W warunkach rosyjskiej inwazji na Ukrainę próbowaliśmy dowiedzieć się, czym żyją Polacy z Łucka w czasie wojny. Rozmawialiśmy z prezesami tych polskich towarzystw w mieście, z którymi udało nam się skontaktować.
Walenty Wakoluk, prezes Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, na pytanie, czym obecnie żyją Polacy mieszkający na Wołyniu, powiedział: «Wydaje się, że na Ukrainie nie ma teraz Polaków, Ukraińców, Białorusinów, Rosjan czy Żydów – nie ma żadnych narodowości. Teraz każdy z nas jest obywatelem Ukrainy oraz obywatelem jednej dużej wspólnoty europejskiej. Reagujemy, podobnie jak reszta świata, z niepokojem i niedowierzaniem, że do czegoś takiego może dojść w XXI wieku. Nie ma innej odpowiedzi niż ta, że musimy walczyć».
Jak relacjonuje rozmówca działalność Stowarzyszenia faktycznie została zawieszona. Przez cały czas pandemii COVID-19 do niedawna lekcje języka polskiego były prowadzone przez nauczycieli w trybie zdalnym. Kilka starszych osób wyjechało za granicę, do swoich dzieci, ale większość członków łuckiego oddziału Stowarzyszenia pozostaje w mieście. Oczywiście część mężczyzn została zmobilizowana do Sił Zbrojnych, są też tacy, którzy zaciągnęli się do Obrony Terytorialnej. Członkowie SKP włączyli się w pomoc armii ukraińskiej: zbierają żywność, lekarstwa, udzielają wszelkiej możliwej pomocy finansowej.
Pytany, czy członkowie organizacji potrzebują pomocy, Walenty Wakoluk powiedział: «Potrzebują pomocy starsi ludzie, zwłaszcza ci, którzy są w szpitalu. Na przykład w naszym Stowarzyszeniu jest osoba, która od dłuższego czasu zmaga się z powikłaniami pocowidowymi. Kiedy zostanie przeniesiona ze szpitala, będziemy pomagali».
Switłana Zińczuk, prezes Wołyńskiego Zjednoczenia Nauczycieli Polonistów na Ukrainie im. Gabrieli Zapolskiej, na pytanie, czy Zjednoczenie jest nadal aktywne, odpowiedziała: «Póki Viber działa, nadal komunikujemy się i korespondujemy. Oczywiście nie możemy się spotkać». Większość zespołu to kobiety. Według rozmówczyni, żaden z członków Zjednoczenia nie wyjechał za granicę. Pani Switłana jako powód podała niechęć do opuszczenia rodziców i starszych krewnych. Wiele osób w podeszłym wieku, mimo możliwości wyjazdu, chce pozostać w swoim rodzinnym mieście.
Nina Poremska, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej imienia Tadeusza Kościuszki, obiecała porozmawiać z nami później.
Anatol Olich