Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
Kilka lat temu Oleksandr, w którego rodzinie zawsze opowiadano historie przeżyte przez dziadków i pradziadków, postanowił usystematyzować zachowane informacje o przodkach. «Znałem bardzo wiele historii, w szczególności o represjonowanych członkach mojej rodziny. Postanowiłem uporządkować te informacje. Zwróciłem się więc do archiwów, przejrzałem akta karne, jeździłem na cmentarze, szukałem grobów krewnych, aby zachować daty urodzenia i śmierci. To część mojej własnej historii. Historii, którą chcę przekazać moim dzieciom» – podkreśla Oleksandr Kiś.
Z «Monitorem Wołyńskim» podzielił się fragmentem rodzinnej historii opowiadając o Rudzewiczach i Stankiewiczach z Podola. Są to przodkowie naszego rozmówcy ze strony matki.
Franciszka – jedna z siedmiu córek
Pradziadek Oleksandra Kisia, Feliks Rudzewicz (1893–1974), urodził się w rodzinie Polaków Stanisława i Marii (z d. Dańczewska) Rudzewiczów. Wychowywano w niej sześcioro dzieci: oprócz Feliksa byli jeszcze Ignacy (ur. 1891), Antoni (ur. 1895), Adolf (ur. 1898), Jan (ur. 1900) i Paulina. Rudzewiczowie mieszkali we wsi Rohynci na Podolu (obecnie jest to Hromada Ułanów w rejonie chmielnickim w obwodzie winnickim).
«Feliks ukończył dwie klasy szkoły w Rohyncach. Od urodzenia miał dobry słuch, łatwo zapamiętywał i odtwarzał melodie. Prawdopodobnie nabył podstawowe umiejętności pracy w kuźni. Z tego, co wiem, w wieku dorosłym posługiwał się czterema językami: polskim, ukraińskim, rosyjskim i niemieckim» – mówi Oleksandr Kiś.

Feliks Rudzewicz, s. Stanisława
Wraz z wybuchem I wojny światowej Feliks został powołany do służby w armii Imperium Rosyjskiego. Przydzielono go do 14 Pułku Strzelców generała feldmarszałka Hurki. Feliks został ranny w walkach, a następnie, już w stopniu unteroficera, trafił do niemieckiej niewoli. W obozie dla jeńców wojennych pod Legnicą (obecnie województwo dolnośląskie) spędził ponad dwa lata.
Po powrocie do domu po wojnie Feliks ożenił się z Polką Franciszką Stankiewicz (1902–1983), córką Jana Stankiewicza i Pauliny Gudzowskiej. Rodzina Stankiewiczów mieszkała w chutorze w pobliżu wsi Antonopol (obecnie Hromada Kalinówka w rejonie chmielnickim w obwodzie winnickim) i dzierżawiła wiele gruntów. Franciszka była jedną z siedmiu córek w rodzinie. Jej siostry to: Rozalia, Emilia, Felicja, Bronisława, Cezaria i Antonina. Feliksowi i Franciszce tak naprawdę urodziło się dziewięcioro dzieci. Dwoje z nich – Cezary i Janina – zmarło w wieku ok. dwóch lat. Wiadomo, że Franciszka ukończyła siedmioklasową szkołę w Pikowie (obecnie wieś w Hromadzie Iwanów w rejonie chmielnickim obwodu winnickiego).

Paulina Stankiewicz (z d. Gudzowska) z córkami. W białej sukience siedzi Franciszka Stankiewicz (z d. Rudzewicz), obok niej siedzi jej mama – Paulina. Z tyłu stoją Cezaria (po ślubie Tarnawska), Rozalia (po ślubie Bilecka) i Felicja (po ślubie Toporiwska)

Franciszka Rudzewicz
Po ślubie Feliks i Franciszka przez pewien czas mieszkali w chutorze, a następnie przenieśli się do Antonopola.
«Jak wspominał mój dziadek, Jan Stankiewicz był człowiekiem zamożnym. Dzierżawił 150 ha roli, miał 28 koni, 12 par wołów i młocarnię z silnikiem. Zmarł w 1916 r., a Feliks ożenił się z Franciszką w 1919 r. W spadku po teściu Feliks otrzymał połowę domu, stodołę i ok. trzech dziesięcin ziemi. Następnie Feliks i Franciszka przeprowadzili się z chutoru do Antonopola, gdzie przenieśli również dom. Zarówno w chutorze, jak i w nowym miejscu dach domu był pokryty blachą. Jak mówiono w tamtych czasach, jeśli dom był pokryty blachą, to znaczy, że mieszkała w nim zamożna rodzina. Ponadto zarówno w chutorze, jak i we wsi podłoga w domu była wyłożona drewnianymi deskami. Nie wszystkie domy miały wówczas drewniane podłogi; w biedniejszych podłoga była po prostu pokryta gliną» – opowiada Oleksandr Kiś.
Feliks uprawiał rolę i pracował jako kowal, a Franciszka pomagała mu, na przykład mieląc zboże w żarnach. Urodziło się im dwoje dzieci: syn Jan (ur. w 1922 r., dziadek naszego rozmówcy) i córka Maria.

Feliks Rudzewicz i Franciszka Stankiewicz. Prawdopodobnie jest to ich zdjęcie ślubne. 1920 r.

Dzieci Feliksa i Franciszki Rudzewiczów: syn Jan i córka Maria. Ok. 1930 r.
Ok. 1929 r. sowieci wywłaszczyli i zesłali na Syberię rodziny dwóch sióstr Franciszki, dlatego na początku lat 30. XX wieku, aby uniknąć ewentualnych represji, Rudzewiczowie oddali swoją ziemię do kołchozu i sami do niego wstąpili.
Bracia Feliks i Adolf zostali skazani przez sowietów na obozy pracy
Feliks Rudzewicz i jego brat Adolf, podobnie jak wielu innych Polaków z Podola, nie uniknęli jednak tak zwanej Operacji Polskiej NKWD. Feliksa aresztowano tuż przed Bożym Narodzeniem, w grudniu 1937 r., a Adolfa – w styczniu 1938 r. W chwili zatrzymania Adolf mieszkał wraz z żoną w rodzinnej wsi Rohynci.
Obaj bracia zostali oskarżeni o «propagandę lub agitację polegającą na nawoływaniu do obalenia, podważenia lub osłabienia władzy sowieckiej lub do popełnienia poszczególnych przestępstw kontrrewolucyjnych» (art. 54–10 Kodeksu Karnego Ukraińskiej SRR).
Śledztwo w sprawie Feliksa zakończono półtora miesiąca później. Podobnie jak wielu innych, Specjalna Trojka NKWD skazała go na 10 lat obozów pracy. Feliks spędził jeszcze ponad rok w więzieniu w Winnicy ze względu na ponowne rozpatrywanie jego sprawy. Ostateczny wyrok wydano w kwietniu 1939 r. – cztery lata obozów pracy. Karę odbywał w Usolłagu (obóz na terenie obecnego Kraju Permskiego). Pracował tam przy wyrębie lasu. Do domu, na Podole, powrócił dopiero ok. 1946–1947.
Sprawę brata Feliksa – Adolfa Rudzewicza – rozpatrywał inny śledczy. I chociaż obaj bracia zostali aresztowani pod tymi samymi zarzutami, wyrok dla Adolfa był surowszy – 10 lat obozów pracy. Karę odbywał w mieście Solikamsk (Kraj Permski). Prawdopodobnie z powodu licznych pobić i nieludzkich warunków panujących w więzieniu i obozie Adolf poważnie nadwyrężył swoje zdrowie i w grudniu 1942 r. zwolniono go z odbywania kary z powodu choroby. Adolf początkowo pozostał w Solikamsku, a następnie przeniósł się do Swierdłowska.

Adolf Rudzewicz z żoną. Swierdłowsk, 1970 r.
Warto dodać, że później zarówno Feliks, jak i Adolf zostali zrehabilitowani jako ofiary represji politycznych. Na przykład Feliks został zrehabilitowany w 1989 r. na mocy postanowienia Prokuratury Obwodu Winnickiego na podstawie dekretu Prezydium Rady Najwyższej ZSRR «O dodatkowych przedsięwzięciach dotyczących odnowienia sprawiedliwości wobec ofiar represji, mających miejsce w okresie lat 30–40 – na początku lat 50».
Adolf został zrehabilitowany wcześniej. W 1963 r. Sąd Obwodowy w Winnicy wydał postanowienie o umorzeniu postępowania karnego przeciwko niemu z powodu braku dowodów.
Jana zabrano do pracy do Niemiec
Według wspomnień rodziny, po aresztowaniu męża pod koniec 1937 r. Franciszka kilkakrotnie jeździła do Winnicy, przekazywała Feliksowi paczki, nie mając możliwości spotkania z nim. Kilka lat później na Franciszkę czekało nowe wyzwanie losu: w 1942 r. Niemcy zabrali jej syna Jana do pracy przymusowej.
«Jan, mój dziadek, miał wówczas 20 lat. Rozumiał, że mogą go wywieźć do Niemiec. Dlatego za czyjąś radą nakładał na nogę jakieś zioła, przez co bardzo spuchła. Jan ledwo chodził. Kiedy podszedł do niego niemiecki lekarz, obecny wśród żołnierzy zabierających ludzi do pracy, spojrzał na nogę, powiedział «Nein!», dał mu maść i kazał się pakować. W drodze do Niemiec Jan znalazł się w jednym wagonie wraz z mieszkańcami swojej wsi, wśród których byli sąsiedzi i kuzyni. Jan i jego kuzyni postanowili trzymać się razem. W czasie drogi do Niemiec zdołali zrobić otwór w wagonie i zaproponowali Janowi, aby wyskoczył z pociągu w trakcie jazdy. Ponieważ Jana bolała noga, odmówił, a kuzyni uciekli. Znacznie później dowiedział się, że jeden z nich trafił do obozu koncentracyjnego. Los drugiego nie jest znany» – opowiada Oleksandr Kiś.
Jan Rudzewicz trafił do pracy u niemieckiego rolnika, który hodował kilkanaście krów. Oprócz ciężkiej pracy przy zwierzętach chłopak musiał znosić również bicie ze strony niemieckiego gospodarza. W końcu zdecydował się na ucieczkę. W drodze jednak wpadł w ręce niemieckiej policji, a stamtąd trafił do obozu filtracyjnego w mieście Freital, niedaleko Drezna.
«Dziadek wspominał, że pracował w fabryce w Dreźnie, gdzie produkowano części do sprzętu wojskowego. Kiedy rozpoczęło się bombardowanie miasta, wraz z kilkoma chłopakami uciekł. Próbowali dotrzeć do domu. Po drodze złapali konie. Kiedy dotarli do jeziora, chcieli napoić i umyć konie, ale jeden z nich nadepnął w wodzie na minę. Wybuchła. Chłopcy cudem ocaleli» – mówi Oleksandr.
Wracając na Podole, Jan Rudzewicz w jakiś sposób zdołał uniknąć filtracji stosowanej przez wojska sowieckie wobec ostarbeiterów, ale musiał odbyć służbę na przejściu granicznym w Rawie Ruskiej w obwodzie lwowskim. Do domu udało mu się wrócić dopiero ok. 1947 r. Wraz z ojcem Feliksem pracował jako kowal w kołchozie w rodzinnej wsi Antonopol.
W 1948 r. Jan Rudzewicz poślubił Stanisławę Wyszniwską (ur. 1925), córkę Jana Wyszniwskiego i Anieli Jakubowskiej. Wyszniwscy mieszkali we wsi Jurówka (obecnie w Hromadzie Machniwka w rejonie chmielnickim w obwodzie winnickim), byli katolikami i uważali się za Polaków. Jan i Aniela Wyszniwscy mieli sześcioro dzieci: oprócz Stanisławy jeszcze córki: Bronisławę, Marię, Helenę i Romanę oraz syna Józefa. «Jak wspominała moja babcia Stanisława, w rodzinie Wyszniwskich wszyscy mieli piękne głosy i lubili śpiewać. Pradziadek Jan Wyszniwski był szewcem, umiał szyć buty» – dodaje Oleksandr Kiś.

Rodzice Stanisławy, żony Jana Rudzewicza – Jan i Aniela Wyszniwscy

Siostry Stanisława i Bronisława (siedząca) Wyszniwskie
Młode małżeństwo mieszkało razem z rodzicami Jana. Później Jan podjął pracę w gospodarstwie rolnym w sąsiedniej wsi Selekstancja (obecnie Uładiwskie w Hromadzie Kalinówka w rejonie chmielnickim w obwodzie winnickim), a także w kuźni. Jan i Stanisława mieli troje dzieci: Zygmunta (ur. 1951 r.), Miłę (ur. 1953 r., mama naszego rozmówcy) i Walerego.

Po lewej stoi Stanisława Rudzewicz, obok niej stoi Jan Rudzewicz. Po lewej siedzi Franciszka Rudzewicz i trzyma na rękach Miłę Rudzewicz (po ślubie Kiś). Następnie stoi Zygmunt Rudzewicz (brat Miły). Po prawej siedzi Feliks Rudzewicz. Prawdopodobnie 1953 r., 60. urodziny Feliksa Rudzewicza

Stanisława Rudzewicz (z d. Wyszniwska)
«Jak opowiadała moja mama, latem 1959 r. Jan rozpoczął remont. Chciał wymienić blaszany dach, który już zardzewiał i prawdopodobnie przeciekał. W tamtym czasie nie można było kupić metalowego pokrycia, po prostu nigdzie go nie było. Dlatego podjęto decyzję – zakupiono metalowe koryta, a majster wycinał z nich prostokątne elementy, które wykorzystano do wymiany dachu. Można sobie tylko wyobrazić, ile tych koryt trzeba było, aby pokryć dach domu» – zaznacza Oleksandr.

Feliks i Franciszka Rudzewiczowie. Wieś Selekstancja (obecnie Uładiwskie) w obwodzie winnickim. Ok. 1970 r.

Feliks z Franciszką na własnym podwórku

Jedno z ostatnich wspólnych zdjęć Feliksa i Franciszki Rudzewiczów. Zrobione w pokoju ich własnego domu. Po lewej stronie od nich – ich synowa Stanisława, z tyłu stoi kuzynka Franciszki. 1972 r.
Jan i Stanisława wzięli ślub w kościele w Łucku
Według wspomnień krewnych, nawet w podeszłym wieku Feliks nie porzucił pracy w kuźni: pomagał naprawiać narzędzia rolnicze, podkuwać konie, robić przedmioty z żelaza do użytku domowego.
Mama naszego rozmówcy, Miła Rudzewicz, uczyła się w technikum w Kalinówce (obecnie rejon chmielnicki w obwodzie winnickim). Następnie została skierowana do pracy jako księgowa w Korostyszowie w obwodzie żytomierskim. Tam poznała swojego przyszłego męża, Oleksandra Kisia. Ponieważ Oleksandr pochodził z obwodu wołyńskiego, młoda rodzina przeniosła się do Łucka. Urodziło im się dwoje dzieci: syn Oleksandr i córka Julia.
«Mama przez całe życie pracowała jako księgowa, a tata jako mechanik, kierowca i spawacz. Pod koniec lat 90., kiedy rodzice przenieśli się do Żydyczyna koło Łucka, zabrali do siebie Jana i Stanisławę. To znaczy dziadek i babcia dożywali tu swoich dni. Po tym, jak nasz kościół w Łucku został w końcu zwrócony katolikom, babcia i dziadek wzięli w nim ślub – obchodzili wówczas swoje złote gody, czyli było to w 1998 r. Na ślubie obecna była tylko moja mama» – zauważa Oleksandr Kiś.
Dodaje, że bardzo chciałby pojechać do rodzinnej wsi swojej mamy, dziadka i prababci – do Antonopola w obwodzie winnickim. Po raz ostatni był tam w czasie studiów, czyli w połowie lat 90.
***
Tekst powstał w ramach projektu «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» realizowanego przez redakcję gazety «Monitor Wołyński».
Rozmawiała Olga Szerszeń
Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Oleksandra Kisia
Na głównym zdjęciu: Franciszka (z d. Rudzewicz) ze swoimi dwiema siostrami, które siedzą w dolnym rzędzie. Ok. 1963 r.