«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego.
Nasz rozmówca jest dziennikarzem, krajoznawcą i archiwistą, członkiem Narodowego Związku Krajoznawców Ukrainy oraz Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy, parafianinem kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Został uhonorowany odznaką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP «Zasłużony dla Kultury Polskiej». Jest autorem dwunastu książek, w tym «Przeszłość Rówieńszczyzny daleka i bliska», «Polski cmentarz w Równem», «Czeskie groby w Równem i jego okolicach», «Droga życia nie usłana różami» (poświęcona mamie, Władysławie Chytrej), «Czeskie nekropolie koło Dubna i nie tylko» oraz «Serafin» wyśpiewał wielki sukces».
Czesław Chytry urodził się 8 czerwca 1946 r. w Równem w rodzinie Polki Władysławy Misztal i Ukraińca Jana Chytrego. Został ochrzczony przez o. Serafina Kaszubę w kościele Świętego Antoniego w Równem, w którym obecnie działa Sala Muzyki Kameralnej i Organowej Rówieńskiej Filharmonii Obwodowej.
O przeprowadzce jego rodziny ze strony matki z Lubelszczyzny na kolonię Paniowo k. Jarynówki, życiu w powojennym Równem, zamknięciu kościołów, tajnych nabożeństwach i krewnych, którzy wyjechali do Gryfowa Śląskiego, pan Czesław opowiada dziś «Monitorowi Wołyńskiemu» w swoich rodzinnych historiach.
Oddajemy głos naszemu rozmówcy.
Kolonia Paniowo
Rodzina mojej mamy pochodzi z Lubelszczyzny. Babcia Anna Fedyna (1881–1968) miała dwoje dzieci z pierwszym mężem: córkę Olesię (ur. 1900 r.) i syna Antoniego (ur. 1906 r.). Ponieważ babcia nie wzięła ślubu z pierwszym mężem, nadała dzieciom swoje nazwisko. Około 1910 r. Anna wyszła za mąż za Walentego Misztala (1887–1974), mojego dziadka. Zarówno Anna, jak i Walenty byli Polakami. Mieli czworo wspólnych dzieci: Walerię (ur. w 1910 r., po ślubie Skidańczuk), Stefanię (1914–1991), Władysławę (1919–2014, po ślubie Chytra, moja mama) i Mieczysława (1923–2001).
Moja mama Władysława urodziła się we wsi Wieprzowe Jezioro w gminie Tomaszów Lubelski w województwie lubelskim. Po przeprowadzce na kolonię Paniowo k. Jarynówki (obecnie rejon sarneński w obwodzie rówieńskim), mama nigdy więcej nie była w swojej rodzinnej wsi.
Z Lubelszczyzny do Paniowa Misztalowie przenieśli się w 1927 r. Kupili tam ziemię, około 13 ha, wraz z bagnami i lasem. Jechali konno, przepędzali także bydło.
W czasie wojny, a dokładnie w 1940 r., babcia Anna wraz z dziadkiem Walentym wyjechali na teren Generalnego Gubernatorstwa, pod okupację niemiecką. Wraz z nimi wyjechali m.in. wujkowie Antoni Fedyna i Mieczysław Misztal oraz ciotka Stefania. Nie potrafię powiedzieć, gdzie moi bliscy zatrzymali się od razu po przekroczeniu granicy, ale już po wojnie osiedlili się w mieście Gryfów Śląski (obecnie województwo dolnośląskie). Wiem również, że w 1943 r. Niemcy zabrali Mieczysława Misztala do pracy przymusowej. W Niemczech poznał swoją przyszłą żonę Adelinę; po wojnie mieszkali w Pile (województwo wielkopolskie).

Wasyl Chytry podczas służby w Wojsku Polskim. Równe, 1932 r.

Rodzina Chytrych. Od lewej: siedzą Genowefa z matką Marią, stoją Wasyl i Jan. Kolonia Paniowo k. Jarynówki, 1935 r.
Ucieczka do Równego
Moja mama nie wyjechała, ponieważ wyszła już za mąż za mojego tatę, Jana Chytrego (1909–1948).
Babcia Maria (1890–1952) i dziadek Semen (1886–1934) Chytrzy również mieszkali w Paniowie. Mieli troje dzieci: Jana, Wasyla (1911–1945) i Genowefę (1914–1981).
Ojciec znał moją mamę od dzieciństwa, podobała mu się. Tak się złożyło, że później się z nią ożenił. Chociaż był Ukraińcem, rodzice wzięli ślub w kościele w Kazimierce (obecnie Kuźmiwka w rejonie sarneńskim). Ślub odbył się 25 września 1938 r.

Świadectwo metrykalne ślubu Jana Chytrego i Władysławy Misztal. 1938 r.
Tata doskonale znał język polski i z mamą rozmawiał tylko po polsku. Po polsku mówili również dziadek Semen i ciocia Genowefa. Dodam, że dziadek Semen zmarł wcześnie. Jak wspominała mama, wyrwał sobie ząb i dostał zakażenia krwi.
Moja mama często opowiadała, że w tamtych latach nasza rodzina chodziła na msze do kościoła w Kazimierce. Należeli do tej parafii. Kiedy mama dowiedziała się, że kościół rozebrano i wykorzystano na materiały budowlane, bardzo się zasmuciła i martwiła. Mówiła: «Jak to, taką świątynię, w której znajduje się cudowny obraz Matki Bożej…». Przed wojną mama jeździła także do kościoła Świętego Antoniego. Wtedy w Równem mieszkała jej siostra Stefania.

Siostry Władysława Misztal (po ślubie Chytra, po prawej) i Stefania Misztal przy kościele Świętego Antoniego. Równe, 1936 r.

Od lewej: siostry Stefania Misztal i Władysława Misztal (po ślubie Chytra) z żołnierzem rówieńskiego garnizonu. Równe, 1936 r.

Władysława Misztal (po ślubie Chytra, pierwsza z prawej) i jej siostra Stefania spacerują ulicą 3 Maja. Równe, 1937 r.

Władysława Misztal (po ślubie Chytra). Równe, 1937 r.
Rodzice uprawiali rolę. Tam, gdzie kupili ziemię, była bagnista okolica, las. Jak mama wielokrotnie powtarzała, nie było im łatwo, szczególnie trudne było karczowanie pni, ale w końcu udało im się uporządkować tę ziemię i uprawiać na niej różne rośliny.
Tam, w Paniowie, urodzili się mój brat Edward (ur. 1939) i siostra Wiktoria (1940–2000). W 1943 r. rodzice przenieśli się wraz z nimi do Równego – zostawili ziemię, cały majątek. Uciekali, aby się uratować. W tamtych latach miały miejsce wydarzenia Zbrodni Wołyńskiej, a w dodatku Niemcy zabijali zarówno Polaków, jak i Ukraińców, których rodziny nie wyjechały do pracy do Niemiec. Mąż Genowefy, Stanisław Hubart, dobrowolnie wyjechał do pracy do Niemiec. Miał nadzieję, że w ten sposób uratuje swoich bliskich.
Jak wspominała mama, Niemcy chodzili po domach i sprawdzali wszystkich. Kiedy przyszli na ich podwórko, mama poczuła, jak wszystko w niej zamarło. Otworzyli furtkę, weszli, jeden z Niemców wyjął notatnik, coś sprawdził i schował go. Potem poszli do następnego domu.
Niemcy zgromadzili wówczas Polaków i Ukraińców z Jarynówki oraz okolicznych wsi i zabili ich. Było to w kwietniu 1943 r. W Jarynówce stoi dziś pomnik ofiar tej zbrodni.
«Z mamą rozmawiałem tylko po polsku».
W Równem moich rodziców przyjęła ciotka Waleria ze swoim mężem Arystarchem Skidańczukiem, pracownikiem poczty. Wynajmowali mieszkanie w budynku poczty głównej. Tata również znalazł pracę na poczcie. Później nasza rodzina przeniosła się na ulicę Rostowską (obecnie Szkolna), a Waleria po śmierci męża w 1945 r. wraz z dziećmi wyjechała do swoich rodziców do Gryfowa Śląskiego.
Edward i Wiktoria urodzili się w Paniowie, a Kazimierz i ja – już w Równem. Kazimierz – w 1943 r., a ja – w 1946 r. Kiedyś zapytałem mamę, ile ważyli Edward i Wiktoria po urodzeniu. Nie wiedziała, ponieważ urodzili się na kolonii, w warunkach domowych. Kazimierz urodził się z wagą 4 kg 800 g. Lekarz, który przyjmował poród, powiedział, że Władysława urodziła prawdziwego siłacza. Kiedy ja się urodziłem, ważyłem 4 kg 600 g.

List Jana Chytrego z gratulacjami dla żony Władysławy z okazji narodzin ich syna Kazimierza. 1943 r.
Ulica Rostowska przylegała do synagogi (w czasach sowieckich mieścił się tam klub dla robotników komunalnych, a później sala sportowa). Pamiętam, że na tej ulicy mieszkali Żydzi, którzy ocaleli podczas II wojny światowej. Byli też Żydzi z innych miejscowości, m.in. z Korca. Przyjaźniłem się z nimi. Byli wśród nich Barbaszynowie, Borys Czacki, Raja Ostrowuchowa i inni. Część Żydów wyjechała z Ukrainy pod koniec lat 60. – na początku lat 70.
Mama pomagała Żydom w prowadzeniu gospodarstwa, opiekowała się ich dziećmi. Wkrótce po śmierci taty, w 1948 r., musiała podjąć pracę jako sprzątaczka w klubie dla robotników komunalnych. Było jej bardzo ciężko, ponieważ została sama z czwórką małych dzieci.
Dlaczego mama nie wyjechała do Polski? Pamiętam, że ludzie, którzy wyjeżdżali do Polski, przychodzili do nas. Ale mama powiedziała, że nigdzie nie pojedzie. Przyzwyczaiła się już do Równego, zadomowiła się tutaj, a poza tym my akurat chodziliśmy do szkoły. Pewnie bała się wyjeżdżać.
W domu rozmawiałem z mamą po polsku, a w szkole – po ukraińsku. Z Kazimierzem rozmawialiśmy po polsku, a z Edwardem i Wiktorią – po ukraińsku. Czyli w domu mówiliśmy zarówno po polsku, jak i po ukraińsku. Mama znała zarówno polski, jak i ukraiński, a także rosyjski.

Stefania Misztal z córką. Gryfów Śląski, 1953 r.
O kościele i o. Serafinie Kaszubie
W 1946 r., kiedy się urodziłem, zostałem ochrzczony w kościele Świętego Antoniego w Równem przez o. Serafina Kaszubę. Nie wiem, gdzie ochrzczono moich braci i siostrę, ale z tego, co wiem, w 1948 r. mojej siostrze Wiktorii Pierwszej Komunii Świętej również udzielił o. Kaszuba w kościele Świętego Antoniego.
Od początku lat 50. mama zabierała nas – mnie, Kazimierza, Edwarda i Wiktorię – do Anny Dynakowskiej (1918–1956). Mieszkała przy ul. Związkowej (obecnie ul. Szekspira) w Równem. Nie była zakonnicą, ale prowadziła podobny tryb życia. Uczyła nas wszystkiego: modlitw, katechezy, jak przygotować się do Pierwszej Komunii, a nawet języka polskiego. Nie tylko my do niej chodziliśmy, ale także inni, w tym dorośli, ponieważ uczyła również jak przygotować się do ślubu, jak przystąpić do spowiedzi. Parafianka Antonina Kowalczuk, mama Jarosława Kowalczuka (prezesa Centrum Kulturalno-Oświatowego im. Tomasza Oskara Sosnowskiego), również wspominała, że chodziła do niej. Pani Anna, mimo że była przykuta do łóżka z powodu choroby kręgosłupa, aktywnie działała na rzecz kościoła. Nawet o. Serafin Kaszuba mówił, że była jego prawą ręką.
Pamiętam początek lat 50. Mama prowadziła mnie za rękę do kościoła. Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam też, jak zniszczono je pod koniec lat 50. – na początku lat 60., jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko porozrzucano, rozkradziono i wywieziono. Z krypty, gdzie spoczywali zasłużeni dla kościoła i miasta ludzie, również wszystko wywieziono w nieznanym kierunku: szczątki Lubomirskich, Sosnowskich i innych. To wandalizm wobec historii, wobec architektury. Kościół zamknięto w 1958 r., a o. Serafina Kaszubę zesłano do Kazachstanu.
Moja mama z wielkim smutkiem przyjęła te wydarzenia, bardzo się martwiła. Oczywiście wszyscy tak reagowali. Mimo to wciąż modliliśmy się do Boga. Polacy zaczęli gromadzić się w domach. Potajemnie. Wszyscy żyliśmy w wierze katolickiej.
Ratunkiem dla rówieńskich parafian było to, że można było jeździć do Połonnego w obwodzie chmielnickim. Tam odprawiał msze i spowiadał ks. Antoni Chomicki. Przyjeżdżali ludzie z okolic Połonnego, z Równego i innych miejscowości. Jeździli całymi rodzinami.

Czesław Chytry z kolegami przy kościele, w którym wówczas działała sala sportowa. Równe, 1961 r.
W 1976 r. o. Serafin Kaszuba powrócił do Równego, wyczerpany zesłaniem. 1 listopada, w Dniu Wszystkich Świętych, odprawił tajną mszę w pobliżu Dubieńskiego Cmentarza, przy ówczesnej ul. Wali Kotyka, dziś ul. Zgody, w domu sióstr Wiktorii i Jadwigi Adamowskich. Razem z mamą chodziłem na to tajne zgromadzenie. O. Kaszuba dał mi nawet obrazek Jezusa Chrystusa i podpisał go. Później oddałem go do naszego kościoła jako cenną relikwię.
Ostatnie tajne spotkanie w Równem z o. Serafinem Kaszubą odbyło się w marcu 1977 r. w mieszkaniu Anny Kwiatkowskiej przy ul. Dworeckiej, niedaleko aresztu śledczego. O. Serafin zmarł we wrześniu 1977 r. Dowiedzieliśmy się o tym od Anny Puchalskiej, a ona z kolei usłyszała tę smutną wiadomość w kościele w Połonnem.
Większą swobodę wierni zaczęli odczuwać pod koniec lat 80. Kiedy prawosławnym parafianom zwrócono sobór Zmartwychwstania Pańskiego, rówieńscy katolicy zaczęli domagać się zwrotu kościoła Świętego Antoniego. Pamiętam, że w 1990 r. ogłoszono głodówkę na jego schodach, domagając się zwrotu świątyni. Ale nie udało się. Dlatego domagano się, by jednostka wojskowa oddała kościół garnizonowy. Ta świątynia została w końcu przekazana parafii. W ten sposób, dzięki o. Serafinowi Kaszubie, który zaszczepił w ludziach tak silną wiarę, udało nam się doprowadzić do zwrotu kościoła. Świątynia zaczęła się odradzać.
Dodam, że parafia została założona jeszcze przed zwrotem świątyni. Pamiętam, że chodziliśmy na msze do Domu Nauczyciela.
W połowie lat 90. z inicjatywy i przy wsparciu ks. Władysława Czajki przy parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła powstał chór «Serafin». Aktywnie koncertowaliśmy, braliśmy udział w różnych konkursach, zdobywaliśmy nagrody. Występowaliśmy m.in. w Warszawie, Koszalinie, Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim, Będzinie, Piasecznie, Chełmie.

Chór «Serafin». Czesław Chytry w drugim rzędzie pośrodku. Chełm, 1998 r.
«W wieku 15 lat musiałem zarabiać na życie»
W 1953 r. poszedłem do Szkoły nr 2. Uczyłem się tam przez rok, a potem przeniesiono mnie do Szkoły nr 1 im. Włodzimierza Korolenki. Uczęszczałem tam do 1961 r. Porzuciłem szkołę, ponieważ mama z powodu choroby żołądka musiała odejść z pracy, a mój brat Edward służył wtedy w wojsku. W wieku 15 lat musiałem iść do pracy, aby zarabiać na życie. Zostałem pomocnikiem w zakładzie urządzeń wysokiego napięcia. Zatrudniono mnie przez komitet obwodowy związków zawodowych, gdyż nie miałem wówczas nawet dowodu osobistego.
Następnie, w latach 1972–1974, pracowałem w milicji jako starszy inspektor oddziału robót poprawczych. Zwolniłem się, ponieważ w pracy wymagano ode mnie umiejętności jazdy na motocyklu, a lekarz nie wydał mi zaświadczenia z powodu słabego wzroku. Z tej samej przyczyny nie służyłem również w wojsku.
W latach 1974–1985 pracowałem w przedsiębiorstwie sieci ciepłowniczych jako maszynista kotłów. A od 1985 r. podjąłem pracę dziennikarską. Pisałem artykuły dla wielu gazet, w tym sportowych, do «Radzieckiej Ukrainy». Do 1988 r. pracowałem jako dziennikarz. Równolegle studiowałem na Wydziale Dziennikarstwa na Kijowskim Uniwersytecie Państwowym im. Tarasa Szewczenki. Od 1989 do 2004 r., prawie przez 16 lat, pracowałem w Państwowym Archiwum Obwodu Rówieńskiego. Pamiętam, że często przyjeżdżali Polacy, szukając informacji o swoich krewnych: kto, gdzie i kiedy się urodził. Rozmawiałem z nimi po polsku. Pisałem do nich nawet listy w języku polskim. Oczywiście oficjalne zaświadczenia wydawałem tylko w języku ukraińskim. W 2004 r. przeszedłem na emeryturę.
Ożeniłem się w bardzo młodym wieku. W 1965 r. urodziła się moja córka Margaryta. Mieszka i pracuje w Równem. Mam wnuka i troje prawnuków.
Pamiętam również, jak przyjeżdżali do nas krewni z Polski. Dziadek Walenty Misztal przyjechał do Równego w 1971 r. Bardzo się cieszę, że mogłem się z nim spotkać. Zmarł trzy lata później. A babcia Anna odeszła jeszcze wcześniej. Nigdy jej nie widziałem.

Siostry Stefania i Władysława z ojcem Walentym Misztalem. Równe, 1971 r.
Krewni z Polski przyjeżdżali do Równego jeszcze w 1972 r. Pamiętam, jak cała rodzina odprowadzała na pociąg wujka Mieczysława i ciocię Adelinę. Ja też jeździłem do krewnych w Polsce, byłem w Pile i Gryfowie Śląskim.

Od lewej: Halina Hubart, Wiktoria Chytra, Romualda Wróblewska (kuzynka Czesława Chytrego), Tadeusz Hubart, Michał Wróblewski. Kostopol, 1975 r.

Od lewej: Czesław Chytry, Maja Chytra, Margaryta Chytra (córka Czesława Chytrego), Mieczysław Misztal, Władysława Chytra (z domu Misztal), Adelina Misztal i znajoma rodziny Lida. Równe, 1986 r.

Władysława Chytra (najstarsza na zdjęciu) z rodziną. Równe, Wigilia 2006 r.

Prezentacja książki «Polski cmentarz w Równem» autorstwa Czesława Chytrego. Równe, 2014 r.

Czesław Chytry z braćmi Edwardem i Kazimierzem podczas prezentacji książki «Polski cmentarz w Równem». Równe, 2014 r.

Czesław Chytry otrzymuje z rąk Konsul Generalnej RP w Łucku Beaty Brzywczy odznakę «Zasłużony dla Kultury Polskiej» nadaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Równe, 2013 r.

Edward Chytry, Margaryta (córka Czesława Chytrego) i Czesław Chytry. Przy kościele w Równem, 2023 r.

Czesław Chytry w redakcji «Monitora Wołyńskiego. Łuck, 2026 r.
***
Tekst powstał w ramach projektu «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» realizowanego przez redakcję gazety «Monitor Wołyński».
Rozmawiała Olga Szerszeń
Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Czesława Chytrego