Tetiana Miałkowska – malarka, kierownik studia plastycznego dla dzieci „Piaternia” oraz parafialnego studia plastycznego w łuckim klasztorze Wasylija Wielkiego.
– Stary rok żegnaliśmy życzeniami, aby wszystko, co złe pozostało w starym roku, a wszystko co dobre, przeszło do roku nowego. Co Pani wzięła ze sobą w nowy rok?
– Wystawę ikon na szkle, które pojawiły się w parafialnej szkole plastycznej w łuckim klasztorze Wasylija Wielkiego. Autorami prac były dzieci i młodzież z organizacji praktykujących świadomych chrześcijan „Ukraińska Młodzież – Chrystusowi”.
– W tej szkole uczą się tylko grekokatolicy, czy są też przedstawiciele innych konfesji?
– Nie akcentujmy na tym, że muszą być tylko grekokatolicy. Jest to praca charytatywna i w szkole co niedzielę mogą się uczyć bezpłatnie dzieci różnych konfesji.
– Malowaliście ikony na szkle? Ale przecież takie ikony nie są charakterystyczne dla Wołynia...
– Ikona na szkle to dzieło specyficzne i nie można powiedzieć, że u nas na Wołyniu takich nie było. Najczęściej można je spotkać na Ukrainie Centralnej, na Huculszczyźnie, w Galicji, na Łemkowszczyźnie.
– Kto zrealizował projekt?
– Nad projektem pracowała cała grupa. Ja byłam kuratorem, pełniłam funkcje organizacyjne. Warsztaty prowadziła ikonopisarz Halina Czernysz, która maluje obrazy sakralne na szkle. 40 ikon, namalowanych przez uczniów eksponowane były w cerkwi greckokatolickiej oraz w prawosławnych cerkwiach Łucka, następnie odbyła się wielka prezentacja prac oraz Katalogu na Akademii Ostrogskiej. Wystawa została otwarta na święta wielkanocne w 2011 roku. Obecni byli na niej przedstawiciele 5 różnych konfesji, znawcy sztuki, krajoznawcy, historycy, przewodniczący Związku Malarzy w obwodach wołyńskim i rówieńskim, malarze i studenci. Ekspozycję otworzył rektor Akademii. W Ostrogu prace były eksponowane przez dwa miesiące. Następnie zbiory zostały przewiezione na Litwę i pokazane w klasztorze greckokatolickim w Wilnie, w świątyniach greckokatolickich, w konsulacie ukraińskim, Naukowej Bibliotece Wilna i w jednej z galerii. Potem wystawę eksponowano w Polsce.
– Dlaczego akurat Litwa?
– Litwa to bardzo artystyczny kraj, cenią tam różne rzemiosła ludowe. Litwini bardzo lubią wycinanki, ręcznie robione zabawki, tkactwo czy ceramikę. Ten kraj jest czymś podobny do Polesia. Ale charakterystyczny dla niego jest także achromatyzm, powściągliwość, dużo grafiki, wycinanki są bardziej lakoniczne – białe, biało-szare. Natomiast nasze ikony są kolorowe, jaskrawe, podobne do pisanek czy haftowanych koszul. Dlatego prezentacja wydała się Litwinom bardzo egzotyczną. Otrzymaliśmy wiele pozytywnych opinii.
– Co ich zainteresowało?
– Chrześcijaństwo w ukraińskim ludowym rozumieniu. Ludowa ikona na szkle – to swoisty dialog z Bogiem. Każdy może ją sobie namalować dla siebie i nie ma w tym nic złego.
– Takie dzieła są uznawane za ikony? Można je poświęcić?
– Pytanie dość prowokacyjne i odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Modlimy się nie do ikony, a do Boga. Poświęcić można nawet „Snickers” na Wielkanoc i z wiarą go zjeść. Są pewne ludowe ikony, które mogą zostać poświęcone i ich miejsce w świątyni, a nie tylko w muzeach czy domach.
– Kiedy odbyła się wystawa w Polsce?
– Wiosną i latem 2012 roku. Najpierw zrobiliśmy swoją wystawę. Kiedy ją eksponowaliśmy, przeprowadziliśmy warsztaty w Chełmie dla polskich dzieci i dorosłych. Było dwie 20-osobowe grupy. Wkrótce do naszych prac dołączono jeszcze 40 polskich ikon. Wówczas urządziliśmy wspólną wystawę w dwóch salach, w których można było zobaczyć drogę ikony, dostrzec zmiany, którym ulegała. Ikony pogranicza są podobne i jednocześnie różnią się, ponieważ zmieniały się granice, a święci, obrządki, wydarzenia, apostołowie – wszystko to pozostawało bez zmian.
– Ukraina, Litwa, Polska... Taka trójwymiarowość to próba odrodzenia wspólnej przestrzeni kulturalnej Pierwszej Rzeczypospolitej?
– Po pierwsze, Polska i Litwa to sąsiedzi, a po drugie, mają wspólne tematy. W Polsce ikona (na szkle malowana) jest już tradycyjna. Ciekawi byliśmy nie tylko demonstracji naszych prac, ale też chcieliśmy sięgnąć po warstwy kulturowe pogranicza, zbadać ludową ikonę, ożywić, uzupełnić i poszerzyć nasz projekt.
– Jaka była jesienno-zimowa wystawa w Warszawie?
– Program w Warszawie przewidywał 2,5 godziny warsztatów w Domu Kultury dla dzieci ukraińskich i polskich, dla społeczności greckokatolickiej i dla Ukraińców w Warszawie. Na warsztatach obecni byli prawosławni i grekokatolicy. Polską część wystawy otwierał Ryszard Karczmarski. Nasze warsztaty odbywały się w jego studiu i galerii w Chełmie. Wystawa otrzymała wsparcie Ambasady Ukrainy w Polsce, a także Konsulatu Generalnego Ukrainy w Lublinie i Konsulatu Generalnego RP w Łucku. Na wystawie obecni byli autorzy z Polski i Ukrainy. Warsztaty prowadziła Halina Czernysz, ja oraz Serhij Korsaj. Asystentką, tłumaczką i uczestnikiem wystawy ze strony ukraińskiej była Anna Sawicka.
– Potrzebowaliście tłumacza?
– Warsztaty dla polskich dzieci prowadziliśmy po polsku, wykorzystując ukraińskie słówka. Po 15-20 minutach dzieci już rozumiały te słowa. W Warszawie jeden chłopczyk, który był zachwycony całą tą imprezą i Ukrainą, pytał, jak będzie po ukraińsku „Boże Narodzenie”, co mamy na Boże Narodzenie takiego, czego nie ma u nich, co to jest „kutia”. Półtorej godziny nie odchodził od nas, zresztą jak i inne dzieci. Opowiadaliśmy im, co to jest diduch, kutia, Wodochreszcze (Chrzest Pański). Opowiadaliśmy o tym, że kąpiemy się w styczniu w przeręblach. W ciągu dwóch godzin, poznali część ukraińskiej kultury.
– Mówiła Pani o zainteresowaniu i wsparciu ze strony polskich i ukraińskich Konsulatów oraz Ambasad.
– Przedstawiciele ukraińskiej Ambasady, przyszli na wystawę 14 grudnia i byli zdziwieni skalą przedsięwzięcia. 10 stycznia b.r. w Ambasadzie Ukrainy w Polsce, została otwarta jeszcze jedna wystawa, na której są eksponowane wybrane dzieła. Na otwarciu byli obecni przedstawiciele Ambasady, dziennikarze, wykładowcy, przedstawiciele prawosławnej cerkwi, Ambasador Ukrainy w Berlinie i Konsul Ukrainy w Lublinie. W lutym wystawa zostanie przewieziona do Lublina.
– Czyli jest to wystawa-wizytówka. Czy wszyscy chętni mogą ją obejrzeć?
– Wystawa nie jest dostępna dla wszystkich, dlatego że znajduje się nie w prywatnej galerii czy w muzeum, gdzie mogliby wszyscy ją zobaczyć. Znajduje się na terenie Ambasady. Ale wszystkie delegacje, pracownicy i każdy Ukrainiec, mieszkający w Polsce, może ją odwiedzić.
– Prowadziła Pani w Warszawie warsztaty dla pracowników ukraińskiej ambasady i ich dzieci. Czy było zainteresowanie takimi zajęciami?
– Brakowało nam nawet materiałów, bo chętnych okazało się znacznie więcej, niż przewidywaliśmy.
– Czy nie odniosła Pani wrażenia, że takie zajęcia dla pracowników Ambasady, były jedynie rozrywką i urozmaiceniem „nudnego” życia dyplomaty? Pani zdaniem, pracownicy Ambasady szukali jakiejś ciekawostki z powodu ciekawostki w nudnym życiu dyplomaty?
– To było po pracy, oni mogli też pójść do domu, ale zostawali. Przed warsztatami modlili się. Istnieje specjalna modlitwa do Świętego Łukasza, którą czytają przed pisaniem ikon. Ci, który nie mogli uczestniczyć ze względu na różne przyczyny czy obowiązki, czasem przychodzili i podglądali, żeby potem sobie coś namalować. Dostałam od Ambasady także zaproszenie, aby przywieźć wystawę pisanek i przeprowadzić warsztaty dotyczące malowania pisanek przed Wielkanocą.
– Pomaga Pani placówkom dyplomatycznym w realizacji polityki zagranicznej...
– Można tylko się cieszyć, jeżeli kultura i sztuka są częściami polityki międzynarodowej. Nie byliśmy gotowi pracować bez moralnego i finansowego wsparcia. Dlatego jesteśmy wdzięczni Konsulatowi, który pomógł z transportem sprzętu przez granicę. Wdzięczni jesteśmy też polskiej stronie, która uprzejmie nas gościła.
– Kto was wspiera na Wołyniu?
– Tylko cerkiew i my sami. Ten projekt finansowaliśmy sami. Klasztor dał 10 tys. hrywien na Katalog i materiały. Część środków dostaliśmy z licytacji niektórych prac.
– Co Pani przeszkadza, mówiąc w sposób symboliczny, w budowaniu własnego Domu i Kraju?
– Mnie przeszkadzają agresja, brak tolerancji i nihilizm prawniczy w państwie. Bardzo chciałabym jednego – żeby łączyli się patrioci, ludzie mądrzy, którzy gotowi są rozwijać gospodarkę w oparciu o kulturę. Mamy bardzo bogatą duchowość i kulturę, dużo utalentowanych dorosłych i dzieci. Ale tego nikt nie ceni. Tym projektem chciałabym zwrócić uwagę na kilka rzeczy: na Ukrainę, jako państwo oraz na nasze wspólne sąsiedzkie bogactwo historyczne i kulturowe.
Rozmawiał Walenty WAKOLUK