Z okazji jubileuszowego, 20. sezonu łucki teatr «Harmyder» rozpoczął cykl czytań performatywnych. Jako pierwszy aktorzy czytali dramat «Senat szaleńców».
12 listopada w łuckiej przestrzeni artystycznej «Kulturowy schron» odbyło się czytanie jednej z najwybitniejszych sztuk Janusza Korczaka «Senat szaleńców».
«Harmyder» nie wystawiał tego dramatu filozoficznego od 2016 r. Po raz pierwszy został pokazany na scenie teatru w 2012 r. przy wsparciu Konsulatu Generalnego RP w Łucku. Spektakl wyreżyserowała Rusłana Porycka.
Z okazji 20. sezonu aktorzy teatru «Harmyder» postanowili przypomnieć widzom swoje spektakle, które wcześniej były w ich repertuarze, ale w tej chwili zostały zawieszone lub z pewnych powodów nie mogą być wystawiane. Jednym z takich spektakli jest sztuka Janusza Korczaka.
«Janusz Korczak to wielki człowiek, polski pisarz, lekarz i wychowawca w sierocińcu, pedagog, który realizował się w wielu dziedzinach. Jego sztuka została napisana prawie 100 lat temu, ale niestety bardzo przypomina naszą rzeczywistość. Jest ponadczasowa» – powiedziała Rusłana Porycka.

Przygotowania do czytania trwały zaledwie tydzień. W teatrze zaznaczają, że był to rodzaj eksperymentu. Aktorzy mieli na sobie białe koszule, które po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji podarował im nieznany mężczyzna.
«Przyszedł, dał nam stos tych białych koszul i powiedział: «To dla was, dla waszego teatru». Pomyślałam wtedy: po co nam ich aż tyle? A teraz bardzo się przydały, gdyż dopełniają całość» – wspominała reżyserka.

Przed spektaklem widzowie wpłacili darowiznę na cele charytatywne. Wszystkie pieniądze zostaną przekazane Serhijowi Panasowi, aktorowi teatru «Harmyder», który obecnie broni nas w na kierunku kupiańskim.

Po czytaniu każdy chętny mógł podzielić się swoimi przemyśleniami na temat człowieka, życia i śmierci, gry aktorów, a także po prostu porozmawiać i podzielić się swoimi emocjami.
«Chodzi nie o grę aktorską, tylko o autentyczność. Wydawało mi się, że każdy, kto przemawiał dziś na scenie, zdołał przeżyć, wydobyć kawałek tego szaleństwa gdzieś z głębi siebie. Ogólnie rzecz biorąc, to nie jest historia o tym, że sztuka ma się spodobać widzowi. To historia o czymś, co cię dopadło i musisz z tym żyć i stawić temu czoło. To nie jest historia, którą musisz polubić, lecz ona musi cię dotknąć. I tak się stało» – powiedziała jedna z pań na widowni.




Tekst i zdjęcia: Anastazja Basałka