W ciągu lat badań przeanalizowałem kilkaset spraw karnych osób skazanych na podstawie artykułów politycznych. Wszystkie miały pewne wspólne cechy, podobny przebieg śledztwa. Jednak sprawa Piotra Romualda Dąbrowskiego wywarła na mnie ogromne wrażenie.
Na początku wszystko było standardowe: sprawa wyglądała na dość typową. Ale już po pierwszych kilkunastu stronach zaczął wyłaniać się spójny dramatyczny scenariusz. Z równych rzędów liter oficjalnych dokumentów zaczęły wynurzać się żywe postaci, ich czyny, myśli, intencje, wnętrza pomieszczeń. Nazwałbym sprawę modelową, ponieważ wyraźnie ilustruje metody prowadzenia spraw politycznych przez funkcjonariuszy NKWD, a także taktykę przetrwania oskarżonych. Słowo «przetrwanie» jest tu użyte dosłownie, ponieważ życie aresztowanego zależało od tego, jak zachowywał się podczas śledztwa.
Akt 1. Wstęp do akcji
Początek tej sprawy jest zwyczajny. 8 lipca 1940 r. bohater naszego eseju został aresztowany przez funkcjonariuszy NKWD w miejscowości Torczyn. Nakaz aresztowania, sporządzony przez sierżanta policji Prokopowa, stwierdza: «Piotr Romuald Dąbrowski jest członkiem kontrrewolucyjnej organizacji katolicko-powstańczej i zamierza w najbliższej przyszłości stosować terror przeciwko sowieckim działaczom partyjnym».

Postanowienie o aresztowaniu Piotra Romualda Dąbrowskiego
W ankiecie aresztowanego czytamy, że Piotr Romuald Dąbrowski, syn Franciszka, urodził się w 1887 r. w Chełmie. W chwili aresztowania mieszkał w Zaturcach i pracował jako starszy przedstawiciel handlowy Pierwszej Lwowskiej Spółki Żywnościowej. W rubryce «Pozycja społeczna» widnieje: «Były właściciel młynów i elektrowni». Ukończył cztery klasy szkoły średniej, był bezpartyjny, nie służył w wojsku i nie był karany. Rodzina składała się z jego żony Heleny (miała 48 lat w lipcu 1940 r.) oraz synów: Tadeusza (21 lat), Zbigniewa (wieku nie podano) i Henryka (12 lat). Brat Stanisław mieszkał we Lwowie.
Podczas przeszukania Dąbrowskiemu skonfiskowano 6060 rubli, paszport i dowód osobisty. Pieniądze przekazano na przechowanie do wydziału finansowego NKWD, a aresztowanego osadzono w więzieniu w Łucku.
Otóż przed chwilą poznaliśmy bohatera naszego dramatu. Na razie jego wizerunek jest jedynie szkicem, który zostanie uzupełniony później.
Akt 2. Scena 1. Pierwsze przesłuchanie
Tutaj na scenie pojawia się antagonista – śledczy Niestierenko. W mojej wyobraźni powstaje jako młody lejtnant NKWD, który niedawno ukończył szkołę związaną z jego zawodem. Skąd taki wniosek? W protokołach przeprowadzonych przez niego przesłuchań przestrzegane są wszelkie formalności, wszystko jest zrobione rzetelnie, wzorcowo. Rejestrowane są również godziny rozpoczęcia i zakończenia przesłuchania – ten ważny element pozwoli nam odtworzyć wiele szczegółów sprawy. Lejtnant najwyraźniej chce szybko i spektakularnie zakończyć sprawę, która jest dla niego jednoznaczna, złamać Dąbrowskiego. Być może to jedna z pierwszych, a może nawet jego pierwsza sprawa.
W protokole pierwszego przesłuchania przeprowadzonego przez Niestierenkę 12 lipca 1940 r. odnotowano, że Dąbrowski (cytujemy dokument) «budował młyny w województwie wołyńskim i pracował przy nich przez pewien czas, to znaczy, że je eksploatował za włożoną pracę. Przed rewolucją utrzymywał się z odsetków od młyna z generatorem gazowym w Torczynie».
Śledczy Niestierenko natychmiast chwycił byka za rogi, pytając, czy Dąbrowski przyznaje się do udziału w organizacji kontrrewolucyjnej. Gdy ten stanowczo odrzucił oskarżenie, lejtnant powiedział: «Do tego pytania wrócimy później, a na razie proszę wymienić WSZYSTKICH (podkreślenie autora) znajomych, z którymi miał pan okazję się spotkać i rozmawiać».
Zwróćmy uwagę na taktykę funkcjonariuszy NKWD: już na samym początku przesłuchania próbowali zaskoczyć rozmówcę pierwszym lub drugim pytaniem po jakimś neutralnym, oskarżając go o popełnienie poważnego przestępstwa. Jeśli to nie działało (a często działało), «wciągali» aresztowanego do rozmowy. Temat rozmowy nie był aż tak istotny, stanowił jedynie zasłonę dymną: o wiele ważniejsze były nazwiska, które padną z ust aresztowanego. Jeśli istniały jakieś poszlaki – fakty lub zeznania innych osób – śledczy je wykorzystywał, jeśli nie, zadawał ogólne pytania, cierpliwie czekając, aż aresztowany sam wymieni czyjeś nazwiska. Dlatego i w naszym przypadku, po tym, jak Dąbrowski odparował pierwsze ostre pytanie, śledczy poprosił o wymienienie «wszystkich znajomych, z którymi miał okazję się spotkać».
Dąbrowski miał już 53 lata. Był doświadczony życiowo, więc bez trudu rozgryzł taktykę wroga. Wiedział, że jego życie jest zagrożone, dlatego był niezwykle ostrożny. Odpowiedział więc na to pytanie, że nie da się zapamiętać wszystkich, bo do młyna przychodzą setki ludzi. Śledczemu to się bardzo nie spodobało.
Następnie, na usilne nalegania lejtnanta, Dąbrowski wymienił nazwiska kilkunastu kolegów, z którymi pracował w Spółce Żywnościowej. Było to dla niego oczywiste wyjście, ponieważ wszystkie te nazwiska były już znane śledczemu, czyli nie dowiedział się niczego nowego. Większość z wymienionych to Żydzi, było też kilku Rosjan. Aresztowany podał też nazwiska dwóch Polaków, z czego Niestierenko chciał skorzystać, ale aresztowany zeznał, że nie kontaktował się z nimi, więc nie może nic o nich powiedzieć.
Wtedy śledczy ponownie zaatakował Dąbrowskiego. Oskarżył go o ukrywanie znajomości z torczyńskim księdzem katolickim, który, według niego, był jednym z najaktywniejszych członków organizacji kontrrewolucyjnej, do której rzekomo należał sam Dąbrowski.
Dąbrowski odpowiedział, że przypomniał sobie, że kiedyś odwiedził księdza w jego domu i że ten poprosił go o zrobienie dla niego zakupów we Lwowie. Zaprzeczył, jakoby rozmawiał z księdzem o polityce.
W tym momencie przesłuchanie, które trwało od 22:30 do 3:30, zostało przerwane. Obaj bohaterowie dramatu byli zmęczeni.
Ciekawy szczegół: ani śledczy, ani podejrzany nie wymienili nazwiska księdza w Torczynie. Niestierenko czekał, aż zostanie podane przez Dąbrowskiego, lecz ten wytrwał w tym pojedynku.
Scena 2. Zmiana wątku i postaci
Przesłuchanie było kontynuowane w następnym dniu. Śledczy dalej trwał przy metodzie przesłuchania: zmienił oskarżenie i postaci uczestników, czekając, aż ofiara popełni błąd i powie coś zbędnego.
Tym razem śledczy wypytywał Dąbrowskiego o Stanisława Modelskiego, mieszkańca Torczyna, murarza z zawodu. Niestierenko twierdził, że Modelski rzekomo należał do organizacji kontrrewolucyjnej i że spotkał Dąbrowskiego w pobliżu kina 23 czerwca 1940 r. Konkretne daty również były jednym z trików stosowanych przez NKWD. Rzadko kto pamięta, co robił danego dnia, a śledczy wykorzystywali te nieścisłości, by oskarżyć o kłamstwo.
Niestierenko wymienił jeszcze kilka nazwisk, ale Dąbrowski obstawał przy swoim: «Nie znam żadnego z nich». Przesłuchanie przerwano po czterech i pół godzinie. Pierwsza walka dobiegła końca, śledczy poniósł w niej porażkę.
Wtedy enkawudzista zrobił sobie przerwę. Młody lejtnant zdał chyba sobie sprawę, że musi poszukać innych tropów albo po prostu był zmęczony.
Kolejne przesłuchanie Niestierenko rozpoczął 22 lipca o godzinie 22:20. Od razu oświadczył, że śledczy wiedzą o tajnych zadaniach i instrukcjach lwowskiej organizacji kontrrewolucyjnej, które Dąbrowski miał przekazać organizacji powstańczej w Torczynie. Jednak w jego pytaniach nie padły żadne konkretne nazwiska, miejsca, ani nawet nazwa organizacji. Dąbrowski wszystkiemu zaprzeczył. Przesłuchanie zakończyło się o godzinie 4:00 nad ranem.
23 lipca lejtnant Niestierenko natomiast oskarżył Dąbrowskiego o to, że on (cytujemy dokument) «jest aktywnym uczestnikiem kontrrewolucyjnej organizacji powstańczej, pełniąc w niej funkcję oficera łącznikowego». Protokół przesłuchania z 23 lipca zawiera tylko jedno pytanie: «Czy Dąbrowski przyznaje się do udziału w organizacji kontrrewolucyjnej?». Podejrzany ponownie stanowczo odrzucił oskarżenie. Zważając, że było to jedyne pytanie odnotowane w protokole, czas trwania przesłuchania wydaje się bardzo wymowny: 12:00–16:50. Oczywiste było również to, że wyobraźnia Niestierenki się wyczerpała. Całość go przerosła.

Postanowienie o uznaniu Piotra Romualda Dąbrowskiego za oskarżonego
Scena 3. Zmiana śledczego
Kolejne przesłuchanie odbyło się 27 sierpnia o godzinie 23:30. Na scenę wkracza nowy bohater dramatu, sierżant Służby Bezpieczeństwa Państwowego Simonow. Widać wyraźnie, że ten śledczy miał pokazać młodemu lejtnantowi przykład, jak prowadzić śledztwa w podobnych sprawach. Ma już pewne doświadczenie i czuje się pewnie.
Simonow wprost zażądał od podejrzanego podania nazwiska torczyńskiego księdza, ale Dąbrowski uparcie twierdził, że po prostu go nie zna. W końcu sam śledczy zapytał: «Czy przyznaje się pan do przywożenia księdzu Lewickiemu ulotek kontrrewolucyjnych z Lwowa?». Dąbrowski oczywiście nadal zaprzeczał bliskiej znajomości z księdzem.
Simonow ponownie postanowił zagrać kartą Modelskiego, ale Dąbrowski wszystkiemu zaprzeczył. Wyczerpujące przesłuchanie zakończyło się o 3:00.
Ten akt dobiegł końca. Można podsumować. Śledczy nic nie osiągnęli, a Dąbrowski odparł wszystkie ataki, wybierając właściwą taktykę: zaprzeczać wszystkiemu i nie ujawniać konkretnych nazwisk i faktów. Do końca tego dramatu było jednak wciąż daleko. Na razie kurtyna opadła. Antrakt.
***
Ze sprawami karnymi osób represjonowanych przez władze sowieckie można zapoznać się na stronie Państwowego Archiwum Obwodu Wołyńskiego.
(Ciąg dalszy można przeczytać tu).
Anatol Olich