10 kwietnia 2010 roku o godz. 8.41 czasu środkowoeuropejskiego miała miejsce katastrofa polskiego samolotu wojskowego w Smoleńsku. Zginęło w niej 96 osób: Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński z małżonką, ostatni Prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, duchowni, przedstawiciele ministerstw, instytucji państwowych, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, a także załoga samolotu. Mija rok od czasu okropnej tragedii Polaków oraz całego świata.
Do tej pory ani eksperci, ani zwykli ludzie nie znają przyczyn katastrofy: błąd pilotów samolotu, rozkazy kogoś z kierownictwa RP, czy rosyjscy pracownicy lotniska. Spróbujemy jeszcze raz poszukać prawdy w polskich mediach.
Jak to było...
Zgodnie z planem lotu rejs miał trwać 75 minut. Lot odbywał się na wysokości 10 tys. m, z prędkością 800 km na godzinę. Zbliżywszy się do celu podróży, rosyjskiego lotniska wojskowego Smoleńsk-Siewiernyj, maszyna rozpoczęła manewr zniżania, po czym okrążyła lotnisko na wysokości 500 m, by podejść do lądowania od strony wschodniej kursem 259 stopni. Kilkadziesiąt minut wcześniej na lotnisku Siewiernyj miały miejsce dwa incydenty lotnicze, z udziałem polskiego samolotu Jak-40 i rosyjskiego samolotu Ił-76MD. Naprowadzaniem samolotu na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj kierowało czterech oficerów Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej: płk gwardii Nikołaj Krasnokutski, ppłk Paweł Plusnin (kierownik lotów), mjr Wiktor Ryżenko (kierownik strefy lądowania, obsługujący radar) i mjr W. W. Łubancew (pomocnik kierownika lotów). Tuż przed katastrofą nad lotniskiem zalegała warstwa gęstej, szarawej mgły; wyżej niebo było bezchmurne i świeciło słońce. Widzialność z minuty na minutę się pogarszała, jednak mimo gęstej mgły lotnisko nie zostało zamknięte.
W trakcie pracy grupy kierowania lotami ppłk Plusnin podjął decyzję o skierowaniu samolotu na lotnisko zapasowe z powodu złych warunków atmosferycznych, jednak ta decyzja ppłk. Plusnina została anulowana przez płk. Krasnokuckiego, który nakazał sprowadzić samolot do wysokości 100 m i wydał decyzję zezwalającą na próbne podejście do lądowania.
Załoga wykonała próbne podejście do lądowania do tzw. wysokości podjęcia decyzji. Zezwalając załodze na wykonanie trzeciego zakrętu kręgu nadlotniskowego, kontroler poinformował, aby na wysokości decyzji być gotowym do odejścia na drugi krąg.
Z zapisu rozmów załogi samolotu wynika, że na wysokości 100 m pierwszy pilot podjął decyzję o odejściu na drugi krąg, a drugi pilot to potwierdził, jednak do manewru odejścia na drugi krąg nie doszło i samolot w dalszym ciągu obniżał lot z nadmiernym opadaniem. Rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), przypisał taki rozwój wydarzeń błędom załogi wywołanym przez czynniki psychologiczne.
Załoga zwiększyła ciąg silników, by nabrać wysokości, i przez pewien czas maszyna leciała nisko nad ziemią, ścinając na trasie lotu wierzchołki drzew; pierwszy kontakt z drzewami nastąpił w odległości 1050 m od progu pasa startowego i 40–45 metrów na lewo od jego osi.
Według raportu końcowego rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) z 12 stycznia 2011 roku, o godz. 8:41:00 czasu polskiego, ok. 60 m na lewo od osi pasa, samolot stracił część lewego skrzydła o długości ok. 6,5 m w wyniku kolizji z brzozą o średnicy pnia 30–40 cm i po następnych 5–6 sekundach zderzył się z ziemią w położeniu odwróconym; nastąpiło to, jak podano, o godz. 8.41 czasu polskiego, około 350–500 m od progu pasa startowego, 150 m na lewo od jego osi. Ppłk Plusnin zeznał przed rosyjskimi śledczymi, że w chwili upadku samolotu usłyszał lekki wybuch i podjął kilka bezskutecznych prób wywołania maszyny. W chwili katastrofy samolot rozpadł się na tysiące części różnych rozmiarów.
Możliwe powody katastrofy
Katastrofa rządowego samolotu Tu-154 przypomina katastrofę samolotu CASA przed dwoma laty - uważa Tomasz Hypki, wydawca "Skrzydlatej Polski" i sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa. - Pogoda, podejście nie w osi pasa, decyzja o lądowaniu mimo braku wyposażenia lotniska w urządzenia do precyzyjnego lądowania - wymienia podobieństwa.
- Ta katastrofa jeden do jednego przypomina katastrofę w Mirosławcu - uważa Hypki. - Mówiło się wtedy, że tyle zajmujących wysokie stanowiska osób nie powinni podróżować jednym samolotem. Wydaje się, że nikt nie wyciągnął wniosków co do szkolenia i procedur - dodał.
Zdaniem Hypkiego "mając taki skład na pokładzie pilot, otrzymawszy informacje o złych warunkach w Smoleńsku, powinien był zawrócić do Warszawy. - Chyba, żeby Mińsk był przygotowany na przewiezienie delegacji – zaznaczył.
Z raportu MAK wynika, że wojskowy pilot leciał na łeb na szyję, wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa, narażając życie pasażerów i swoje – podkreśla oburzony pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. – A naszej jednostce przypnie się łatkę wariatów. Arek (kpt. Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi Tu-154) był najspokojniejszym człowiekiem na świecie, wyważonym. Nigdy nie zrobił niczego przeciwko procedurom.
- Mieli prawo podjąć próbę podejścia do lądowania – dodaje jeden z oficerów 36. Pułku. – Zejść na wysokość decyzyjną, a wtedy, kiedy pilot przekonuje się, że nie wyląduje, odchodzi znów do góry. Byli poniżej tej wysokości, ale rosyjski raport wciąż nie odpowiada na pytanie: dlaczego.
Śledztwo polskie
W Polsce śledztwo prokuratorskie w sprawie katastrofy prowadziła prokuratura wojskowa, a w późniejszym okresie również prokuratury cywilne.
29 kwietnia 2010 roku na stronach internetowych Naczelnej Prokuratury Wojskowej opublikowano komunikat, z którego wynikało, że w toku śledztwa prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie przyjęto następujące cztery wstępne wersje śledcze co do przyczyn katastrofy: usterki techniczne samolotu Tu-154M/101, zachowanie (działanie lub zaniechanie) załogi Tu-154M/101, zła organizacja i zabezpieczenie lotu, zachowanie osób trzecich (np. zamach terrorystyczny). 1 kwietnia 2011 prokurator generalny Andrzej Seremet poinformował podczas konferencji prasowej, że prokuratura wojskowa nie znalazła dowodów na to, by w czasie lotu do Smoleńska doszło do zamachu; wykluczono tezę o działaniu osób trzecich w kontekście katastrofy.
W grudniu 2010 roku Prokuratora Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie niszczenia wraku Tu-154M przez funkcjonariuszy rosyjskich; jedną z podstaw wniosku zawiadomienia o przestępstwie był materiał filmowy Telewizji Polskiej ze Smoleńska, przedstawiający cięcie wraku przez miejscowe służby.
1 kwietnia 2011 roku poinformowano, że prokuratura wojskowa wyłączyła z głównego śledztwa tzw. wątek odpowiedzialności osób cywilnych za organizację lotu. Śledztwo w tej sprawie zaczęła prowadzić Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.
Katastrofę zaczęła badać Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) powołana przez Ministerstwo Obrony Narodowej, badająca wypadki samolotów wojskowych, nieorzekająca o winie i odpowiedzialności za katastrofę. 18 stycznia 2011 roku KBWLLP ujawniła niektóre materiały dotyczące katastrofy na konferencji prasowej w kancelarii premiera, w tym część nagrań z wieży w Smoleńsku.
Śledztwo rosyjskie
10 kwietnia 2010 roku premier Władimir Putin zatwierdził skład specjalnej komisji rządowej do zbadania przyczyn katastrofy.
24 kwietnia 2010 roku wiceprzewodniczący rosyjskiej komisji rządowej, wicepremier Siergiej Iwanow, zadeklarował, że Rosja przekaże Polsce wszystkie dane dotyczące katastrofy, a 7 lipca 2010 roku oświadczył, że Rosja przekazała stronie polskiej wszystkie dostępne dokumenty dotyczące badań w sprawie katastrofy.
15 stycznia 2011 roku poinformowano, że w związku z zakończeniem prac Komisji Technicznej MAK rosyjska komisja rządowa zakończyła prace i jej materiały przekazano do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, który rozpoczął działalność również 15 stycznia 2011 roku (powstał on z przekształcenia Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej).
W czerwcu 2010 roku prokuratura rosyjska skierowała do Polski wniosek o przesłuchanie rodzin ofiar, a także osób, które odpowiadały za organizację wizyty i przygotowywały samolot do lotu.
2 sierpnia 2010 roku prokuratura rosyjska skierowała do Polski dwa wnioski prawne, zwracając się m.in. o informacje o przebywaniu postronnych osób w kokpicie samolotu, o odczyt zapisu rozmów w kokpicie przez polskich biegłych i o wykaz połączeń z pokładu maszyny w chwili podchodzenia do lądowania.
10 kwietnia 2010 roku powstała wspólna komisja rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i rosyjskiego Ministerstwa Obrony do zbadania przyczyn katastrofy.
12 stycznia 2011 roku MAK podczas konferencji prasowej upublicznił końcową wersję swojego raportu; tego samego dnia raport został przekazany stronie polskiej. Według tego raportu bezpośrednią przyczyną katastrofy były:
- brak decyzji załogi o udaniu się na zapasowe miejsce lądowania, pomimo że wielokrotnie i z różnych źródeł była informowana o złych warunkach pogodowych panujących na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. Warunki meteorologiczne były zdecydowanie gorsze niż minimalne pozwalające na lądowanie;
- zejście poniżej minimalnej wysokości nalotu (100m) mimo braku kontaktu wzrokowego z naziemnymi punktami odniesienia;
- brak reakcji i wymaganych działań na kolejne ostrzeżenia systemu TAWS;
- obecność w kokpicie maszyny dowódcy Sił Powietrznych RP, co w opinii psychologów i ekspertów lotniczych wywierało presję psychiczną na pilotów i podjęcie przez nich decyzji lądowania "za wszelką cenę" w warunkach nieuzasadnionego ryzyka.
Po rozpoczęciu śledztwa pojawiły się krytyczne głosy, że rząd polski wyraził zgodę na badanie katastrofy przez stronę rosyjską na podstawie Konwencji chicagowskiej z 1944 roku o lotnictwie cywilnym, a nie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie. Utworzono Ruch 10 Kwietnia, zainicjowany przez kilka organizacji społecznych i instytucji, domagający się powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy; Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010, skupiające część rodzin ofiar, zebrało ponad 300 tys. podpisów pod petycją w sprawie powołania międzynarodowej komisji. 25 maja 2010 roku grupa rosyjskich dysydentów, w tym Władimir Bukowski i Natalia Gorbaniewska, wyraziła zaniepokojenie przebiegiem śledztwa. W dniach 10–12 kwietnia 2010 roku czterej żołnierze rosyjskich Sił Powietrznych z lotniska Siewiernyj dokonali kradzieży pieniędzy z konta jednej z ofiar, Andrzeja Przewoźnika, posługując się jego kartami bankowymi znalezionymi na miejscu katastrofy. Zostali oni postawieni w stan oskarżenia i przyznali się do winy; odrębne śledztwa w tej sprawie prowadziły prokuratura polska i rosyjska przy współpracy polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ponadto rodziny ofiar lub ich pełnomocnicy zgłaszali zaginięcie niektórych cennych przedmiotów. Rodzina Janusza Kochanowskiego zwróciła uwagę na zaginięcie telefonu komórkowego (oddano jej jednak inne przedmioty, np. wizytówki). Pełnomocnik rodziny Szczygłów wskazał, że rodzinie nie zwrócono cennego zegarka Longines należącego do Aleksandra Szczygły (zachowały się natomiast m.in. paszport i klucze).
Hipoteza zamachu była jednym z wątków śledczych badanych przez polską prokuraturę wojskową; w próbkach pochodzących z miejsca katastrofy nie stwierdzono obecności bojowych środków trujących, materiałów wybuchowych i radioaktywności. Chociaż polscy śledczy wykluczyli możliwość zamachu przy użyciu broni konwencjonalnej, nie zrezygnowali z badania wersji śledczej o działaniu osób trzecich; analizowali m.in. możliwość wywołania zakłóceń w pracy samolotu przy użyciu nowoczesnych urządzeń technicznych. 1 kwietnia 2011 roku poinformowano, że polscy śledczy zakończyli badanie hipotezy zamachu, nie znajdując na to dowodów.
Reakcje po tragedii w Polsce oraz świecie
Po ukazaniu się pierwszych wiadomości o katastrofie przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie zgromadziły się tłumy ludzi. Składano kwiaty i wieńce, palono znicze, opuszczono do połowy flagę przed pałacem prezydenckim, odmawiano modlitwy; w wielu miastach rozpoczęły się msze w intencji ofiar katastrofy. W dniach 10-18 kwietnia w Polsce obowiązywała żałoba narodowa; w jej czasie w przeszło 60 polskich miastach odbyły się marsze pamięci w hołdzie ofiarom katastrofy, niekiedy wiążące się z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. W pogrzebie Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, który odbył się 18 kwietnia w Krakowie, uczestniczyło przeszło 150 tys. osób; uroczystość oglądało w telewizji ponad 13 milionów widzów. W wyniku katastrofy powstały nowe organizacje i inicjatywy społeczne.
Po katastrofie 23 państwa ogłosiły żałobę narodową, a wyrazy ubolewania oraz kondolencje zostały przesłane przez wiele państw świata i organizacji międzynarodowych. Ofiary uczczono także minutą ciszy podczas rozgrywek sportowych.
Reakcje przywódców i społeczeństwa rosyjskiego na katastrofę wywołały dyskusje na temat przyszłości stosunków polsko-rosyjskich.
Na terenie Polski i poza jej granicami powstały pomniki i tablice pamiątkowe upamiętniające ofiary katastrofy; w wielu miastach i miejscowościach posadzono dęby pamięci poświęcone ofiarom.
W Polsce i poza jej granicami powstały filmy dokumentalne poświęcone katastrofie ("Solidarni 2010", "Brief uit Polen" ("List z Polski"), "Mgła"), a także książki na ten temat, niekiedy wzbudzające kontrowersje.
P.S. ZBRODNIA KATYŃSKA
Decyzja o wymordowaniu ponad 20 tys. więzionych Polaków zapadła 5 marca 1940 r. Decyzję o dokonaniu zbrodni podjęło Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) na wniosek Ławrentija Berii. Jeńcy zostali grupowo uznani za winnych dywersji, szpiegostwa i kontrrewolucji. Pod wyrokiem śmierci dla kilkunastu tysięcy Polaków podpisał się Józef Stalin, Michaił Kalinin, Anastas Mikojan, Wiaczesław Mołotow i Kliment Woroszyłow.
Niecałe trzy tygodnie później Beria wydał rozkaz o „rozładowaniu” więzień w Baranowiczach, Brześciu, Drohobyczu, Lwowie, Łucku, Pińsku, Równem, Stanisławowie, Tarnopolu, Wilejce i kilku innych więzieniach, co faktycznie oznaczało wyrok śmierci dla tysięcy więzionych Polaków.
MW