Huciańskie opowieści: Kolonie w okolicy Huty Stepańskiej
Artykuły

Samul przybył do Sosznik z okolic Kielc, tj. z Centrali. Spieniężyli tam razem z bratem kawałek pola i obie rodziny przyjechały na Wołyń.

Powiat Sarny sprzedawał ziemię, którą tanio nabyli. Ta ziemia to karczowisko po lesie, same pniaki na piasku.

Odrodzona Polska rozpoczynała trud połączenia trzech różnych zaborów w jedno państwo. Zrujnowana wojną gospodarka ograniczała możliwości rozwojowe. Nad wszystkim złowrogi cień kładł wewnętrzny kryzys polityczny i narodowościowy. Polska wciśnięta pomiędzy dwa wrogie kraje, Niemcy i Związek Sowiecki, musiała walczyć o przetrwanie. Jednak życie toczyło się swoim rytmem, a wraz z nim przybyli koloniści, szukający swojej Ziemi Obiecanej na Wołyniu.

Pierwsi ziemię w okolicy Huty Stepańskiej zaczęli sprzedawać Żydzi z Osowej. Trzeba wspomnieć, co było ewenementem, że ich miejscowości Osowa i Zofiówka trudniły się handlem oraz rolnictwem. Byli właścicielami pól nie tylko w sąsiedztwie, ale i odległych miejscowościach. Zadłużeni chłopi nie mogąc spłacić należności oddawali im w rozliczeniu ziemię, która i tak nie wiadomo czy była ich własnością. Zimą 1921 r. Żydzi sprzedali pola koło Polanówki, Tchorów i Koźla. Szczęście kupców z Centrali trwało do wiosny: kiedy śniegi zeszły i ziemia odmarzła, ukazała się «popielica», na której nic nie rosło. Kopiąc nieco głębiej znajdowali białą kredę do bielenia ścian.

Samul (imię nieznane) wiedział, co kupuje, państwo nic nie ukrywało i za posiadane niewielkie pieniądze nabył kilkanaście hektarów karczowiska. Miał dorastających synów. W Centrali byliby nędzarzami, tu przyjechali pełni optymizmu na lepsze życie. Od rana do nocy karczowali pniaki i podlewali drzewka owocowe, które miały być w przyszłości źródłem dochodu. Drzewka były jedynym przywiezionym na wozie majątkiem. Ich dramat rozpoczął się, kiedy pączki wiosenne zwiędły, a drzewka uschły. Samul się załamał, stracił sens życia i wkrótce zmarł. Dalsze gospodarzenie przeszło na synów. Sklecili małą chatę i tak do końca biedowali, wynajmując się sezonowo do pracy. Nieco lepiej powiodło się jego bratu: drzewka przywiózł koleją, bo nie miał konia. Połowa z nich się przyjęła i pięknie rodziły.

Los kolonistów był ciężki. Przybyli w obce sobie strony, w większości jako samotne rodziny. Otrzymywali wprawdzie pomoc od państwa w formie nisko oprocentowanych pożyczek, ale nic więcej. Większość przyjezdnych pożyczek jednak nie brała z powodu strachu przed niewypłacalnością. We wszystkim musieli sobie radzić sami, a liczyć jedynie na pomoc sąsiadów Polaków. Ukraińcy odnosili się do nich nie tyle wrogo, co całkowicie obojętnie. Rodowici Wołyniacy nie byli też zadowoleni, jeśli do ich córek próbowali zalecać się synowie kolonistów. W większości byli biedni, a wtedy ważny był posag, otrzymane pole, krowa i kilka złotych Imperiałów. Wszystko, czego się dorobili, to pamięć o spalonych gospodarstwach, zmarnowanych nadziejach i wspomnienie pochowanych w wołyńskiej ziemi bliskich.

Jedną ze znaczących kolonii była Halinówka. Ziemię sprzedawał Pan na Chołoniewiczach – Kern. Przybyli koloniści z Łodzi, Kielc i Iłży. Ciężko pracując doprowadzili kolonię do rozkwitu, wspomagani przez życzliwych sąsiadów. Historię miejscowości poznałem z relacji byłych mieszkańców, śp. Edwarda Pomerańskiego, Henryka Wesołego, Bronisławy Miernik i innych.

Wspomnę w wielkim skrócie opowieść Kazimiery Król, c. Mateusza. Rodzina biedna, dużo dzieci, każde chce jeść, a nie ma co im dać. Kawałeczek pola, na którym koń nie może nakręcić, bo musi wchodzić na własność sąsiada. Do tego jeszcze upośledzony syn Aleksander. Więc Mateusz zachęcony przez sąsiada, który jeździł oglądać pole do kupna, spakował się i wyjechał z całą rodziną.

Przybyszów oczekiwały podwody na stacji w Klewaniu, przyjechali po nich przyszli sąsiedzi. Ci, którzy mieli pieniądze kupowali stare chałupy i przenosili je tymczasowo, a potem budowali nowe domy. Król jednak nie miał nic, wykopał więc w ziemi dół wielkości małego pokoju, przykrył go balami drewna, przysypał ziemią. Skleił kuchnię, zrobił prycze i stół z okrąglaków. W ścianie wykopał otwory, służyły za półki. Sąsiedzi dali słomę do spania, materiał na prześcieradła, stare pierzyny, garnki. Żona chora na suchoty nie miała sił do pracy. Mateusz zmuszony był wysyłać dzieci po prośbie za jedzeniem. W tym momencie opowieści jego córka Kazimiera, która mi to opowiadała, zawsze zaczynała płakać. Ludzie nie odmawiali, byli bardzo życzliwi, chodzili nawet prosić po ukraińskich wsiach, to trwało długo.

Najgorzej było jesienią i zimą: w kuchni palono cały czas, a wszystko było wilgotne, ziemianka przemakała. Sąsiedzi, kiedy nadchodziły silne mrozy, z litości zabierali dzieci do siebie. Do tego jeszcze w 1930 r. żona Mateusza, Józefa (1894–1930), urodziła syna Mariana. Po porodzie czuła się coraz gorzej, trwało to jakiś czas, na lekarza nie było pieniędzy.

Ktoś z Halinówki zrobił alarm, że trzeba wieźć Józefę do szpitala. Antoni Miernik (ojciec zamordowanego w Katyniu porucznika WP Józefa Miernika) przeszedł po gospodarzach, pozbierał pieniądze, a Daniel Miernik zawiózł Józefę do szpitala w Łucku. Mateusz wrócił do domu. Kiedy za tydzień poszedł w odwiedziny, żona była już pochowana na koszt państwa. Grobu nigdy nie zobaczył, a może nawet nie szukał, przygnieciony nieszczęściem.

Z pomocą dobrych ludzi Mateusz wybudował niewielki dom, ale spokojnego życia w nim nie zaznali – wybuchła wojna. Córka Helena (1911–1943) została zamordowana w Bereścianach, a upośledzony syn Aleksander spalony z domem w czasie ataku 28 marca 1943 r.

Hucianskie 03

Franciszek Jucewicz ur. w Sosznikach 11 października 1899 r.

Hucianskie 02Leopold

Leopold Jucewicz ur. 15 listopada 1895 r., ojciec Wacławy Płoszaj. Spalony koło swojego domu 18 lipca 1943 r.

Hucianskie 01

Drzewa owocowe w lesie koło Sosznik.

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S.: Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji pod adresem mailowym: janusz-huta-stepanska@wp.pl

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HORYŃ – RZEKA PIĘKNA I STRASZNA, ZAWSZE BLISKA SERCU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA ŚWIATOWA I POWRÓT Z WOJNY WYSOCKICH

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SEJM U WAWRZYNOWICZA W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZAWŁASZCZENIA I KONFLIKTY LEŚNE

OSADNICTWO POLSKIE W OKOLICACH HUTY STEPAŃSKIEJ NA WOŁYNIU

WOŁYŃ JAK CHLEB POWSZEDNI

Powiązane publikacje
Nie tylko Maria Skłodowska-Curie. Nobliści z polskimi korzeniami
Artykuły
Kojarzeni z Polską laureaci Nagrody Nobla to nie tylko doskonale przez nas pamiętani Maria Skłodowska-Curie, Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Czesław Miłosz, Lech Wałęsa, Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk. To także rzesza m. in. naukowców, szczególnie fizyków i chemików, którzy urodzili się i wychowywali na terenie Polski (w jej dawnych i obecnych granicach), a i przebywając zagranicą, często nosili Polskę w sercu.
06 października 2022
Ocaleni od zapomnienia: Władysław Michalski
Artykuły
Akta śledztwa wszczętego w 1939 r. wobec Władysława Michalskiego, policjanta ze Zdołbicy na Rówieńszczyźnie, zawierają tylko kilka kartek. Tak wyglądała większość spraw karnych wobec funkcjonariuszy polskiej policji, których władze radzieckie aresztowały według poprzednio ułożonej listy natychmiast po wkroczeniu na tereny Polski.
06 października 2022
ABC kultury polskiej: «Kwiat Jabłoni» – muzyka, która pochwyci was w swoje objęcia
Artykuły
Ich utwór «Dziś późno pójdę spać» do września 2022 r. odtworzono na YouTube ponad 40 mln razy. Do dziś wydali płyty: «Niemożliwe», «Mogło być nic», «Live Pol’and’Rock Festival» i «Wolne serca». Piszą i śpiewają o tym, co ich dotyka, porusza, o świecie otaczającym człowieka i jego przeżyciach wewnętrznych. Szybki sukces zespołu «Kwiat Jabłoni» zaskoczył nawet jego założycieli.
05 października 2022
W Łucku rozmawiano o Kornelu Filipowiczu – klasyku literatury polskiej pochodzącym z Tarnopola
Wydarzenia
Zespół Międzynarodowego Festiwalu Literackiego «Frontera» zorganizował w Łucku spotkanie z czytelnikami i prezentację mikroserii książek Kornela Filipowicza, które ujrzały światło dzienne w tarnopolskim wydawnictwie «Krok».
04 października 2022
Rodzinne historie: Jadwiga Gusławska i jej Krzemieniec
Artykuły
Jadwiga Gusławska z Krzemieńca to współzałożycielka i pierwszy prezes Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego. Była redaktorem naczelnym gazety «Wspólne Dziedzictwo» wydawanej w Krzemieńcu w latach 2001–2004. Należała do grona osób, dzięki którym odradzało się Muzeum Juliusza Słowackiego. Pani Jadwiga jest społeczniczką działającą na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie, a także autorką piszącą do «Monitora Wołyńskiego». Dziś poznajemy jej rodzinne historie.
04 października 2022
Związki frazeologiczne: Woda z mózgu
Artykuły
Robienie tzw. wody z mózgu jest dość powszechnym zjawiskiem, do zaistnienia którego wystarczą podatni na wszelkie nawet najbardziej głupie sugestie przedstawiciele rodzaju ludzkiego. Ponieważ takowych na świecie jest jak mrówek, toteż manipulowanie opinią szarych mas przychodzi zazwyczaj zwolennikom tego typu rozwiązań bez trudu.
03 października 2022
Podczas pikniku transgranicznego w Łucku promowano dziedzictwo przyrodnicze
Wydarzenia
W Łucku został zorganizowany piknik transgraniczny. W programie wydarzenia znalazły się quest ekologiczny, otwarte dyskusje oraz piesze wycieczki po mieście – podaje Wydział Informacyjny Łuckiej Rady Miejskiej.
03 października 2022
Trwa rekrutacja do projektu «Szkoła dobrej jakości»
Konkursy
Fundacja Wolność i Demokracja zaprasza szkoły polonijne do udziału w projekcie «Szkoła dobrej jakości».
01 października 2022
Wystawa porcelany w Łucku. Można zobaczyć na niej eksponaty ze zbiorów muzeów w Łucku i Stalowej Woli
Wydarzenia
29 września w Wołyńskim Muzeum Krajoznawczym odbył się wernisaż inkluzyjnej wystawy «Sztuka dla każdego. Porcelana». Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach projektu «Muzea pogranicza – przestrzeń dialogu międzykulturowego».
30 września 2022