Dwóch bohaterów Niebiańskiej Sotni żegnał Łuck 22 i 23 lutego. W sobotę tysiące osób odprowadzało Sergija Bajdowskiego w ostatnią podróż do jego małej ojczyzny – Nowowołyńska, a w niedzielę na Memoriale Wiecznej Chwały został pochowany Wasyl Mojsej.
Całe miasto złączyło się w modlitwie i żałobie za zabitymi. Ludzie przychodzili do Soboru Świętej Trójcy z kwiatami i świecami, tłumiąc łzy wykrzykiwali «Chwała!» bohaterom Niebiańskiej Sotni i ich rodzicom. W ostatniej drodze poległych, żegnali się z nimi i towarzyszyli im bliscy i znajomi, członkowie Wołyńskiej Siczy, Samoobrony, Prawego Sektora oraz dziesiątki tysięcy mieszkańców Łucka.
«Naród, który nie jest gotowy wysyłać swoich synów na śmierć, nie przeżyje» – takie zdanie umieścił na swoim profilu Sergij. A za kilka dni on, razem z innymi chłopakami, stał się bohaterem na dowód swoich słów. A my nie byliśmy przygotowani i jeszcze dużo czasu minie zanim się pogodzimy z tym, że nasi współcześni bohaterowie nie przeżyją długiego życia, nie zostaną rodzicami, nie będą mieli spokojnej starości i nie poczują smaku zwycięstwa.
Nigdy nie zapomnę łez, których nie wstydzili się chłopcy w mundurach z Wołyńskiej Siczy i Prawego Sektora. Nigdy nie zapomnę, jak matka Wasyla obejmowała kolegę swojego syna, stała przed nim i na kolanach prosiła, aby został jej synkiem, prosiła, aby wypełnił pustkę, którą pozostawił po sobie śmiertelny strzał.
«Przebaczcie. Kocham was wszystkich», – takie były ostatnie słowa Wasyla. Nie, Wasylu, nie, Niebiańska Sotnio. To wy nam przebaczcie, że zrobiliśmy tak mało, aby was uchronić.Przebaczcie, że musieliście zginąć, żebyśmy żyli swobodnie i godnie. Przebaczcie, że wasze życie było takie krótkie. Dziękujemy i przepraszamy z całego serca, że byliśmy o krok za waszymi plecami.
Chciałabym wierzyć, że Niebiańska Sotnia zostanie naszymi aniołami, które ochronią nas od wszelkiego zła. Chciałabym wierzyć, że potrafimy uhonorować ich na setkach ulic i placów, a w każdym mieście będzie piękny pomnik ich ofiary. I chciałabym wierzyć, że nasi bohaterowie naprawdę nie umierają.
Jeszcze bardzo bym chciała, byśmy nigdy nie zapomnieli o ich ofierze. By każdy polityk, który postanowi zasiąść w wygodnym fotelu, w ładnym gabinecie, przysięgał na wierność Niebiańskiej Sotni, by każdy z nas wziął na siebie obowiązek tworzenia państwa, za które oddała swoje życie Niebiańska Sotnia. Inaczej nie zasługujemy na swoich bohaterów.
Dziękuję, Niebiańska Sotnio i daj Boże sił, by cię nie zdradzić!
Olena SEMENIUK, zdjęcia autora
Mianem «Niebiańskiej Sotni» na Ukrainie nazwano wszystkich poległych obrońców Majdanu, którzy zostali zabici w czasie ataków służb siłowych. Oficjalnie mówi się o 84 ofiarach śmiertelnych wśród powstańców za 18-20 lutego. Aktywiści służby medycznej mówią o liczbie około stu osób.