W ojczyste strony
Artykuły

Roman Gutowski jest dzieckiem polskiego osadnika wojskowego. W 1940 r. jego rodzina została deportowana z Równego na Sybir. Do Polski wrócił w 1947 r., przeszedłszy długą drogę do ojczyzny – przez Sybir, Indie, Turcję, Grecję i Włochy. Po raz pierwszy od 75 lat przyjechał na Wołyń.

Roman Gutowski urodził się w 1935 r. w Równem. Jego ojciec – Józef Gutowski – był zawodowym żołnierzem. Na Wołyń przyszedł z Armią Hallera. Służył wówczas w 44 Pułku Piechoty Legii Amerykańskiej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości osiadł w Równem, gdzie zamieszkał z rodziną w koszarach. «Ojciec miał 15 ha w osadzie Hallerówka, ale ponieważ rodzina mamy była liczna, odstąpił tę posiadłość ojcu mamy» – opowiada Roman Gutowski. Los osadników wojskowych nie ominął jednak ich rodziny.

10 lutego 1940 r. rodzinę Gutowskich wsadzono do pociągu towarowego i wraz z tysiącami rodzin innych osadników wojskowych wywieziono na Wschód. Po kilku tygodniach rodzina Romana Gutowskiego znalazła się w obwodzie archangielskim.

W konsekwencji Układu Sikorski-Majski, zawartego w lipcu 1941 r. w Związku Radzieckim ogłoszono amnestię dla zesłańców, będących polskimi obywatelami oraz rozpoczęto tworzenie Armii Andersa. «Jak głosił komunikat, wszyscy, którzy nosili kiedyś broń, powinni byli brać plecak i iść do najbliższej stacji kolejowej, tam dostaną bilety do Uzbekistanu, gdzie formuje się polska armia. Ojciec to zrobił, ale z naszego baraku był sam. Wziął plecak i poszedł. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało» – mówi Roman Gutowski. Józef Gutowski nie dotarł na stację i nie dołączył do Armii Andersa.

Rodzina Gutowskich – mama, Roman i dwie jego starsze siostry przeniosła się później do Uzbekistanu. Siostry z mamą pracowały w kołchozie, a Romana, jak i wiele dzieci osadników, zabrano do sierocińca. Mówi: «Stalin na tyle był «mądry», że tych małych dzieci, które nie mogły pracować, pozbawił rodziny. Zapewnił im miejsce w domu dziecka, a już rodzice mogli się oddać pracy bez ograniczeń. Nie miałem kontaktu z rodziną». Skierowano go do domu dziecka, położonego 50 km od kołchozu, w którym pracowały mama i siostry. Mamy nie poinformowano, gdzie dokładnie trafił. Gdy poszła pieszo do tego domu dziecka i zapytała, gdzie jest jej syn, odpowiedziano jej: «Nie ma takiego». A na pytanie: «Gdzie mam go szukać?» – usłyszała: «Zobacz, może na cmentarzu». Zalała się łzami i na tym się skończyło – przez lata nie miała kontaktu z synem.

«Pewnego dnia przyszła do nas dwójka oficerów – Anglik i Polak. Zbierali dzieci, aby wysłać je do Iranu razem z Armią Andersa. Dlaczego z Armią Andersa? – zastanawia się Roman Gutowski – Dlatego, że w 1942 r. w Rosji był wielki głód. I Anders wtedy upomniał się: «Nasza armia pójdzie. A co z rodzinami tych żołnierzy i z sierotami?» Stalin pozwolił na wywózkę sierot. Trafiliśmy najpierw do granicy irańskiej, tam był taki zbiorczy obóz. Tam czekaliśmy na transport. Część transportów poszła do Afryki, bo tam była silna administracja brytyjska – Kenia, Uganda, Południowa Afryka, a część – do Indii. Pojechaliśmy tam ciężarówkami».

«Kilka razy w życiu udało mi się wygrać w totolotka» – opowiada Roman Gutowski. Wraz z innymi polskimi sierotami trafił pod opiekę dobrego maharadży (historyczny tytuł królewski władców różnych regionów Indii), który traktował je jak własne dzieci i zapewnił możliwość nauki i rozwoju.

Jam Saheb Digvijaysinhji (wym. dźam saheb Digwidźajsinhdźi) był indyjskim arystokratą, maharadżą północno-zachodniego indyjskiego księstwa Nawanagar, dyplomatą, wykształconym człowiekiem i przewodniczącym Rady Książąt Indyjskich, znajomym generała Sikorskiego i byłym sąsiadem Ignacego Paderewskiego w Szwajcarii. Gdy dowiedział się, że polskie sieroty opuszczające ZSRR nie mają gdzie się podziać, wybudował całe osiedle w miejscowości Balachadi, w którym przyjął 500 polskich dzieci. W ośrodku tym były szkoła, kaplica, stołówki, budynki mieszkalne, szpital, boisko, zaplecze magazynowe. «Subsydiował nas z własnej kasy, potem utworzył fundusz dzieci polskich. Powiedział nam: «Jestem ojcem was wszystkich. Uczcie się pilnie, żebyście mogli być użyteczni swojej Ojczyźnie» – wspomina Roman Gutowski. Dodaje: «Byłem przyzwyczajony do życia w sierocińcach. Uprawialiśmy sport, graliśmy w piłkę, którą ja zrobiłem ze skarpetek. Ks. Zdzisław Peszkowski, dla nas Druh Ryś, który w Indiach zorganizował polskie jednostki harcerskie, prowadził szkolenia, obozy i wędrówki, zajęcia w terenie, opowiadał nam o Polsce, o historii, nauczył przywiązania do kraju. Mieliśmy prawdziwe harcerstwo». Był też prawdziwy sztandar harcerski ufundowany przez maharadżę.

Gdy skończyła się wojna, nowe polskie władze powiedziały polskim sierotom, że wszystkie dzieci, które nie mają kontaktu z rodziną, muszą wrócić do kraju najbliższym transportem. «Mnie miała zaadoptować amerykańska rodzina, która nie mogła mieć dzieci. Zapisałem się więc na transport do USA, ale tego transportu nie było». Nagle jeden ze starszych kolegów, który znał mnie z nazwiska, bo pamiętał, że to ja zrobiłem tę piłkę-szmaciankę ze skarpetek, dostał list od swojej mamy. Napisała, że zamieszkała ostatnio z panią Gutowską i jej córkami. Kolega skojarzył nazwisko. Zrobiłem zdjęcie i on wysłał je do swojej mamy wraz z listem. Napisał, że tu jest chłopiec, który nazywa się Gutowski. Może to rodzina? No i dostałem list od mamy: «Kochany syneczku, płakałam tyle lat za tobą, a ty się odnalazłeś». Biegiem zapisałem się na transport do Polski. Ten sport mnie uratował» – mówi Roman Gutowski.

W Balachadi chodził do świetlicy angielskiej, uczył się języka: «Pomogło mi to, gdy w 1947 r. ja i jeszcze jeden chłopak z sierocińca wypłynęliśmy na przeładowanym statku wraz z opuszczającymi Indie Anglikami. Nie mieliśmy oddzielnej kajuty. Spaliśmy w workach marynarskich. Koczowaliśmy pod jedną z szalup ratunkowych. Angielszczyzna przydała się, kiedy pewien marynarz zaczepił nas i zapytał: «Chłopcy, co wy tu robicie?» Ja mu po angielsku odpowiedziałem. Zaczął przynosić nam jakieś smaczne kąski. Okazało się, że był kucharzem».

Wysiedli ze statku w Suezie i czekali na statek do Włoch. We Włoszech, w Genui, czekał na nich pociąg towarowy z Polski, w którym był wagon dla polskich dzieci. «Okazało się, że z dzieci byliśmy tylko my – ja i kolega. Jak dojechaliśmy do obozu przejściowego, wysłano telegram do mamy. Po mnie przyjechała siostra. Do dzisiaj mam taki dokument: «Kwituję odbiór dziecka sztuk jeden. Chłopiec przybył z Włoch» – opowiada pan Roman. Rodzina mieszkała wówczas w Olsztynie. Pamięta też, że już w drugim dniu po jego powrocie do domu przyszedł do nich pan, który przedstawił się jako wojskowy prokurator. Zapytał, czy zna jego synów. «Znałem. Byłem z nimi w sierocińcu. Byli starsi ode mnie, ale nie wrócili do Polski. Często później zapraszał mnie do siebie na obiad i kazał opowiadać o tych chłopcach. Dopiero po wielu latach jego synowie wrócili do Polski» – wspomina. Nie wszystkie polskie sieroty wróciły do Polski. Znalazły się po wojnie w RPA, Włoszech, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i w innych krajach.

«Jest jedna ojczyzna – Polska» – odpowiedział zapytany o to, jakie miejsce na ziemi uważa za ojczyznę. Do Równego pojechał, żeby zobaczyć miejsce, gdzie się urodził, m.in. koszary, przy których ma zdjęcie z ojcem ocalone przez ciocię.

Powiedział, że najmocniejszym wspomnieniem z dzieciństwa w Równem jest «samo wyjście z domu, kiedy mama gorączkowo brała co się dało». Wspominał, że nie widział ani babci, ani dziadka, bo zmarli wcześniej. «Dziadek zmarł w Olsztynie. Na grobie jest napis: «Walenty Marciniak z Równego». Ci, którzy przyjeżdżali, pisali na nagrobkach skąd pochodzą. «I to w Olsztynie widać. Oni akcentowali skąd są» – wspomina Roman Gutowski.

Po wojnie skończył politechnikę, został inżynierem i pracował na budowach. Obecnie jest sekretarzem Koła Polaków z Indii. Mówi, że jest zadowolony z życia.

Natalia DENYSIUK

CZYTAJ TAKŻE:

POWIETRZE DZIECIŃSTWA (o wizycie Romana Gutowskiego w Równem, gdzie się urodził i mieszkał do 10 lutego 1940 r.)

OSADNICY WOJSKOWI

DRUGA FALA DEPORTACJI

Powiązane publikacje
Rodzinne Warsztaty Wielkanocne w Towarzystwie im. Tadeusza Kościuszki
Wydarzenia
W ramach przygotowań do Wielkanocy Towarzystwo Kultury Polskiej im. Tadeusza Kościuszki, działające w Łucku, zorganizowało dla uczniów szkoły sobotnio-niedzielnej oraz członków ich rodzin Warsztaty Wielkanocne.
20 marca 2026
Uczniowie Łuckiej Hromady recytowali polską poezję. Na najlepszych czeka obwodowy konkurs
Wydarzenia
W Łucku odbył się etap miejski XXXI Konkursu Recytatorskiego im. Juliusza Słowackiego. Jego uczestnicy recytowali utwory polskich poetów, w tym patrona konkursu oraz Antoniego Słonimskiego, Danuty Wawiłow, Czesława Kuriaty i ks. Jana Twardowskiego.
20 marca 2026
«LEGIO Wołyń»: w Łucku po raz trzeci odbędzie się festiwal historii popularnej
Wydarzenia
Organizacja społeczna «Idealiści» we współpracy z agencją eventową «Różowy Taboret» oraz Wydziałem Historii, Politologii i Bezpieczeństwa Narodowego Wołyńskiego Uniwersytetu Narodowego im. Łesi Ukrainki zapraszają na trzecią edycję festiwalu historii popularnej «LEGIO Wołyń».
20 marca 2026
W obwodzie tarnopolskim zneutralizowano szczątki pocisku Ch-101 znalezione w polu
Wydarzenia
Fragmenty wrogiego pocisku na terenie między miejscowościami Kamianka (do 1955 r. Słobódka Strusowska) a Romanówka w rejonie tarnopolskim odkrył podczas prac polowych lokalny mieszkaniec. Mężczyzna zawiadomił o niebezpiecznym znalezisku policjantów.
19 marca 2026
Kraszewski w Muzeum Wołyńskim
Artykuły
19 marca przypada kolejna rocznica śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego, wybitnego polskiego pisarza, który spędził znaczną część swojego życia na Wołyniu. Zachęcamy do zapoznania się z artykułem archeologa, muzealnika i krajoznawcy Jana Józefa Fitzkego pt. «Pamiątki po Józefie Ignacym Kraszewskim w Muzeum Wołyńskim», opublikowanym w nr. 5 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
19 marca 2026
Nowowołyńsk: kolejny atak na obiekt energetyczny w hromadzie
Wydarzenia
18 marca, podczas wieczornego alarmu powietrznego, odnotowano uderzenie w obiekt energetyczny w pobliżu Nowowołyńska. Poinformował o tym mer Nowowołyńska Borys Karpus.
18 marca 2026
Studium Europy Wschodniej UW przybliża ukraińskim studentom historię Polski
Wydarzenia
16–18 marca wykładowcy Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili na Wołyńskim Uniwersytecie Narodowym im. Łesi Ukrainki gościnny cykl wykładów pt. «Historia i kultura Polski – dawna i współczesna».
18 marca 2026
W obwodzie rówieńskim znaleziono niewybuchy rosyjskich pocisków rakietowych
Wydarzenia
Podczas prac polowych w obwodzie rówieńskim znaleziono niewybuchy głowic bojowych wrogich pocisków rakietowych. Zostały one zneutralizowane przez saperów policji.
18 marca 2026
Związki frazeologiczne: Patriotyzm, jak kij w mrowisku
Artykuły
Patriotyzm jest pojęciem ciężkim jak stary, trochę pęknięty dzwon, który rozbrzmiewa tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę ma odwagę go poruszyć. W teorii to miłość do Ojczyzny, troska o wspólnotę, gotowość do poświęceń. W praktyce coraz częściej przypomina starannie wyreżyserowany spektakl, w którym więcej jest gestów niż treści, więcej deklaracji niż czynów, więcej pustych słów niż konkretów.
18 marca 2026