opowiadać przy każdej okazji. Choć oczywiście czasem trudno im się powstrzymać, szczególnie kiedy atmosfera przy stole robi się zbyt poważna.
Przyjaźń ma też tę niezwykłą cechę, że pozwala nam czasem spojrzeć na siebie z dystansem. Przyjaciel to ktoś, kto w odpowiednim momencie potrafi powiedzieć: słuchaj, chyba trochę przesadzasz. I robi to nie dlatego, żeby nas urazić, lecz dlatego, że zna nas wystarczająco dobrze, by wiedzieć, kiedy zaczynamy robić z igły widły.
Oczywiście zdarzają się też przyjaźnie spektakularne – takie, które zaczynają się wielkimi deklaracjami, a kończą cichym zniknięciem z listy kontaktów i usunięciem ze znajomych na portalu społecznościowym. Wtedy człowiek przez chwilę zastanawia się, co poszło nie tak, ale zwykle dochodzi do wniosku, że nie ma sensu rozdzierać szat i dzielić włos na czworo.
Życie jest zbyt krótkie, żeby analizować każdą tego typu sytuację. Dlatego właśnie z wiekiem zaczynamy patrzeć na przyjaźń trochę inaczej. Mniej w niej patosu, a więcej zwyczajności. Przyjaciel to już niekoniecznie ktoś, za kogo skoczylibyśmy w ogień, lecz raczej ktoś, kto pomoże nam skręcić szafkę z popularnego sklepu meblowego, wysłucha narzekań na pracę albo przyjedzie z zupą, kiedy dopadnie nas przeziębienie.
I może właśnie w tym tkwi sekret przyjaźni na całe życie. Nie w wielkich słowach ani dramatycznych gestach, lecz w drobnych sprawach. W wiadomości wysłanej bez okazji, w żarcie zrozumiałym tylko dla wybranych osób, w pewności, że kiedy świat zacznie się trochę chwiać, a ziemia usuwa się spod nóg, taki bliski ktoś powie: spokojnie, to tylko chwilowe, dasz radę, jestem przy tobie i pomogę, jak tylko będę mógł najlepiej. Jestem twoim przyjacielem.
***
Jak jeden mąż – popierać kogoś we wszystkich jego działaniach oraz wypowiedziach, działać razem, wspólnie.
Ziemia usuwa się spod nóg oznacza, że ktoś traci poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji oraz pewność siebie z powodu nagłych, trudnych i przerażających wydarzeń.
Przyjaciel na śmierć i życie, czyli wierny i oddany towarzysz, osoba wspierająca nas w każdej sytuacji.
Skoczyć za kimś w ogień to gotowość do zrobienia wszystkiego dla drugiej osoby, wielkie oddanie.
Można z kimś konie kraść oznacza, że dana osoba jest wiernym i sprawdzonym przyjacielem, któremu można bezgranicznie ufać w każdej sytuacji.
Robić z igły widły – oznacza wyolbrzymiać drobne, mało znaczące sprawy.
Dzielić włos na czworo – omawiać jakiś błahy temat z przesadną dociekliwością oraz dokładnością.
Coś włożyć między bajki, a więc uznać coś za nieprawdę, zmyślenie lub coś całkowicie niemożliwego.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG