Represje wobec wołyńskich Polaków: Właściciel młyna w Torczynie, Piotr Romuald Dąbrowski. Część IІ
Artykuły

W pierwszej części eseju o Piotrze Romualdzie Dąbrowskim opisaliśmy zachowanie aresztowanego podczas przesłuchań. Dziś kontynuujemy ten dramat.

Pierwszą część można przeczytać tu.

Przewidziany przez prawo dwumiesięczny termin od dnia aresztowania Piotra Romualda Dąbrowskiego upłynął, dlatego postanowiono przedłużyć śledztwo.

Mając w ręku jedynie akta sprawy, nie możemy z całą pewnością stwierdzić, czy nasz aresztowany był bity podczas długich, wyczerpujących przesłuchań, czy też stosowano wobec niego inne fizyczne i psychiczne metody nacisku. Znamy jednak niezmienną zasadę prawa według NKWD: bez względu na to, jak absurdalne były zeznania i jak brutalne były metody ich uzyskania, na papierze musi panować absolutna legalność. Dlatego też, ponieważ nie udało się złamać Dąbrowskiego w ciągu dwóch miesięcy przewidzianych przez prawo, podjęto decyzję o kontynuowaniu śledztwa.

Sprawę przekazano oficerowi operacyjnemu Zawiałowowi. W mojej wyobraźni jest to pewny siebie mężczyzna trochę ponad czterdziestkę, który ma już spore doświadczenie w strukturach NKWD. Widzę go nawet, jak z protekcjonalnym uśmiechem mówi do młodszych kolegów, podejmując się sprawy: «Och, młokosy! Uczcie się ode mnie». Nie rzuca oskarżeń, lecz najpierw rzetelnie studiuje dokumenty zebrane przez Niestierenkę i Simonowa. Dostrzega daremność ich strategii ataku, widzi, jak umiejętnie Dąbrowski się broni. Rozumie, że musi tu postąpić inaczej. Plan stopniowo dojrzewa w jego głowie.

Akt 3. Scena 1. Myśliwy zastawia pułapkę

Bardziej doświadczony śledczy wybiera inną taktykę: jeśli nie udało się przedstawić oskarżonego jako kontrrewolucjonistę, to można przedstawić jako wyzyskiwacza. Ta technika należy do standardowego zestawu metod NKWD i Zawiałow umiejętnie ją wykorzystał.

Zaczął od kontaktów z władzami sowieckimi i otrzymania potrzebnych mu dokumentów, które załączył do sprawy. Były to zaświadczenia z rady wiejskiej Torczyna, wydziałów NKWD w Torczynie i Maniewiczach o stanie majątkowym podejrzanego. Pierwsze dwa zaświadczenia nic nie wniosły do sprawy, ale w trzecim naczelnik maniewickiego wydziału NKWD poinformował, że oprócz elektrowni i młyna w Torczynie, Dąbrowski posiadał również elektrownię i tartak w Maniewiczach.

Drugim krokiem śledczego było przesłuchanie świadków. Oficer operacyjny wiedział, że każdy pracownik najemny zawsze będzie mógł powiedzieć coś negatywnego o swoim pracodawcy, co mogłoby zostać wykorzystane do jego własnych celów. W związku z tym odnalazł ludzi, którzy pracowali w młynie Dąbrowskiego. Świadek Wołodymyr Wiger zeznał, że przez ostatnie trzy miesiące przed nacjonalizacją Dąbrowski nie chciał wypłacać pracownikom wynagrodzenia. Świadek Marian Łaskarzewski zeznał, że właściciel był zły wobec robotników, zmuszał ich do pracy po 12 godzin dziennie i płacił im tylko 30–35 złotych miesięcznie. Według Łaskarzewskiego, oskarżony rzekomo osobiście powiedział mu, że w ZSRR nie ma chleba, a ludzie chodzą boso, nago i są głodni. Świadek Roman Baszczuk praktycznie powtórzył zeznania Łaskarzewskiego.

Feodosij Golembiewski zeznał, że przez ostatnie trzy miesiące przed nacjonalizacją Dąbrowski nie płacił pieniędzy, tłumacząc to tym, że rzekomo nie był właścicielem młyna i nie miał pieniędzy. Świadek ten zeznał również, że słyszał, iż Dąbrowski był członkiem partii OZN (Obóz Zjednoczenia Narodowego). Świadek Mefodij Kłymiuk zeznał, że pracował 12 godzin dziennie i otrzymywał 40 złotych. Według niego właściciel był zbyt surowy wobec robotników, besztając ich bez powodu.

Zawiałow zapytał każdego ze świadków, czy Dąbrowski ich bił. Wszyscy zeznali, że chociaż właściciel czasami traktował ich zbyt surowo, jednak nie podnosił ręki na robotników.

Scena 2. Pętla się zaciska

Sądząc, że te zeznania będą wystarczającą podstawą do oskarżenia, śledczy podjął decyzję o ataku na Dąbrowskiego. 23 stycznia 1941 r. o godzinie 0:30 wezwał go na przesłuchanie. Podczas przesłuchania Dąbrowski oświadczył, że oskarżenia te są bezpodstawne, gdyż właścicielem młyna i elektrowni w Torczynie miał być jego brat, Stanisław Dąbrowski. On sam jedynie budował obiekty i był kierownikiem, otrzymując 10 % czystego rocznego dochodu jako zapłatę.

Według niego sytuacja majątkowa w Maniewiczach była podobna. Tam przedsiębiorstwa rzekomo należały do leśniczego Dobroszkiewicza i nadleśniczego Kozicza, którzy zawarli umowę, przewidującą, że Dąbrowski będzie oficjalnie prowadził ich działalność, aby oni nie stracili pracy. Jednak Dąbrowski nigdy nie zdołał ukończyć budowy, więc przedsiębiorstwo nie przynosiło jeszcze dochodów. Biorąc to pod uwagę, rzekomo nie zdążył czegokolwiek zarobić, gdyż zgodnie z umową miał otrzymać wypłatę procentu od przychodów dopiero po oddaniu obiektów do użytku.

Podczas kolejnego przesłuchania, 29 stycznia, Piotr Romuald Dąbrowski ponownie powiedział Zawiałowowi, że nie ma nic wspólnego z uciskiem pracowników najemnych, ponieważ wynagrodzenia wypłacał nie on, a prawdziwy właściciel, czyli jego brat Stanisław. Stwierdził też, że nie wie, gdzie ten ostatni obecnie przebywa.

Zdając sobie sprawę, że zebrane dowody są niewystarczające, śledczy postanowił poszerzyć krąg świadków. 5 lutego przesłuchał Mykołę Krewskiego. Informacja, że Krewski pracował w młynie ponad miesiąc, a Piotr Romuald Dąbrowski zapłacił mu tylko za miesiąc, była dla śledczego szczególnie przydatna. Zeznania te udokumentowały nie tylko fakt wyzysku, ale także fakt, że to właśnie Dąbrowski wypłacał wynagrodzenie.

Świadek Dmytro Tomaszewicz zeznał 6 lutego, że właścicielami młyna byli obaj bracia, ale wypłacał pieniądze robotnikom właśnie Piotr Romuald. Z informacji podanych podczas zeznań przez Afanasija Warczuka śledczego szczególnie zainteresowało stwierdzenie, że w czasach polskich do domu do Dąbrowskiego często przychodzili komendant policji i jego zastępca.

15 lutego o godzinie 11:30 Zawiałow ponownie go przesłuchał. Śledczy bez zwłoki powiedział, że wyjaśnił, iż Dąbrowski był właścicielem młyna i elektrowni w Torczynie, a także tartaku i elektrowni w Maniewiczach. Zaraz potem padło pytanie: ilu wynajmował robotników?

Na to Dąbrowski zeznał, że właścicielem majątku w Torczynie przed nacjonalizacją był jego brat Stanisław, który obecnie ukrywa się w nieznanym miejscu. W młynie w Torczynie pracował jeden robotnik najemny, a drugiego, głuchoniemego, wziął «na wychowanie». Zarządzał on jedynie majątkiem w Maniewiczach, a jego prawdziwymi właścicielami byli Dobroszkiewicz i Kozicz. Pracowało tam 10–12 osób. Dąbrowski potwierdził również, że wspólnie z Sokołowskim wynajmowali młyn wodny w Smoligowie na okres sześciu lat, czyli do 1942 r., i pracował tam jeden robotnik najemny. Według Dąbrowskiego młyn był nierentowny, a on wynajmował go tylko po to, by nie dać konkurentom żadnej możliwości wpływu na ceny. Przesłuchanie zakończyło się o godzinie 15:00.

To przesłuchanie można uznać za punkt zwrotny. Jeśli wcześniej Zawiałow miał informacje uzyskane od świadków, to teraz otrzymał już zeznania z ust samego oskarżonego. I chociaż brakowało jasnych, jednoznacznych dowodów, rekompensowała to ich liczba.

Scena 3. Punkt kulminacyjny i rozwiązanie akcji

Planując ostatni pojedynek, zwycięstwo w którym było już przesądzone, Zawiałow nie porzucił pomysłu znalezienia kompromitujących materiałów na Dąbrowskiego pod względem politycznym.

17 lutego 1941 r. przeprowadził konfrontację między Piotrem Romualdem Dąbrowskim i mieszkańcem Torczyna Ejnochem Rajsem. Świadek zeznał, że od września 1939 r. Dąbrowski wielokrotnie odwiedzał mieszkanie organisty torczyńskiego kościoła. Zaznaczając przy tym: «…ale nie wiem, dlaczego tam przychodził ani o czym rozmawiali». Dąbrowski zaprzeczył temu i powiedział, że był tam tylko raz zimą 1940 r., kiedy wszedł, żeby się ogrzać.

Następnego dnia śledczy przeprowadził konfrontację między Dąbrowskim a Feodosijem Golembiewskim. Golembiewski zeznał, że w 1937 r. osobiście był obecny na walnym zebraniu mieszkańców Torczyna, na którym Dąbrowski wraz z zarządem gminy miał podpisać deklarację wstąpienia do OZN. Nie widział tego jednak na własne oczy, ponieważ nie było go w pomieszczeniu. Świadek zeznał również, że młyn i elektrownia w Torczynie, w których pracowało 12–15 osób, a także młyn, tartak i elektrownia w Maniewiczach należały do Piotra Romualda, a nie do Stanisława. Dąbrowski zaprzeczył zeznaniom Golembiewskiego.

19 lutego Dąbrowski miał konfrontację z Mefodijem Kłymiukiem, który wcześniej pracował jako maszynista w młynie w Torczynie. Zeznał, że Dąbrowski traktował robotników bardzo źle. M. in. wspominał, jak w 1938 r. właściciel zmusił go do założenia paska klinowego na silniku na pełnych obrotach, co było bardzo niebezpieczne. Kiedy odmówił, Dąbrowski rzekomo obrzucił go wulgarnymi słowami, zawołał młynarza Niemca, wysokiego i silnego mężczyznę, który wykonał to polecenie. Kłymiuk wspominał, jak w 1937 r. robotnicy poprosili o skrócenie dnia pracy do ośmiu godzin, jak w ZSRR, na co Dąbrowski odpowiedział, że robotnicy w ZSRR pracują dzień i noc, ale nadal panuje tam tylko bieda i głód.

W odpowiedzi na te oskarżenia Dąbrowski zaznaczył, że chciał tylko pokazać, jak założyć pasek klinowy i nazwał Kłymiuka głupcem, ale żadnych innych słów świadka nie potwierdził.

Wydaje się, że Zawiałow rozumiał, że Dąbrowski nie będzie się kompromitować, dlatego jeszcze 17 lutego, czyli przed zakończeniem konfrontacji, wydał akt oskarżenia z przekwalifikowaniem przestępstwa. Uzasadnił to następująco: «Dąbrowski został aresztowany 8 czerwca 1940 r. przez Torczyński Oddział Rejonowy NKWD jako członek katolickiej organizacji powstańczej na podstawie artykułów 54-2 i 54-11 Kodeksu Karnego USRR; i chociaż w toku śledztwa nie udało się uzyskać dostatecznej ilości potwierdzających materiałów, jest on wystarczająco udowodniony w przestępstwach określonych w art. 54-13, cz. 1 Kodeksu Karnego USRR».

Postanowienie o przekwalifikowaniu przestępstwa Piotra Romualda Dąbrowskiego

W końcu śledczy Zawiałow przedstawił oficjalny akt oskarżenia: «Będąc właścicielem młyna, tartaku i elektrowni w miejscowości Maniewicze, elektrowni w miejscowości Torczyn, dzierżawił młyn we wsi Smoligów, zatrudniał do 40 stałych pracowników najemnych, nad którymi się znęcał i których eksploatował nadmierną pracą. Przed ustanowieniem władzy sowieckiej na Zachodniej Ukrainie, gdy pracownicy młyna zażądali od Dąbrowskiego skrócenia dnia pracy, powołując się na fakt, że w Związku Sowieckim robotnicy pracują osiem godzin, Dąbrowski stwierdził, że w Związku Sowieckim panuje bieda, głód i robotnicy pracują tam dniem i nocą, nie mając nic». W marcu 1941 r. sprawę skierowano do Kolegium Specjalnego NKWD ZSRR.

W tym miejscu można wskazać na kolejną cechę sowieckiej machiny represyjnej: nawet przy umiejętnej obronie, nawet przy braku dowodów, ktokolwiek wpadł w szpony sowieckich czekistów, nie miał szans na ratunek. Dąbrowskiemu również nie udało się wygrać w walce z systemem.

W kolejnym dokumencie sprawy, sporządzonym w lutym 1942 r. przez naczelnika I Wydziału Specjalnego NKWD ZSRR w Swierdłowsku, czytamy, że sprawę Dąbrowskiego wycofano z rozpatrywania i przekazano do archiwum, ponieważ sam aresztowany miał zostać ewakuowany z linii frontu, ale nie został odnaleziony w sowieckich więzieniach.

Nie był to jednak koniec tego dramatu.

Epilog

W 1952 r. sprawa Dąbrowskiego wróciła z archiwum, ponieważ władze sowieckie nie mogły pozostawić przestępcy bezkarnym! Dokumenty zostały odesłane z powrotem do obwodu wołyńskiego z poleceniem przeprowadzenia poszukiwań, a także zebrania kompromitujących materiałów «dotyczących jego i jego bliskich w okresie tymczasowej okupacji niemieckiej w latach 1941–1944 i obecnie. Krewnych Dąbrowskiego, a także, w przypadku odnalezienia samego Dąbrowskiego, należy objąć nadzorem agenturalnym».

Funkcjonariusze MGB (następcy NKWD) przeprowadzili szereg poszukiwań. Ostatecznie, 10 lipca 1952 r., zastępca naczelnika Torczyńskiego Wydziału Obwodowego MGB Obwodu Wołyńskiego, major Maksymienkow, poinformował, że ustalono, iż w 1941 r. Dąbrowski zginął w wypadku z pasem napędowym, a jego syn Tadeusz wraz ze stryjem Stanisławem zostali właścicielami młyna. W 1944 r. wraz z rodzinami wyjechali do Polski, ale nie udało się ustalić, gdzie obecnie mieszkają.

Można przypuszczać, że Piotrowi Romualdowi Dąbrowskiemu udało się uniknąć śmierci podczas egzekucji więźniów Łuckiego Więzienia w czerwcu 1941 r., ale dopadła go kilka miesięcy później, wykorzystując (cóż za zrządzenie losu!) pas napędowy, który już pojawił się w tej sprawie.

6 sierpnia 1952 r. funkcjonariusze MGB postanowili: «Przedwojenna sprawa śledcza nr 37508/060722 dotycząca Piotra Romualda Dąbrowskiego, w związku z jego śmiercią, zostanie złożona w archiwum Wydziału «A» Obwodu Wołyńskiego UMGB».

Bohater naszego eseju do dziś nie został zrehabilitowany.

Zaświadczenie o wycofaniu sprawy Dąbrowskiego z rozpatrywania

***

Ze sprawami karnymi osób represjonowanych przez władze sowieckie można zapoznać się na stronie Państwowego Archiwum Obwodu Wołyńskiego.

Anatol Olich

Powiązane publikacje
Represje wobec wołyńskich Polaków: Podoficer Antoni Paszkowski z Aleksandrii koło Kiwerec
Artykuły
25 kwietnia 1940 roku funkcjonariusze Kiwereckiego Wydziału Rejonowego NKWD aresztowali podoficera Wojska Polskiego Antoniego Paszkowskiego. Przez sześć miesięcy po rozbiorze Polski między Niemcy a ZSRR ukrywał się we wsi Bodziaczów.
01 czerwca 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Właściciel młyna w Torczynie Piotr Romuald Dąbrowski. Część I
Artykuły
W ciągu lat badań przeanalizowałem kilkaset spraw karnych osób skazanych na podstawie artykułów politycznych. Wszystkie miały pewne wspólne cechy, podobny przebieg śledztwa. Jednak sprawa Piotra Romualda Dąbrowskiego wywarła na mnie ogromne wrażenie.
02 kwietnia 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Policjant Antoni Witczak
Wydarzenia
Dla sowieckiego «wymiaru sprawiedliwości» zwykła działalność zawodowa mogła być powodem uwięzienia. Na przykład Antoni Witczak został skazany na osiem lat łagrów tylko za to, że był policjantem.
16 marca 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Jerzy Urbański z Chotiaczowa
Wydarzenia
Jerzy Urbański został zatrzymany 23 stycznia 1940 r. na obszarze Włodzimierskiego Oddziału Pogranicznego podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy między terenami okupowanymi przez Niemcy oraz ZSRR.
05 marca 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Aktor z Warszawy Wiesław Batorski
Artykuły
O ile w większości spraw karnych aresztowanych Polaków śledczy NKWD fabrykowali zarzuty, o tyle w przypadku Wiesława Batorskiego śledztwo przez długi okres obywało się w ogóle bez nich. W państwie prawa jest to nie do pomyślenia, ale w ZSRR przepisy, jeśli zachodziła taka potrzeba, nie miały najwyższej mocy prawnej.
16 lutego 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Jeńcy Melchior Bała i Stanisław Fijoł
Artykuły
Melchior Bała i Stanisław Fijoł zostali zatrzymani przez żołnierzy Armii Czerwonej podczas próby przekroczenia granicy sowiecko-niemieckiej. Po ucieczce z obozu koncentracyjnego dla jeńców wojennych trafili do sowieckiego więzienia.
03 lutego 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Pracownik banku w Łucku Maksymilian Koryciński
Artykuły
Maksymilian Koryciński, pracownik banku w Łucku, został oskarżony przez NKWD o udział w antysowieckiej organizacji podziemnej. Zbudowawszy własną linię obrony, przetrwał prawie półtoraroczne śledztwo i otrzymał stosunkowo łagodny wyrok: «tylko» pięć lat zesłania.
20 stycznia 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Kolejarz z Kowla Michał Marian Skuła
Artykuły
Funkcjonariusze NKWD próbowali oskarżyć kowelskiego kolejarza Michała Mariana Skułę o współpracę z polskim wywiadem. Choć nie udało się im tego udowodnić, jednak bohater naszego eseju został skazany na osiem lat łagrów.
06 stycznia 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Kolejarze z Lubomla Leonard Dewald i Kazimierz Sieczka
Artykuły
Funkcjonariusze NKWD wszczęli wspólną sprawę karną przeciwko kolejarzom Leonardowi Dewaldowi i Kazimierzowi Sieczce, ponieważ obaj byli członkami partii OZN w Lubomlu. Pomimo faktu, że sprawa była szyta grubymi nićmi, obaj zostali skazani na osiem lat łagrów.
10 grudnia 2025