Po zwiedzaniu Niewirkowa wróciliśmy na drogę E40 (Kijów–Czop) i ruszyliśmy do domu, do Łucka. Ale po kilku kilometrach skusił nas drogowskaz: «Pałac Walewskich».
Słońce wciąż było wysoko, więc nie zastanawiając się długo skierowaliśmy nasze kroki do Hoszczy.
Obecnie Hoszcza to niczym niewyróżniające się administracyjne centrum rejonu. Mieszka tu prawie 6 tys. osób. Miasteczko ma jednak bogatą historię, gdyż po raz pierwszy zostało wspomniane w kronikach w 1152 r. Prawdę mówiąc niewiele dziś wskazuje na prawie 900-letnią historię tej miejscowości.
Nawigacja zaprowadziła nas do zaułka, który zmienił się w ścieżkę. Dalej samochód nie przejedzie, ale zgodnie z mapą Google do pałacu jest ledwie 300 metrów. Wysiadamy z auta i idziemy piechotą. Doganiamy odświętnie ubranych ludzi, którzy również zmierzają w tym samym kierunku. Między drzewami stoi pałac, naprzeciwko niego ustawiona jest scena, a ludzie w roboczych strojach przygotowują sprzęt grający. Zapytani, co tu będzie, odpowiedzieli zwięźle: «Koncert». Napomknęliśmy, że tego sami się domyśliliśmy. Ale z jakiej okazji? Odpowiedź brzmiała: «Niezbyt nas to obchodzi. Powiedzieli, żeby ustawić sprzęt, to ustawiamy».
Obejrzeliśmy pałac. A dokładniej to, co z niego zostało. Dwór hrabiów Walewskich, do których Hoszcza należała w XIX w., został wybudowany w dziwacznym stylu. Pałac był wielokrotnie przebudowywany, więc posiada zarówno elementy klasycystyczne, mauretańskie, jak i modernistyczne. Drugie piętro zbudowane z muru pruskiego sprawia, że budynek wygląda jak domek alpejski w niemieckim stylu. Natychmiast przychodzi na myśl «Jaś i Małgosia» braci Grimm, zwłaszcza że budynek otoczony jest gęstymi drzewami. Wskazówka: aby zrobić dobre zdjęcie pałacu, warto wybrać się tutaj w zimną porę roku, kiedy nie ma liści.
W okresie sowieckim elewacja budynku została wykończona płytkami, co mocno go oszpeciło. Tablica informacyjna głosi, że wcześniej mieściły się w nim: rejonowy komitet wykonawczy, wydział pomocy społecznej, urząd stanu cywilnego, pracownia malarska, wydział ds. handlu, kancelaria adwokacka oraz biblioteka. Teraz budynek jest w ruinie. Widnieje jednak na nim nowa tablica: «Ukraina. Zabytek architektoniczny i urbanistyczny o znaczeniu lokalnym. Dwór Walewskiego (murowany). Numer ochronny 190031». A poniżej tekst brzmiący jak kpina: «Chroniony przez państwo. Uszkodzenie podlega karze zgodnie z prawem».
Współczesny wygląd głównego wejścia do pałacu. Informacyjna oraz ochronna tablice
Park otaczający domek alpejski ma powierzchnię 7 hektarów. Rosną w nim ciekawe gatunki drzew, na nich – tablice. Znaleźliśmy nawet egzotyczny miłorząb. Urządzono tu nowe ścieżki, oświetlenie, śmietniki. Jest czyściutko. Jednak kuta kareta z latarniami i herbem Hoszczy na drzwiach, ustawiona w centralnej alei, była już i niszczona, i malowana. Przy wejściu do parku stoi pomnik. Oczywiście Tarasa Szewczenki.
Kuta kareta i szachownica miejskim parku
Pomnik zasługuje na szczególną uwagę. Jeszcze w Korcu przyglądaliśmy się miejscowemu Szewczence, który stał naprzeciwko klasztoru. Był rażąco podobny do lidera światowego proletariatu. Charakterystyczna postawa, prawą ręką trzyma poły płaszcza, w lewej zwój, trzyczęściowy garnitur, patka na płaszczu. Do hoszczańskiego Szewczenki podchodziliśmy od tyłu, więc od razu rzuciła się nam w oczy taka sama szeroka patka na płaszczu i zwój w lewej ręce. Z przodu wyglądał tak samo. Normalnie bliźniaki! I oba pomniki mają szew na szyi. «Czyżby głowa Szewczenki została przyklejona do Lenina?» – dziwiliśmy się. Już po szczegółowym zbadaniu sprawy okazało się, że korecki Szewczenko został postawiony jeszcze w latach 1960. i taki był «od urodzenia», czyli nikt mu nie zmieniał głowy. Niestety nie znam historii pomnika w Hoszczy, ale mam wrażenie, że rzeźbiarz wykonał tych dwóch Szewczenków na wzór Lenina, niezbyt zawracając sobie głowę.
Pomniki Szewczenki w Hoszczy (po lewej) i w Korcu (po prawej)
Szew na szyi pomnika
Podchodzimy do Domu Kultury – przed nim również panuje gwar: żywe rzeźby, muzyka, uliczne jedzenie. Zapytaliśmy handlarzy: «Co dzisiaj dzieje się u was w mieście?» Odpowiedzieli: «Nie jesteśmy stąd. Powiedziano nam, że zarobimy, więc przyjechaliśmy». Dopiero na placu zobaczyliśmy afisz na drzewie: «Dzień Hoszczy. Program wydarzeń». Zgodnie z nim dwudniowa impreza miała rozpocząć się za godzinę. Nie znaleźliśmy w programie jednak nic ciekawego dla siebie, postanowiliśmy więc nie zostawać.
Plac przy miejscowym Domu Kultury przed rozpoczęciem imprezy
Tuż obok parku znajduje się cerkiew Świętego Archanioła Michała i klasztor. Zostały założone w 1639 r. przez Reginę Hojską (Hośćską), która po ślubie z Mikołajem Sołomereckim, kasztelanem smoleńskim, przeszła z arianizmu na prawosławie. Przekazała wtedy w darze cudowną ikonę Matki Bożej, która do dziś znajduje się w świątyni. Przy klasztorze powstała szkoła słynąca z wysokiego poziomu nauczania. Pod koniec XVII w. monaster dołączył do unii i został przejęty przez bazylianów. W 1796 r. już po rozbiorach, kościół został przekazany prawosławnym. Po powstaniu listopadowym zamknięto szkołę, a monaster przekazano Kościołowi Prawosławnemu. W czasach radzieckich oczywiście panowała tu «ohyda spustoszenia». Obecnie działa w tym miejscu jeden z najsłynniejszych klasztorów na Wołyniu – Pokrowski Monaster Żeński Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego.
Cerkiew Świętego Archanioła Michała
Dziedziniec i hotel dla gości Pokrowskiego Monasteru
Być może byliśmy już zmęczeni lub przesyceni zwiedzaniem, ale nie zrobił na nas specjalnego wrażenia. Zapamiętaliśmy jedynie zadbane podwórko, całe w kwiatach i ogłoszenia na tablicach, napisane surżykiem – mieszanką ukraińskiego i rosyjskiego.
Wyruszyliśmy do Łucka. W ciągu tego dnia zobaczyliśmy wiele interesujących rzeczy – stare pałace, opuszczone kościoły, piękne krajobrazy i nawet emanację Lenina. Po czymś takim nie da się powiedzieć, że na Wołyniu nie ma nic ciekawego do zobaczenia.
Tekst i zdjęcia: Anatolij OLICH
CZYTAJ TAKŻE:
W KILKA DNI PO WOŁYNIU: KORZEC
W KILKA DNI PO WOŁYNIU: U ŚWIĘTEGO ANTONIEGO W KORCU
W KILKA DNI PO WOŁYNIU: WIELKOŚĆ I UPADEK MIĘDZYRZECZA KORECKIEGO
W KILKA DNI PO WOŁYNIU: «BYŁEM JAKBYM NIE BYŁ». ZABYTKI NIEWIRKOWA