W ostatnią sobotę listopada na Ukrainie obchodzony jest Dzień Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu. Sztucznie stworzona akcja bolszewicka w latach 1932–1933, wymierzona w ukraińskich rolników i chłopów przyczyniła się do około 8 mln ofiar.
Wielki Głód nie ominął także polskich wiosek na terenach obecnej Ukrainy, a także Kubania, który wówczas był ukraińskojęzycznym. Według oficjalnych danych statystycznych, na początku lat 30. na Ukrainie mieszkało ponad pół miliona Polaków. Historycy udowadniają, że ta liczba jest mocno zaniżona. Jednym z argumentów przytacza się sytuację z 1926 r. po przeprowadzeniu powszechnego spisu ludności. Protesty Polaków doprowadziły do uzupełnienia danych poprzez zorganizowanie spisu już polskiej ludności w 1927 r. Badacze apelują także do danych kościoła rzymsko-katolickiego z tego czasu. Obliczając wiernych na parafiach, mówi się o ponad 700 tys.
Nie wiadomo, ilu Polaków straciło życie w czasie Wielkiego Głodu. W opublikowanych w 1990 r. na Ukrainie dokumentach i materiałach, historyk Kulczycki podał odnalezioną w archiwach wzmiankę, że bolszewicy w 1933 r. odnotowali około 21 tys. zmarłych w polskich wsiach. Historycy udowadniają, że te liczby były dwa, a poniekąd i trzy razy zaniżone. W ostatnich latach na Ukrainie została wydana «Narodowa księga pamięci ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie». Każdy rejon i wieś, dotknięte głodem, został udokumentowany. Wersja elektroniczna jest dostępna w Internecie, co daje możliwość sprawdzenia miejscowości i nazwisk osób, mieszkających tu. Jednak, udało się zebrać tu około 800 tys. nazwisk, co stanowi 10% od ogólnej liczby zmarłych. Chociaż dane ukraińskich historyków nie wyszczególniają przynależności narodowej ofiar, jednak polskie nazwiska na tych listach przemawiają same za siebie. Wśród ocen liczby ofiar wśród Polaków padają różne dane. Ukraiński historyk Oleh Kałakura twierdzi, że było to 80 tys. Polaków, inni zaś udowadniają, że ponad 100 tys. naszych rodaków zamordowano śmiercią głodową. Autor niniejszego artykułu, tylko wśród ofiar odnotowanych w «księdze pamięci» w czterech obwodach: żytomierskim, winnickim, chmielnickim i kijowskim, naliczył około 10 tys. polskich nazwisk.
Sytuację w tych czasach można zilustrować na przykładzie danych i wspomnień z terenów Polskiego rejonu autonomicznego im. Juliusza Marchlewskiego. Procent Polaków w tym regionie był największy, a w wielu miejscowościach mieszkali tylko i wyłącznie nasi rodacy.
Teren rejonu stanem na 1930 rok stanowił 660 km kwadratowych. Według danych zawartych w artykule «Wobec 5-lecia rocznicy istnienia Marchlewszczyzny» w rejonie znajdowało się 43 szkoły, w tym 38 czterolatek, 3 siedmiolatki, 2 szkoły zawodowe. Na wsiach zorganizowano 22 świetlice, 4 kluby robotnicze, 1 dom tzw. «chłopski» i działało 69 bibliotek. Liczba rad wiejskich (polskich gmin) stanowiła około 40, a ludność wynosiła ponad 52 tys. osób. 71 % mieszkańców stanowili Polacy.
Jeszcze dziś w okolicach Żytomierza mieszkają świadkowie tej strasznej tragedii. Poniekąd w prasie ukraińskiej, a w ostatnich latach i w Polsce dziennikarze publikują ich relacje z tych lat i wspomnienia o zmarłych na ulicach i aktach kanibalizmu. Na Ukrainie można także znaleźć kilka artykułów naukowych na temat ofiar wśród Polaków w Wielkim Głodzie.
Wśród opublikowanych badań, na uwagę zasługuje dorobek naukowy historyka Henryka Strońskiego. W materiałach jego autorstwa znajdujemy wiele różnych danych, przedstawiających straszną skalę tragedii. Oto statystyka zmarłych w niektórych polskich wsiach:
Jednak opracowań naukowych jest wciąż za mało. I tu realizacja tego zadania powinna spocząć, w pierwszej kolejności, na barkach pracowników IPN. W ukraińskich archiwach znajduje się mnóstwo dokumentów, z pomocą których jeszcze można odtworzyć «stalinowskie piekło» w polskich wsiach.
W marcu 1933 r. sekretarz Marchlewskiego komitetu rejonowemu partii B. Marczewski skierował pod adres Kijowskiego komitetu obwodowego KP(b) U sprawozdanie, w którym zawiadamiał o ciężkiej sytuacji spożywczej w rejonie. «Niektóre rady wiejskie – pisał on – organizują kułackie prowokacje, podejmują gwałt o masowym głodzie, wysyłają w rejonowy komitet wykonawczy listy o 30–40 głodujących rodzinach na poszczególnych wsiach». Głód zmusza do kradzieży bydła i innej zwierzyny. We wsiach Szyjecka Buda, Wasyliówka, Olizarka «kułacy» agitowały głodnych rozdzielić nasienny fundusz. W Dranieckich Chatach z głodu umarło dziecko, które przeleżało pod łóżkiem 4 dnie. W Jabłonowce Marjanowskiej rady matka wygoniła z domu czterech głodnych dzieci, powiedziawszy: «Niech idą, gdzie chcą, nie mogę na nich patrzyć». Chłop Paszkowski w Ulanowce z głodu podpalił dom, sam spłonął, a jego dziecko uratowali mieszkańcy tej wsi. We wsi Dranieckie Chatki Dobrowolska z rozpaczy zabiła własnego syna, a jego mięso zjadła razem z córką, później zabiła i ją. Bez pomocy – zawiadamiał Marczewski – nie możemy rozwiązać żywnościowego problemu».
Miliony istnień ludzkich, które pochłonął Wielki Głód, a wśród nich polskie ofiary – to jedna z największych zbrodni reżimu stalinowskiego na bezbronnej ludności w XX wieku. Niestety, do dziś ta tragedia nie jest zbadana i prawie nie jest znana w granicach obecnej RP. Pamięć o nich powinna zostać wskrzeszona i pozostać w naszej historii jako przykład męczeństwa.
Jan MATKOWSKI