Mirosława Butyńska z Krzemieńca jest członkinią miejscowego Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego i jedną ze współzałożycielek Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu. Od początku lat 90. prowadziła wycieczki dla polskich turystów, najpierw w Łucku i okolicach, a później także w Krzemieńcu.
Po obu stronach Bugu żyją tysiące rodzin, których korzenie pod dyktando Moskwy zostały wyrwane z rodzinnych wsi i miast przez komunistyczne reżimy Ukraińskiej SRR i Polski, po podpisaniu 9 września 1944 r. umowy przewidującej przymusowe przesiedlenie setek tysięcy Polaków z zachodu Ukrainy do Polski, zaś Ukraińców z terenów polskich do wschodnich obwodów USRR. Ten los dotknął również moich rozmówców Mykołę i Wirę Łysaków.
«Ci żołdacy byli obdarci. Pewnego dnia mój ojciec poszedł do kościoła. Miał na sobie czarny garnitur i buty chromowane. Radzieccy żołnierze wołali za nim, że idzie zamożny burżuj. W rzeczywistości nasi ludzie zawsze się tak ubierali do cerkwi czy kościoła. Czerwonoarmiści z kolei byli prawie nadzy i bosi» – wspomina 89-letnia Lidia Krzyżanowska ze Zdołbunowa.
Przodkowie Wacława Buklarewicza, współzałożyciela i pierwszego prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta w Równem, pochodzą z Litwy, Ukrainy i Polski. Jego praprapradziadek Siergiej Krawczyński z rewolucyjnej organizacji «Narodnaja Wola» zasłynął z tego, że dokonał zamachu na Nikołaja Miezencowa, szefa najwyższego organu tajnej policji Imperium Rosyjskiego, a dziadek wraz ze swoimi braćmi walczył z bolszewikami w wojnie 1920 r.
W Zdołbunowie odwiedzam Polinę Całko, ur. w 1927 r. – jedną z najstarszych mieszkanek miasta. Właściwie jest Apolonią, bo tak została ochrzczona. Dopiero władze radzieckie stwierdziły, że nie istnieje takie imię i zapisały ją jako Polinę. Dziś opowiada o trudnej egzystencji swojej wielodzietnej rodziny w pierwszej połowie XX w., tragicznej śmierci ojca i powojennym życiu na Białorusi i Rówieńszczyźnie.
Weronij Korczyński urodził się w 1936 r. na Chmielnicczyźnie. Obecnie mieszka w Tarnopolu. Dzieląc się z nami swoimi wspomnieniami mówi, że Polakami w jego stronach rodzinnych nazywano tych, którzy chodzili do kościoła, a wszystkich członków jego polskiej rodziny po II wojnie światowej zarejestrowano jako Ukraińców.
W Kowlu, niedaleko dworca kolejowego, odnajduję mieszkanie pochodzącej z Białorusi Watii Krawczyk, c. Wincentego. Pani Watia opowiada o życiu swojej rodziny i przeprowadzce na Wołyń po II wojnie światowej.
Eugenia Woźna z Polskiego Centrum Kultury i Edukacji im. prof. Mieczysława Krąpca w Tarnopolu opowiada o międzywojennym życiu swojej rodziny na Tarnopolszczyźnie, o Holocauście i latach powojennych.
Mieszkająca w Zdołbunowie Jełyzaweta Wojtanowska urodziła się na Chełmszczyźnie w przededniu II wojny światowej. Była świadkiem tragedii wsi Wierzchowiny.
Włodzimierz Miller z Równego pochodzi z polskiej rodziny, która w okresie międzywojennym mieszkała po obu stronach granicy polsko-radzieckiej. Urodził się w Kazachstanie, dokąd w latach 30. XX w. deportowano jego matkę i dziadka.