Stary cmentarz katolicki w Kisielinie to jeden z pozytywnych przykładów wołyńskich nekropolii, które są regularnie porządkowane w ostatnich latach. W tym roku tradycję tę kontynuowało 12 wolontariuszy z Polski i Ukrainy.
Zaniedbanym cmentarzem katolickim w Kisielinie, wołyńskiej wsi, a niegdyś miasteczku, od 2022 r. opiekuje się Artur Aloszyn – krajoznawca, genealog i współzałożyciel Muzeum Kisielina. Nie ma ściśle określonego terminu tej akcji porządkowej, gdyż w poprzednich latach przeprowadzano ją zarówno przed Wielkanocą, jak i latem albo w przeddzień 1 listopada, czyli uroczystości Wszystkich Świętych. Teren jest ogromny, więc pracy jest tu zawsze pod dostatkiem.
Największe porządkowanie miało tu miejsce wiosną 2022 r., w pierwszym roku pełnoskalowej wojny. Wówczas na cmentarz przybyło łącznie około 40 wolontariuszy. Akcja ta odbyła się w podziękowaniu za to, że Polska przyjęła ponad milion ukraińskich uchodźców, głównie kobiet i dzieci. Ogółem wiosną 2022 r. Ukraińcy uporządkowali kilkadziesiąt polskich cmentarzy w obwodzie wołyńskim, rówieńskim i tarnopolskim.
Wojna niestety trwa do dziś, ten sam rosyjski wróg nadal zabija Ukraińców i grozi Polakom, ale ducha solidarności, który panował wówczas, obecnie brakuje. Stosunki między Ukrainą a Polską przeżywają dziś kryzys. Mimo to nie brakuje ludzi gotowych do znalezienia wspólnego celu i wspólnej jego realizacji.
W tym roku na cmentarzu w Kisielinie pracowało razem 12 Ukraińców i Polaków. Sprzątanie trwało niecałe trzy dni: od 9 do 11 lipca. Organizator Artur Aloszyn zaznaczył, że termin wybrano dogodny dla większości wolontariuszy, a zbieżność dat była przypadkowa, ale jednocześnie symboliczna. Przypomnijmy, że właśnie to 11 lipca 1943 r. z rąk ukraińskich formacji zbrojnych w kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Kisielinie zginęło, według różnych szacunków, od 60 do 90 mieszkańców Kisielina narodowości polskiej.

Pomimo deszczowej pogody uczestnikom akcji porządkowania udało się wykonać sporo pracy. «Pogoda nieco pokrzyżowała nam plany, zmieniała się co minutę. Codziennie były burze. Udało nam się jednak oczyścić kilka ścieżek, usunąć krzaki, ściąć niebezpieczne drzewa, uporządkować kilka pomników i oczyścić je z mchu. Aby doprowadzić cały cmentarz do porządku, potrzeba jednak znacznie większej liczby ludzi» – mówią wolontariusze.
Nie pozostali bierni również mieszkańcy Kisielina. Kilka dni przed sprzątaniem wykosili trawę wokół cmentarza, w pobliżu ruin kościoła oraz przy pomniku. Zrobili to, jak na samym cmentarzu pracowali m.in. fundator Muzeum Kisielina Wasyl Szachrajuk oraz członek zespołu muzealnego Oleksandr Weremczuk. O wyżywienie dla wolontariuszy zadbały właścicielki miejscowego sklepu Oksana Samczuk wraz z córką Olgą.





Polak Maciej Manowski z Warszawy, którego przyjaciele nazywają Dante, przyjechał do Kisielina po raz pierwszy. Jak sam mówi, po prostu odpowiedział na propozycję swojego przyjaciela i nawet nie wiedział, gdzie i jaki cmentarz będą sprzątać. «Zachwyca współpraca z lokalnymi mieszkańcami. Sympatia tych ludzi to jest coś wspaniałego. Uśmiechają się, próbujemy rozmawiać. Pierwszy raz tu jestem, ale na pewno nie ostatni. Mam nadzieję, że namówię kolejnych kilka osób, i ta ekipa będzie z roku na rok coraz większa» – mówi Dante.
«Wydawało się, że było nas niedużo, ale wcale nie tak mało: ja i moja małżonka Kateryna, Bogumiła, Marcin, Iga, Jarosław, Paweł, Stanisław, Maciej, Katia Ruban. To prosty przykład na to, że Polacy i Ukraińcy potrafią współpracować. A jeśli chodzi o obecne zaostrzenie stosunków… Jest to dla mnie bulwersujące. Uważam, że należy dać spokój zmarłym, umożliwić godny pochówek pomordowanym, niezależnie od miejsca ich śmierci czy narodowości. Natomiast zbrodnie i osoby, które je popełniły, należy poddać właściwej ocenie po dokładnym zbadaniu zarówno dostępnych dokumentów, jak i wspomnień. W archiwach do dziś znajduje się bowiem ogromna liczba dokumentów, których nikt nie analizował» – zaznacza Artur Aloszyn.

Stanisław Famielec z Krakowa, który wcześniej już przyjeżdżał do Kisielina, dodał: «Zaostrzenie stosunków – to dla mnie coś smutnego. Dzieje się to na poziomie politycznym. Nie spotkałem się z czymś takim na poziomie międzyludzkim. Wśród moich przyjaciół jest dużo Ukraińców. Nie widzę tego zaostrzenia w naszych relacjach. Powinniśmy jednak budować wspólną przyszłość, a nie tak, że sobie wypominamy historię. Aczkolwiek jest też ważna rzecz, że jest jedna prawda historyczna i ona też powinna wybrzmieć taka, jak była. Są fakty: kto mordował, kto zginął. Oba nasze narody powinny je znać. Szkoda, że zaostrzyło się właśnie teraz. To jest trudny czas dla obu naszych krajów. Kłócenie się teraz jest bez sensu».
Należy także powiedzieć, że Stanisław i Iga, która również uczestniczy w porządkowaniu cmentarza, jadąc na Ukrainę przywieźli dwa samochody dla ukraińskiego wojska, które po naprawie będą służy obronie Ukrainy.
















Anatol Olich
Fot. Marcin Majchrzak, Bogumiła Owczarek, Taras Pacholuk