Odwiedziła mnie sąsiadka i znajoma w jednym. Mieszkamy obok już od dość dawna i z biegiem czasu zwyczajne dzień dobry zamieniło się w serdeczne powitanie. Wiemy, że na przysłowiową szklankę cukru czy soli możemy zawsze po sąsiedzku liczyć.
Odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze pierwszy dzień listopada kojarzył mi się z czymś niezwykłym. Z powietrzem lekko duszącym. Z wonią dymu pochodzącą z kiedyś białych woskowych, palonych świec, później z większych i mniejszych zniczy. Mieszała się ona z wiszącą w powietrzu wilgocią i zapachem opadłych, szeleszczących pod stopami liści.
Z ręką na sercu przyznać muszę, że mam dość mocno krytyczny stosunek do rodaków, a zatem i do samej siebie. Z byle powodu nie zachwycam się współplemieńcami, a i do długiej oraz ciekawej historii własnego kraju mam zdroworozsądkowe, jak mi się wydaje, chłodne i wyważone podejście.
Nigdy, nawet w najczarniejszych wizjach, nie przypuszczałam, że po tak wielu moich artykułach związanych z wojną w Ukrainie, gdzie zawsze, wszelkimi możliwymi środkami wyrazu, wspierałam dzielnych i odważnych ludzi stawiających czoło każdego dnia barbarzyńskim najeźdźcom z moskwy, napiszę słowa, którym będą towarzyszyły złe emocje i wywołają mój smutek.
Na trasie między Krakowem a Warszawą, tak pi razy drzwi gdzieś w połowie drogi, jest sobie miasteczko. Ani duże, ani małe, takie, jakich tysiące rozsianych jest po Polsce. Nim dorosłe życie przeniosło mnie zupełnie w inne miejsca i rejony Ziemi, przez kilkanaście bezgrzesznych lat była to moja mała ojczyzna, miejsce szczęśliwości i beztroski, rodzinny dom.
Konia z rzędem temu, kto znajdzie na naszym globie wielu takich, którzy wybiorą smutek, a nie radość i śmiech. Ponieważ po matce Ziemi różnorodne towarzystwo paraduje, zapewne też nieco dziwaków się znajdzie, którzy nos na kwintę spuszczony, ciągłe narzekactwo tudzież wiecznie zbolałą minę w herbie posiadają.
Jest taki moment w życiu, kiedy człowiek wchodzi w okres swojej ziemskiej wędrówki powszechnie zwany cielęcymi latami, kiedy to jeszcze pstro i zielono ma w głowie, a różne i bardzo dziwne pomysły przychodzą mu na myśl. Pojawiają się wówczas takie marzenia i wyobrażenia na temat dorosłego już funkcjonowania, o których najwięksi filozofowie nie śmieliby myśleć.
Stety lub niestety nie mam wystarczającej wiedzy na temat tego, jak wszelkie nacje świata traktują i stosują się do zakazów i rygorów nakładanych bądź narzucanych przez usankcjonowaną jurysdykcję danego kraju lub przez tzw. niepisane umowy międzyludzkie.
Życzenie pędzenia ludzkiego żywota w czasach, gdy świat nie stoi w miejscu, a w wielu jego zakątkach dzieją się rzeczy niezwykłe, szalone, wręcz rewolucyjne i rzadko spotykane, miało zapewne na celu chronić obdarowanego przed stagnacją i nudą powszechną.
Buszując po telewizyjnych kanałach natknęłam się na pewien cykliczny, jak się później okazało, program. Tytuł, jaki wpadł mi w oko, dość mnie zaintrygował i dałam się złapać na ten tani chwyt reklamowy.