Perspektywy wołyńskich muzeów z punktu widzenia Jana Fitzkego
Artykuły

Przedstawiamy Czytelnikom artykuł autorstwa wybitnego badacza wołyńskiego Jana Józefa Fitzkego zamieszczony w 1939 r. w czasopiśmie «Ziemia Wołyńska». Jego autor znany jest przede wszystkim jako archeolog, ale wniósł również znaczący wkład w rozwój wołyńskiej historii i muzealnictwa.

W nr. 4 z 1939 r. czasopismo «Ziemia Wołyńska» opublikowało artykuł pt. «Muzeum Książąt Ostrogskich Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego w Ostrogu i uwagi na temat polityki muzealnej na Wołyniu». Jego autorem był archeolog Jan Józef Fitzke, który od listopada 1936 r. do początku II wojny światowej był kustoszem Muzeum Wołyńskiego (obecnie Wołyńskie Muzeum Krajoznawcze).

Jan Józef Fitzke, lata 20. XX w.

Fitzke jest bardziej znany ze swoich badań naukowych i publikacji archeologicznych, a niniejszy artykuł daje nam możliwość zapoznania się z jego przemyśleniami i planami dotyczącymi rozwoju muzealnictwa na Wołyniu. Praca muzealna na tych terenach w okresie międzywojennym, jak widać z poniższego tekstu, miała zarówno sukcesy, jak i porażki, a także swoje ukryte nurty.

Badacz wspomina w tekście nie tylko Muzeum w Ostrogu, ale również muzea w Równem, Dubnie czy Krzemieńcu.

Oddajemy więc głos autorowi.

***

Przed kilku miesiącami staraniem Wołyńskiego Okręgu Pol. Tow. Krajoznawczego zostały przekazane zbiory istniejącego kiedyś Muzeum ks. Ostrogskich w Ostrogu miejscowemu oddziałowi tegoż Towarzystwa.

Zbiory powyższe, po przeprowadzeniu przez konserwatora i podpisaniu odpowiedniej segregacji, umieszczono w pięciu salach na piętrze jednej z baszt zamku ostrogskiego1.

W związku z tym faktem mimo woli nasuwa się pytanie, jaki winien być charakter muzeum w Ostrogu, w jakim kierunku winno się ono rozwijać... Już samo umieszczenie zbiorów w salach baszty zamkowej najlepiej tę sprawę rozwiązuje. Przede wszystkim winny tutaj znaleźć pomieszczenie eksponaty, związane z rodziną i zamkiem Ostrogskich i z historią samego miasta. A więc portrety, plany, rysunki zastąpione z braku oryginałów dobrymi kopiami i fotografiami, dalej o ile możliwości meble, w gablotach – wykopaliska od wczesnego średniowiecza począwszy ze skarbami monet, znajdywane na terenie zamku, miasta i najbliższej okolicy.

Wieża Nowa (Okrągła) Zamku Książąt Ostrogskich. Fot. Natalia Denysiuk

Makieta Ostroga z drugiej połowy XVI i pierwszej połowy XVII wieku w Muzeum Krajoznawczym w Ostrogu. Fot. Natalia Denysiuk

Rzeźby Tomasza Oskara Sosnowskiego w Muzeum Krajoznawczym w Ostrogu. Fot. Natalia Denysiuk

Co się tyczy zabytków archeologicznych, to moim zdaniem, ze względu na swój czysto naukowy charakter i małą... atrakcyjność, winny one wędrować do muzeów większych. Na miejscu co najwyżej możnaby ograniczyć się do kilku zaledwie dobrze zakonserwowanych okazów względnie kopii. Ten sam postulat dotyczy i wszelkiego rodzaju archiwaliów.

Obrazy i przedmioty treści religijnej możnaby umieścić w dwóch salach na lewo od przedsionka.

Ze względu na w swoim rodzaju ośrodek garncarski, który od niepamiętnych czasów rozwijał się w Ostrogu i jest obecnie na wymarciu, jedną z sal, a takich jest w baszcie 7, należałoby poświęcić tej gałęzi przemysłu ludowego.

Jednym słowem okazy muzealne winny o ile możności odpowiadać duchem zamkowi, podkreślać jego charakter, a nie zaciemniać piękna architektury obiektu, w którym zostały pomieszczone.

Zbieranie eksponatów niczym nie związanych z Ostrogiem względnie takich, które wymagają pieczołowitej konserwacji, uważam za nie wskazane. Na miejscu role ich zastąpią dobre kopie. Z tego założenia wychodzi Wołyńskie Muzeum w Łucku, przekazując niewykorzystany na miejscu materiał naukowy placówkom uniwersyteckim, z którymi pozostaje w stałym kontakcie.

W sprawie polityki muzealnej na Wołyniu pisano niejednokrotnie, wysuwając jako naczelną placówkę w tej dziedzinie Muzeum Wołyńskie w Łucku. Muzeum to, posiadające poza sobą dziesięć lat istnienia, ma wszelkie dane, aby stać się centralną instytucją muzealną na Wołyniu. A przemawiają za tym względy administracyjne t. j. umieszczenie stolicy Wołynia w Łucku, dalej względy naukowe, tutaj bowiem pomimo powstania Wołyńskiego Instytutu przy Liceum Krzemienieckim ogniskuje się cała praca naukowa na Wołyniu. Wprawdzie brak miejsca i odpowiednich funduszów utrudnia normalny tok tej pracy, spodziewać się jednak należy, że ze względu na prestiż nauki polskiej bolączki te w niedługim czasie pomyślnie zostaną rozwiązane.

Muzeum Wołyńskie nie myśli centralizować wszystkiego z uszczerbkiem lokalnych muzeów, nie może być jednak stawiane na równi z muzeum np. Ziemi Dubieńskiej czy Krzemienieckiej, gdyż nie nazywa się muzeum ziemi łuckiej, ale Muzeum Wołyńskiem. Muzea Ziemi Dubieńskiej czy Krzemienieckiej postawiły sobie za zadanie zobrazować całokształt życia swej ziemi, zamkniętej administracyjnymi granicami powiatu, a która prawie zawsze w ramach tych granic się mieści. A co stanie się, gdy nastąpi przesunięcie władz administracyjnych z jednego miasta do drugiego albo gdy względy gospodarcze spowodują powstanie teoretycznie biorąc np. powiatu z siedzibą w Kołkach, powstanie wówczas ziemia kołecka, jak z ziemi ostrogskiej powstała ziemia zdołbunowska. Czy jednak to odpowiada rzeczywistości? Granice danej ziemi wytyczają względy fizjograficzne, etnograficzne, a nie administracyjne.

Muzeum Wołyńskie w Łucku, dając obraz przejawów życia kulturalnego całego Wołynia, nie ogranicza się do zbierania zabytków tylko z obszaru dzisiejszego województwa, lecz o ile możności z całego historycznego Wołynia.

Bardzo często organizatorzy miejscowych muzeów bez najmniejszego uzasadnienia ustosunkowują się wrogo do Muzeum Wołyńskiego w Łucku wychodząc z tego założenia, że skoro oni na danym terenie pracują, to Muzeum Wołyńskie nie powinno im, jak się to potocznie mówi, wchodzić w paradę, zapominając o jednym, że ten czy ów powiat wchodzi również w skład województwa, a tym samym Wołynia, którego wyrazicielem jest Muzeum Wołyńskie.

Chodzi tu tylko o zgodne skoordynowanie pracy, która winna być rozwiązana z myślą ogólnego dobra nauki i kultury w Polsce, a nie zaściankowego patriotyzmu. Skłócone ze sobą instytucje szkodzą sobie wzajemnie, jak to miało miejsce już w kilku wypadkach. A tak dużo jest do zrobienia i wiele zabytków niszczy się bezpowrotnie.

Przy organizowaniu jakiejkolwiek pracy, a tym bardziej pracy muzealnej, musimy jasno zdać sobie sprawę, co dana placówka ma reprezentować i w jakim kierunku się rozwijać, aby nie stać się rupieciarnią najróżnorodniejszych gratów i szpargałów. W pierwszym rzędzie ma tu do mówienia sam teren. Nonsensem byłoby np. w Sarnach gromadzić zabytki archeologiczne czy sztuki, skoro same warunki narzucają, że tylko etnografia winna tu znaleźć swoje podkreślenie.

Obiekty o charakterze gospodarczym skierowywać należy do Muzeum Przemysłowego w Równem, zaś zabytki przyrodnicze winny wędrować do gabinetów gimnazjalnych. Tam ich jest najodpowiedniejsze miejsce i tam spełnią swoją dydaktyczną rolę.

Czy kilkanaście przygodnie zebranych kamieni, bardzo często z najróżnorodniejszych kątów województwa i źle wypchana kaczka, zniszczona molami, obrazują świat mineralny i ornitologiczny danego powiatu?

Następnie idzie sprawa lokalu i możność skupienia w jednym miejscu większej ilości sił fachowych współpracujących z danym muzeum, od przyrodnika poprzez archeologa, etnografa na historyku sztuki skończywszy. Od takich idealnych warunków jesteśmy jeszcze bardzo daleko. Na taki stan rzeczy nie mogą sobie pozwolić muzea większe, a cóż dopiero rozsiane po powiatach muzea prowincjonalne.

Warunkom tym dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności odpowiada Muzeum Wołyńskie w Łucku. Nie znaczy to jednak, aby muzea danej ziemi nie interesowały się wszystkimi rodzajami zabytków, które się na niej znajdują, lecz z myślą o ich przeznaczeniu jedne winny być umieszczone na miejscu, inne wędrować dalej, tam gdzie znajdują większe zrozumienie i czulszą opiekę.

Do takich w pierwszym rzędzie należą zabytki archeologiczne, które nie nadają się do rozparcelowywania po muzeach drobnych i zbiorach prywatnych, na miejscu, o czym jak wyżej wspomniałem, rolę ich spełnią dobre kopie. Zabytki archeologiczne, ze względu na częste zmiany miejsca pomieszczenia zbiorów, narażone są bądź same, bądź ich metryki na zagubienie. W wypadku drugim cała wartość zabytków ginie, a one nadają się wówczas po prostu do śmietnika.

Rolę muzeów prowincjonalnych na naszym terenie omawiali niedawno L[udwik] Sawicki2, K[azimierz] Przemyski3, J[akub] Hoffman4, J[an] Fitzke5.

Sawicki, wychodząc moim zdaniem ze słusznego założenia, mówi tylko o jednym muzeum na Wołyniu, uzasadniając swój pogląd względami finansowymi (utrzymanie muzeum, opłacenie personelu naukowego i technicznego, koszta prac terenowych i biblioteka), Przemyski, obserwując w społeczeństwie pęd do tworzenia muzeów, uważa za stosowne tworzenie muzeów powiatowych, w których pracowałoby grono ludzi z myślą □ ochronie wszełkiego rodzaju zabytków.

W sprawie tej winien być od samego początku nakreślony jakiś kierunek, który nadawać winna Komisja Muzealna, względnie czynniki państwowe, tak aby muzea te nie stały się graciarniami, lecz instytucjami pulsującymi życiem, wyczuwającymi, co miejscowemu społeczeństwu potrzeba.

Ciągłe wystawy o charakterze dydaktycznym są zdaniem prof. Przemyskiego najlepszym przejawem żywotności muzeów prowincjonalnych. Błędy zaś organizacyjne, które popełni się w stadium początkowym, mszczą się czasami na całe życie.

Jakub Hoffman w dyskusji z prof. Przemyskim dochodzi do przekonania, że sprawy muzealnej na Wołyniu na platformie tworzenia muzeów powiatowych rozwiązać się nie da, gdyż sprzeciwiają się temu względy geograficzne, gospodarcze i inne.

I tak jest w rzeczywistości. Wołyń, tak mało zbadany, nie stać na rozdrobnienie. Musi powstać pewna centrala, która bez szkody dla lokalnych interesów wzięłaby ster w swe ręce i prace na terenie muzealnictwa wołyńskiego skierowałaby na właściwe tory. Muzea prowincjonalne to per excelance placówki o charakterze ochroniarskim, których celem jest opieka nad zabytkami oraz meldowanie o nich powołanym czynnikom.

Obecnie poza Muzeum Wołyńskim w Lucku i niewielkim zbiorem w Ostrogu ukonstytuowały się dwa nowe muzea w Dubnie i Krzemieńcu. O ile muzeum krzemienieckie posiada wszystkie dane rozwoju, o tyle sprawa Dubna staje się coraz bardziej paląca.

Mimo zapewnień zwłaszcza ze strony Krzemieńca, nie istnieje między tymi trzema placówkami pewien wspólny, oparty na zaufaniu plan działania. Każdy kroczy swoją ścieżką, wydzierając sobie wzajemnie ten, czy ów eksponat. Tak dalej być nie może. Wszyscy muszą ponieść pewne ofiary. Łuck zrezygnuje ze zbierania pamiątek po Słowackim i Liceum Krzemienieckim na rzecz Krzemieńca. Krzemieniec winien skierować do Łucka wszelkie przedmioty związane z Kraszewskim i innymi sławnymi wołyniakami. Podobnie rzecz się ma z pamiątkami walk o niepodległość 1830, 1863 i 1914–20 r.

W powiecie łuckim leżą Kostiuchnówka i Kołki, związane z legionami Marszałka Piłsudskiego.

Wołyńskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk jako właściciel Muzeum Wołyńskiego niejednokrotnie wysuwało projekt wspólnego porozumienia dając najlepiej przykład rezygnacji z pewnych zresztą zupełnie sobie należnych roszczeń, przez przekazanie szeregu eksponatów np. o charakterze gospodarczym nowo utworzonemu Muzeum Przemysłowemu w Równem.

Jan Józef Fitzke podczas ekspedycji archeologicznej na Wołyniu. 1938 r.

Tablica pamiątkowa Jana Józefa Fitzkego na dawnym budynku Muzeum Wołyńskiego w Łucku (obecnie ul. Bohdana Chmielnickiego 12). Fot. Anatol Olich

***

Przypisy:

1. Po wojnie zbiorami muzeum, które uległy częściowemu zniszczeniu i rozgrabieniu, zajmowali się pp. Nowicki i Kunicki.

2. L. Sawicki: W sprawie utworzeniu Muzeum Przyrodniczo-Krajoznawczego na Wołyniu. Ziemia 1928, Nr 5, str. 72.

3. K. Przemyski: W sprawie Muzeów Powiatowych. Dziennik Urzędowy Kuratorium Okręgu Szkolnego Wołyńskiego nr 11(62) 1929 r. Tenże W sprawie muzealnej na terenie Wołynia - Przegląd Wołyński R. VI, 1929.

4. J. Hoffman: W sprawie muzeów powiatowych. Dziennik Urzędowy Okręgu Szkolnego Wołyńskiego. Nr 1/63. 1930, Str. 19–23.

5. Jan Fitzke: O Muzeach na Wołyniu. Wołyń Nr 13/244 1938.

Opracował Anatol Olich

Powiązane publikacje
Notatka Alojzego Felińskiego o «Dzienniku Wołyńskim»
Artykuły
Proponujemy Państwa uwadze artykuł «Ziemi Wołyńskiej do pamiętnika. Przyczynek do rozwoju dziennikarstwa polskiego na Wołyniu», opublikowany w nr. 3 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
05 czerwca 2026
W teatrze okresu międzywojennego
Artykuły
Za kulisy międzywojennego życia teatralnego Łucka pozwala nam zajrzeć artykuł Janusza Babinicza «Ostatnie premiery Teatru Wołyńskiego im. Juliusza Słowackiego», opublikowany w nr. 1 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r.
27 marca 2026
Kraszewski w Muzeum Wołyńskim
Artykuły
19 marca przypada kolejna rocznica śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego, wybitnego polskiego pisarza, który spędził znaczną część swojego życia na Wołyniu. Zachęcamy do zapoznania się z artykułem archeologa, muzealnika i krajoznawcy Jana Józefa Fitzkego pt. «Pamiątki po Józefie Ignacym Kraszewskim w Muzeum Wołyńskim», opublikowanym w nr. 5 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
19 marca 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 3
Artykuły
Pod koniec swojego artykułu o Józefie Klemensie Czartoryskim, umieszczonym w «Ziemi Wołyńskiej» w 1938 r., Julian Nieć wymienia osiągnięcia księcia i podaje liczby, które pokazują efektywność przedsiębiorstw przez niego zbudowanych.
04 marca 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 2
Artykuły
W drugiej części tekstu o Józefie Klemensie Czartoryskim, który ukazał się w «Ziemi Wołyńskiej» w nr. 6–7 z 1938 r., Julian Nieć skupił uwagę na jego planach gospodarczych oraz głównych inicjatywach przez niego realizowanych.
18 lutego 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 1
Artykuły
Książę Józef Klemens Czartoryski jest postacią obecnie niemal zapomnianą. W swych czasach był dość znanym politykiem, ale mimo to pozostał w historii Wołynia jako budowniczy pierwszych dużych przedsiębiorstw przemysłowych na tym terenie.
05 lutego 2026
Ignacy Radliński na łamach «Ziemi Wołyńskiej»
Artykuły
Nazwisko Ignacego Radlińskiego (1843–1920), pochodzącego z Dubna, znane jest jedynie wąskiemu kręgowi badaczy zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Jest on jednak autorem kilkudziesięciu prac, które wniosły znaczący wkład do nauki. Zajmował się historią, filologią, religioznawstwem i studiami biblijnymi.
16 stycznia 2026
Wizyta Piłsudskiego w Dubnie
Artykuły
Proponujemy dziś uwadze Czytelników ciekawy dokument – artykuł «Pobyt Józefa Piłsudskiego w Dubnie» w roku 1921», opublikowany w nr 3 «Ziemi Wołyńskiej» za 1939 r., autorstwa miejscowego badacza Mieczysława Lubicza Szułmińskiego. Całość zachowujemy bez zmian, nawet duże litery, aby nie zniekształcać ducha tamtej epoki współczesnym pojmowaniem historii.
05 grudnia 2025
Wkład jezuitów w rozwój oświaty na Wołyniu. Część 2
Artykuły
W drugiej części artykułu o szkolnictwie jezuickim, który ukazał się w nr. 12 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r., Herman Rappaport pisze o procesie edukacyjnym w szkołach jezuickich oraz ocenia działalność jezuitów na Wołyniu.
13 listopada 2025