Przez dwa dni uczniowie Szkoły Polskiej w Kowlu mieli okazję sprawdzić w praktyce poziom swojej znajomości języka polskiego, posłuchać wspaniałych opowiadań przewodniczki z Lublina pani Lidii Wojtkowiak-Szuby o miastach, ludziach, przedmiotach, kościołach.
W ciągu tego półrocza nauki szkolnej uczniowie Szkoły Polskiej w Kowlu odbyli drugą już wycieczkę do Polski. Tym razem podążyli szlakiem literackim i szlakiem króla, który «zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną» – Kazimierza Wielkiego.
Wczesnym rankiem, już o godzinie 7.00 zwiedziliśmy Chełm – miasto położone na glebach kredowych i wyróżniające się bogatą historią na styku trzech kultur: polskiej, ukraińskiej i żydowskiej.
Chełm to stolica historycznej ziemi chełmskiej. Istnieje wiele wersji etymologii nazwy miasta, w tym także wskazująca na korzenie celtyckie. Jednak najbardziej prawdopodobne jest pochodzenie od starosłowiańskiego słowa «cholm» (wzgórze), odnoszącego się do centralnego wzniesienia Góry Chełmskiej.
Obejrzeliśmy Plac Łuczkowskiego wraz z pozostałościami dawnego ratusza i kamienic oraz zrekonstruowaną studnię miejską, Kopiec Niepodległości na Wysokiej Górce – wczesnośredniowiecznym grodzisku z drewnianym krzyżem i cmentarz prawosławny. W Kościele Rozesłania św. Apostołów w Chełmie, który jest zabytkiem klasy zerowej, podziwialiśmy polichromie Józefa Mayera oraz obrazy Szymona Czechowicza. Nie było dane wejść nam do podziemi kredowych, gdyż zawitaliśmy tu zbyt wcześnie.
W Pałacu Małachowskich odwiedziliśmy muzeum drugiego wybitnego polskiego pisarza Bolesława Prusa i fotografowaliśmy się na jego ławeczce przed pałacem. Tutaj mogliśmy kupić wiersze poetki Czesławy Dąbrowskiej-Boydy poświecone Katyniowi, tragedii Smoleńskiej i zawierające wiersze mówiące o walce z komunizmem oraz tomiki wierszy poświecone Nałęczowowi. W Parku Zdrojowym widzieliśmy także Stare Łazienki i siedzieliśmy na wielkim rowerze. Na takim właśnie uczył się jeździć Bolesław Prus.
W Nałęczowie bywali i tworzyli też inni pisarze i poeci polscy: Zofia Nałkowska, Henryk Sienkiewicz, Stanisław Przybyszewski, Stanisław Witkiewicz, Michał Elwiro Andriolli, Ewa Szelburg-Zarembina.
Widzieliśmy też willę Oktawię z 1880r., która należała do żony Stefana Żeromskiego – Oktawii.
Z Nałęczowa od razu pojechaliśmy do Albrechtówki, skąd zaparł nam dech w piersiach piękny widok na zamek w Janowcu, Wisłę i stary wiatrak. Jest to jeden z najładniejszych punktów widokowych na Wisłę. Miejsce, w którym na pewno można siedzieć bez końca. Warto było dla takiego widoku iść przez błotnistą drogę.
Następnie podziwialiśmy architekturę Kazimierza Dolnego. Początki tej osady sięgają XI wieku. W 1181 roku Kazimierz Sprawiedliwy przekazał ją norbertankom z podkrakowskiego Zwierzyńca. To one zmieniły nazwę osady na Kazimierz. Założenie miasta oraz budowę zamku obronnego legendarnie przypisuje się Kazimierzowi Wielkiemu.
Najpierw obejrzeliśmy kościół farny św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja – zbudowany w latach 1586-1589 z organami w modrzewiowej oprawie z 1620 r., jednymi z najstarszych w Polsce, z renesansowym popiersiem Mikołaja Przybyły i chrzcielnicą z warsztatu Santi Gucciego.
Potem widzieliśmy ruiny zamku górnego i dolnego oraz kamienice z ok. 1615 r. należące do braci Przybyłów: Pod Świętym Mikołajem i Pod Świętym Krzysztofem. Zrobiliśmy zdjęcie przy studni, przy choince i w saniach św. Mikołaja. Część grupy weszła na górę Trzech Krzyży, a część kupowała pamiątki na rynku.
Wieczór i nocleg spędziliśmy w starym, pięknym Sandomierzu zwiedzając Bazylikę Katedralną Narodzenia NMP i Stary Rynek z gotyckim ratuszem z szopką bożonarodzeniową i pięknie oświetloną choinką.
Rano zwiedziliśmy resztę zabytków: przeszliśmy wspaniałym lessowym wąwozem św. Jadwigi, przeszliśmy Podziemną Trasą Turystyczną «Lochy Sandomierskie» biegnącą pod ośmioma kamienicami i usłyszeliśmy legendę o Halinie Krępiance, która przechytrzyła Tatarów w czasie najazdu w XIII wieku. Podziwialiśmy także Bramę Opatowską – gotycką bramę wjazdową do miasta.
Lublin był ostatnim miastem na naszej mapie zwiedzania. Dowiedzieliśmy się, żenazwa miasta pochodzi od nazwy osobowej Lubla utworzonej od staropolskiego imienia Lubomir, poprzez dodanie dawniej pieszczotliwego przyrostka -la.
Widzieliśmy pomnik Unii Lubelskiej, pomnik Józefa Piłsudskiego, pomnik poświęcony Konstytucji 3 Maja. Następnie zwiedziliśmy Bazylikę Dominikańską z relikwiami Krzyża Świętego i Archikatedrę Lubelską, a w niej słynny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który 3 lipca 1949 zapłakał krwawymi łzami i był powodem wielkiego problemu dla władz komunistycznych.
Obejrzeliśmy też korowód bożonarodzeniowy, zabytkowe kamienice, w tym Kamienicę Poetów i dowiedzieliśmy się, że tu w Lublinie zmarł po procesie sądowym Jan Kochanowski, jeden z najwybitniejszych poetów polskich.
Podziwialiśmy pięknie oświetlony Lubelski Zamek, odnowiony Teatr Stary, diabelski kamień, który przynosi pecha, szopkę bożonarodzeniową. Mogliśmy sobie zrobić zdjęcia ze św. Mikołajem i dostać od niego słodycze. Zapaliliśmy długie «zimne ognie», które dostaliśmy od organizatorów korowodu bożonarodzeniowego. Wypiliśmy też gorącą czekoladę w kawiarni „U Szewca».
Późną nocą wróciliśmy do domu do Kowla pełni wrażeń, cudownych wspomnień i obiecaliśmy sobie, że na pewno wrócimy jeszcze do pięknych miejsc, jakich w Polsce już widzieliśmy wiele.Zadaniem z tej podroży ma być przygotowanie ciekawej pracy o zabytkach w formie reportażu, prezentacji, rysunków, wierszy i opowiadań.
Wiesław PISARSKI