W listopadzie tego roku Ukraina i społeczność międzynarodowa obchodziły 80. rocznicę Wielkiego Głodu. Ta smutna data mimowolnie przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.
Echa Wielkiego Głodu zaczepiły też moje pokolenie. Dobrze pamiętam głód 1946 roku, gdy mieszkańcy Mołdawii z workami na plecach wypełniali platformy kolejowe. Oni przywozili skóry owcze, aby wymienić je na chleb. Ścigała ich policja kolejowa, uzbrojona w kawaleryjskie karabiny. Dzieci pomagały uciekinierom chować się w przedszkolu, a ścigającym mówiły, że oni pobiegli dalej.
Jedną z postaci z przeszłości, głęboko wyrytą w pamięci, był Józio.
Wszyscy go tak nazywali w naszym niedużym podolskim centrum rejonowym Derażnia. Był on człowiekiem samotnym, nie miał ani rodziny, ani krewnych, ani domu. Jednak bezdomnym nie był. Józio był bezrolnym, ciężko pracującym chłopem i w pocie czoła zdobywał własny chleb. Piłował i rąbał drewno, pomagał orać i uprawiać końmi rolę, kopał łopatą, rozrzucał obornik. Pomagał również zbierać owoce i warzywa. Podcinał drzewka owocowe, kropił je i bielił. Często też pomagał w ogrzewaniu pomieszczeń: nosił drewno, węgiel albo torf do mieszkań, czyścił piece i wynosił popiół. W tych rodzinach, którym on pomagał, pozostawał na nocleg. Został bezrolnym po tym, jak odmówił wstąpienia do kołchozu. Musiał przejść trudne lata kolektywizacji i głodu.
W przeważającej większości ludność wiejska naszego rejonu, podobnie jak całego ówczesnego obwodu kamieniecko-podolskiego, prowadziła średnie i ubogie gospodarstwa rolnicze. Wyjątkiem były duże nacjonalizowane majątki i liczne folwarki, które jeszcze z czasów zakończenia NEP-u zostały przekształcone w tzw. zbiorowe zespoły dla wspólnej uprawy i stowarzyszenia dla utrzymania maszyn rolniczych.
Na początku lat trzydziestych minionego wieku, zaczął się okres totalnej kolektywizacji. W tych warunkach wielu rolników dołączyło do kołchozów i PGR-ów. Ale byli też rolnicy, którzy odmówili przyłączenia do tych stowarzyszeń.
Właśnie takim buntownikiem był Józio. On nie akceptował władz, często opowiadał nam o Wielkim Głodzie w 1933 roku.
Nie znam okoliczności jego życia osobistego. Być może, miał jakieś nieporozumienia z rodziną, ale pamiętam, że był samotnym i bezrolnym, chociaż, jak już powiedziałem, żebrakiem nie był. W grudniu 1947 roku, gdy przeprowadzono reformę pieniężną, Józio spalił swoje pieniądze, które przez dłuższy czas zbierał sobie na buty.
Don SZOJCHETMAN