W nocy z 18 na 19 lutego wróciłem do Polski z Majdanu w Łucku – akurat podczas eskalacji wydarzeń w Kijowie i innych miastach Ukrainy. Wszyscy obawiali się tego wieczora reakcji tamtejszych władz. Minął tydzień mojego pobytu i nagle pomyślałem sobie, że tych tygodni było wiele dziesiątek, a może setek – każdy z nich był inny i każdy pełen emocji.
Wszystko zaczęło się w zimowy wieczór 1986 roku. Słuchałem audycji radiowej pt. «Trzy kwadranse jazzu». Na koniec prowadzący Jan Ptaszyn Wróblewski powiedział: «dla państwa grał Ganielin, Czekasin, Tarasow z ZSRR z płyty «Con anima» To było moje pierwsze spotkanie ze Wschodem, oprócz tego, że mój dziadek był zesłany na Syberię w 1940 roku i zawsze mówił, że sierp i młot upadnie. Nie rozumiałem tego do dziś.
Pierwszy tydzień mojej życiowej przygody z Ukrainą rozpoczął się latem następnego roku. Pojechałem sam do ZSRR, do znajomego na Ukrainę, z którym korespondowałem. Wybrałem się na zaproszenie – tak wtedy było – przez Białoruś z przejściem granicznym w Terespolu. Moje spotkanie z Ukrainą było magiczne: zatrzymałem się na wzniesieniu i stałem urzeczony. Ta cisza, przestrzeń i daleki horyzont były jakby znajome, jakbym tu już kiedyś był. To była miłość od pierwszego wejrzenia.
Potem były następne tygodnie i poznawanie Ukrainy, nowe znajomości i przyjaźnie, nowe fascynacje. Jurka poznałem dzięki muzyce, ale Walka Wakoluka dzięki miłości do Harleya Davidsona i malarstwa. Przyjaźń trwa do dzisiaj. Walenty jest Polakiem, ale i Ukraińcem – człowiekiem, który robi wiele, aby nasze narody się zrozumiały i pojednały. Przecież łączy nas kilkusetletnia historia i kultura.
Obserwuję od wielu lat to, co się dzieje na Ukrainie: odzyskanie niepodległości, wydarzenia na Majdanie w 2004 roku oraz te obecne. Widzę, że młodzi i wykształceni ludzie mają dosyćkorupcji, braku pracy i perspektyw na przyszłość. Ponownie wielu moich rozmówców powiedziało, że Polska jest dla nich wzorem, że chcą żyć w normalnym i demokratycznym państwie: jeździć zagranicę, studiować, pracować, po prostu żyć. Wiedzą, że ta droga jest trudna i pełna wyrzeczeń, ale dla nich Unia Europejska jest jedyną drogą. Ludzie nie chcą żyć w państwie złodziei i bezprawia. Władza, która nie potrafi zadbać o swoich obywateli i stworzyć im warunków do spokojnego rozwoju, która strzela do obywateli – jest nic nie warta.
Byłem na łuckim Majdanie. Widziałem determinację i entuzjazm ludzi starych i młodych, kobiet i mężczyzn. Spotkał się z nimi Jurij Łucenko, były minister MSW w rządzie Julii Tymoszenko. Nawoływał ludzi do bojkotu, a milicję przestrzegał przed wykonywaniem zbrodniczych rozkazów. Wszyscy są przekonani, że mają rację, bo nie ma odwrotu: trzeba walczyć do zwycięstwa. Na Majdanie powiewała polska flaga i byłem dumny, że Polska jest tu obecna, i że ludzie widzą w niej wzór. Od jednego z koordynatorów łuckiego Majdanu Wołodymyra But-Gusaima dostałem na pamiątkę ukraińską flagę – stamtąd. Myślę, że trafi w dobre miejsce: najpierw na wystawę obrazów malarzy ukraińskich, która odbędzie się w Polsce – tu, gdzie mieszkam – pod hasłem UKRAINA W EUROPIE – SZTUKA BEZ GRANIC, a potem do redakcji Południowej Oficyny Wydawniczej w Jarocinie.
W piątek, 21 lutego, w wielu polskich oknach zapaliły się znicze na znak solidarności z Ukrainą, tak jak podczas stanu wojennego. Wtedy nie myśleliśmy, że Polska za kilka lat odzyska niepodległość. Piszę ten tekst, a wszystko zmienia się, jak w kalejdoskopie. Rodzi się na Ukrainie demokracja i społeczeństwo obywatelskie.
Jesteśmy z wami. I niech tak pozostanie!
Krzysztof BIERŁA,
Zdjęcia Oleny SEMENIUK i Marjany PECZENIUK