Dużo dyskusji wywołuje ostatnio problem dostarczenia polskich samolotów na Ukrainę. Słychać o tym w ukraińskich mediach. Pojawia się zadra w polsko-ukraińskich relacjach… Jednocześnie niemal bez echa, przechodzi, sprawa polskich, ręcznych zestawów przeciwlotniczych «Piorun».
Po pierwsze, chciałbym zaznaczyć, że rosyjski atak na Ukrainę odbieram niemal osobiście, a terroryzowanie cywilów ostrzałem i bombardowaniem, uważam za przejaw skrajnego barbarzyństwa. Pamiętajmy jednak, że owe rosyjskie działania, to w dużej mierze broń rakietowa i klasyczna artyleria. W tej sprawie lotnictwo miało do tej pory, znaczenie drugorzędne.
Całkowicie rozumiem ukraińskie żądania «zakrytego nieba» i pomocy w postaci polskich samolotów (w dodatku startujących z polskich lotnisk), ale jest to sposób na wciągnięcie krajów NATO do bezpośredniej interwencji. Czy powinna ona mieć miejsce? Przemilczę, zwrócę jednak uwagę na pewien fakt; Obecnie około miliona ukraińskich obywateli (w większości kobiet i dzieci) znalazło w Polsce bezpieczne schronienie. Ewentualne poszerzenie konfliktu na Polskę, to (z ukraińskiego punktu widzenia) zagrożenie także dla nich…
Nie tylko dla Polski i całego świata, ale i dla Ukrainy, przerodzenie się konfliktu w wojnę jądrową, byłoby apokaliptyczną katastrofą. Konieczne działania, przypominają więc przepłynięcie między Scyllą i Charybdą – pokonać najeźdźcę, ale tak, żeby z jednej strony zginęło jak najmniej niewinnych, a z drugiej, aby nie doszło do nuklearnej hekatomby (w razie której, ważnymi celami, byłyby dla Rosji także heroicznie bronione ukraińskie miasta).
My Polacy wielokrotnie zostawaliśmy sam na sam z wrogiem. Świat nam współczuł i nic więcej. To polskie doświadczenie świetnie opisał Zbigniew Herbert:
«Tedy wieczorem uwolniony od faktów mogę pomyśleć
O sprawach dawnych dalekich na przykład o naszych
Sprzymierzeńcach za morzem wiem współczują szczerze
Ślą mąkę worki otuchy tłuszcz I dobre rady
Nie wiedzą nawet że nas zdradzili ich ojcowie
Nasi byli alianci z czasów drugiej apokalipsy
Synowie są bez winy zasługują na wdzięczność więc jesteśmy wdzięczni
Nie przeżyli długiego jak wieczność oblężenia
Ci których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni»
A w innym miejscu:
«A potem tak jak zawsze – łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami»
Rozumiemy Was, przyjaciele. Egoizm świata doprowadził, kilkadziesiąt lat temu do zniszczenia naszej stolicy (mojej Warszawy…) . Zginęło wtedy ok. 200 000 cywilów… W kościele do którego chodzę, nigdy nie odgruzowane podziemia, wciąż kryją ciała ofiar z tamtych wydarzeń…
Ukraina nie jest sama. Ma to, czego my nie mieliśmy nigdy w naszych biedach – długą granicę z przyjaciółmi (bliskimi przyjaciółmi). Jest to granica bezpiecznej ucieczki, ale też wielkiej pomocy, w tym wojskowej (Ech: ile byśmy my za to dali w 1831, 1863, 1939, 1944 roku…).
Nie zdradzam tajemnic – można to przeczytać na Wikipedii: Na Ukrainę trafiły polskie ręczne zestawy przeciwlotnicze «Piorun». Jest to broń (w swoim typie) najlepsza na świecie! («Pioruny» zakupiły od nas również siły zbrojne USA). Zważywszy cel, czyli zabezpieczenie Ukrainy przed terrorystami z czerwoną gwiazdą na kadłubach «Pioruny» są idealne.
Energia ukraińskich publicystów i wpływy ukraińskich polityków, powinny być skierowane za Odrę. To stamtąd płyną bowiem sygnały o blokowaniu integracji Ukrainy z UE i NATO. To tam zablokowano możliwość poszerzenia bankowych sankcji, to z tamtejszych magazynów napływa sprzęt pamiętający ostatnie lata komunizmu i będący de facto rezultatem wietrzenia wojskowych magazynów.
Garść polskich MIGów nie zmieni losów wojny (chyba, że z góry zakładamy, że jest to sposób na wciągnięcie Polski do wojny). Przenośne Przeciwlotnicze Zestawy «Piorun», użyte odpowiednio i w dużej ilości, mogą mieć o wiele większe znaczenie. Życzę celnego oka ich operatorom i oczyszczenia nimi ukraińskiego nieba z grasujących po nim bandytów.
Robert Czyżewski,
dyrektor Instytutu Polskiego w Kijowie