Wołodymyr Cybulko od młodości był rewolucjonistą. Z tego powodu został skreślony z listy studentów, a później miał wielu wrogów i przyjaciół. Był organizatorem projektów muzycznych, literackich i napisał ponad dziesięć książek poetyckich. Jest autorem esejów i tłumaczeń. Pełnił funkcję posła w Radzie Najwyższej Ukrainy i był doradcą Wiktora Juszczenki. Oto gość dzisiejszego wywiadu- specjalnie dla «Monitora Wołyńskiego».
– Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, wkroczył Pan do literatury nie tylko z oryginalnym słowem artystycznym, ale również zaprezentował Pan wyraźną politykę antyradziecką. Czy obecnie często jest wspominany ówczesny Pana „skandaliczny" występ na plenum Związku Pisarzy?
– «Wyraźną politykę antyradziecką», jak Pan mówi, zacząłem głosić jeszcze na początku lat osiemdziesiątych. Z tego powodu byłem nadzorowany, ale nieagresywnie – pracownicy przedstawiali się jako członkowie komsomołu i prosili matkę, aby porozmawiała ze mną na ten lub inny temat. Jednak w końcu wyrzucono mnie z uniwersytetu. Musiałem kontynuować studia w Rydze. Co dotyczy występów w związku – nie było to żadne bohaterstwo, a tylko próba zmienienia świadomości kolegów, żeby patrzyli na problemy bardziej realistycznie i przekroczyli granice wrogości międzygrupowej. Ta wrogość w związku istnieje dotychczas, ale nie posiada już tej wagi społecznej, którą miała wcześniej.
– Pragnął Pan zmienić literaturę ojczystą, nawet założył stowarzyszenie «Nowa literatura». Czy została zrealizowana chociaż połowa zaplanowanych projektów?
– Została zrealizowana. Z poróżnionych osób autonomicznych, stworzyliśmy placówkę dla realizacji projektów twórczych, nauczyliśmy kolegów pisać projekty do uzyskania grandów i z nich korzystać. Przeprowadzaliśmy konferencje, wydawaliśmy książki i czasopismo, prowadziliśmy rubryki w gazetach. W tym czasie tego brakowało. Moje wieczory twórcze odbywały się w dużych salach i gromadziły po kilka tysięcy widzów. W istocie «Nowa literatura» aprobowała cały współczesny zespół narzędzi promujący autora i książki. To według naszych wzorów zaczęli działać współcześni bohaterowie literaccy.
– Był Pan współorganizatorem interesujących, już legendarnych imprez artystycznych, odbywających się w całej Ukrainie: «Czerwona Ruta», «Zwichnięcie», «Wiatr ze Wschodu». One pragnęły obudzić Ukrainę od Lwowa do Doniecka. Proszę opowiedzieć o Pana reżyserskich i organizatorskich wysiłkach w tym kierunku.
– Ostatni projekt «Kobziarz-forever» odbył się w Kaniowie w 2005 roku. Obecny Prezydent Janukowycz, przygotowując rozporządzenie o obchodach 200-nej rocznicy Szewczenki, wspomniał też o moim projekcie. Wcale to nie dziwi, ponieważ to było niemożliwe – dotrzeć z podobnym projektem do urzędników kultury w czasie poprzedniego rządu deklarującego patriotyzm. Jednak teraz ten projekt się wznawia!
– Był Pan doradcą Wiktora Juszczenki. Czy on korzystał z Pana zaleceń? Dlaczego nie wszystko się udało «prezydentowi narodowemu» i dlaczego dzisiaj mówi się o nim jako o liderze, który nie potrafił w pełni wykorzystać swojej szansy?
– Dlatego że w Juszczence w pewnym momencie finansista zwyciężył polityka i on po prostu zaczął zarabiać. Zamiast politykiem został oligarchą, co w naszej sytuacji też jest kształtem polityki. Czy Juszczenko słuchał moich rad? Gdyby słuchał, byłby obecnie prezydentem. On bardzo szybko pozbył się wszystkich, którzy byli z nim w trudnych czasach i zgromadził wokół siebie złodziei i kłamców, co zresztą odbiło się na wyborach!
– Od czasu, kiedy trafił Pan do wielkiej polityki, Ukraina podobno prawie straciła pisarza Cybulka? Czy politykę i literaturę nie da się połączyć?
– Polityka i literatura są nierozłączne w Europie, tym więcej w Europie Środkowej. Po prostu stałem się bardziej ostrożny w publikacjach, w doborze słów, nie tak, jak wcześniej. Ale to wynika z doświadczenia, a nie z ostrożności. Obecnie nie wszystko wydaję, co piszę, ale, jak wiadomo, rękopisy nie płoną.
– Proszę opowiedzieć o swojej działalności jako tłumacza. Czy obecnie Pan nad czymś pracuje?
– Przetłumaczyłem izraelskiego poetę Tamira Greenberga. Dotychczas nie mogę pojąć, czy pozostała w tych wierszach chociaż część samego Greenberga, czy w ukraińskich tłumaczeniach mamy tylko samego Cybulkę?
– Do wielu Pana wierszy napisano muzykę i powstały piosenki. Z którymi artystami współpracuje się Panu najlepiej? Czy da się obecnie przetrwać, pisząc piosenki w języku ukraińskim?
– Przetrwać się da, tym bardziej, że muzyki dużo i jest różnorodna. Na ostatniej «Czerwonej Rucie» zabrzmiało kilka nowych piosenek. Lubię pracować najbardziej z «Pikkardijską Tercją» – w tym roku zespół obchodzi dwudziestolecie, piszę o nich książkę. Jednak nie wiem, czy zdążę z tym do koncertów jubileuszowych.
– Czy obecnie jest dla kogo tworzyć ukraińskojęzyczną poważną literaturę intelektualną? Bo wydaje się, że współczesnej ukraińskiej inteligencji jest jakby coraz mniej...
– Nigdy jej nie było dużo. Obecnie ważne jest nie samo pisanie tekstów dla kogoś, a wzajemna komunikacja, wspólna twórczość czytelnika i autora. Współczesny autor, do których siebie zaliczam, potrzebuje nie milczącego połykania jego tekstów, a dyskusji, z której powstaje prawda.
– Czy literatura ukraińskojęzyczna może z powodzeniem konkurować na europejskim rynku książkowym?
– Nie jest to rynkowa konkurencja i dzięki Bogu, że Europa nigdy wobec książki nie żywiła ambicji rynkowych, ale zawsze stosowała zasady zjawiska kulturalnego.
– Ostatnio Pana wpisy na blogach autorskich są aktywnie czytane i komentowane, ponieważ podejmuje Pan problemowe tematy naszego kraju. Chociaż obchodziliśmy dwadzieścia lat niepodległości Ukrainy, nadal grozi nam wielkie niebezpieczeństwo, zarówno w dziedzinie polityki zagranicznej, jak też wewnątrz kraju...
– Najważniejsze zagrożenie wewnętrzne – żeby ukraiński czynnik destrukcyjny nie stał się ślepym narzędziem w rękach wrogów ukraińskiej państwowości. Świat obecnie jest konkurencyjny i w tej konkurencji przetrwają najbardziej zjednoczone narody. Czytam komentarze do swoich blogów i publicystyki i mogę stwierdzić, że diagnoza obecnego stanu narodu nie jest pocieszająca. Jednak jądro narodowościowe hartuje się i zdobywa doświadczenie, dlatego uważam perspektywy Ukrainy za dość atrakcyjne. Niektórzy próbują adaptować osoby o świadomości radzieckiej do świata wolności – nie trzeba, są to tylko dodatkowe tragedie. Oni sami po sobie odchodzą i zadaniem narodowości przyszłości, narodu ukraińskiego jest nie zachowywać się drapieżnie. W istocie, budując przyszłość, powinniśmy zacząć od hospicjum dla przeszłości. Przeszłość ta mijała po kolana w krwi, niechajże teraz odchodzi w białych salach lekarskich. Bardziej na tym skorzystamy, niż byśmy stali się drapieżnikami wobec naszej przeszłości. Nic by wtedy zmienić się nie udało. Na tym polega nasza narodowa identyfikacja , w odróżnieniu, na przykład, od Rosjan.
– Bardzo dziękuję za rozmowę!
– Bardzo dziękuję za podziękowanie!
Rozmawiał Wiktor JARUCZYK,
zdjęcie: www.tsybulko.kiev.ua