Dzieci przesiedleńców z obwodów ługańskiego, donieckiego i chersońskiego, które obecnie mieszkają na Wołyniu, odwiedziły Polskę. Wyjazd odbył się dzięki wsparciu «Caritas-Spes Łuck», organizacji charytatywnej działającej przy parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła, Krajowego Biura «Caritas-Spes Ukraina» oraz Caritas Polska.
Przez dwa tygodnie 49 dzieci przebywało w Polsce. Gościł je Ośrodek Wypoczynkowo-Rehabilitacyjny Caritas w Myczkowcach na Podkarpaciu.
Wyjazd miał na celu zapewnienie wsparcia psychologicznego i wypoczynku dzieciom, które z powodu wojny opuściły swoje domy. Wśród nich było dwoje dzieci, które nadal mieszkają w obwodzie charkowskim i po wycieczce powróciły do domu.
Moi rozmówcy, Kyryło i Ela, którzy akurat powrócili z Myczkowiec, powiedzieli, że organizatorzy zadbali o to, by dzieci się nie nudziły, więc harmonogram był dość napięty. Codziennie budzili się o siódmej rano. Po śniadaniu brali udział w licznych zajęciach: rysowali plakaty, lepili z plasteliny, wędrowali, robili motanki. «Każdy nowy dzień różnił się od poprzednich» – zaznaczyli oni.
«Najbardziej pamiętam wycieczkę do parku wodnego i rejs statkiem. Czasami po kolacji mieliśmy dyskoteki» – powiedział 11-letni Kyryło.
Eli podobała się wycieczka w góry i spotkanie z ojcem Stanisławem Mańskim, kapłanem z Polski, który od 20 lat mieszka w Ukrainie i obecnie jest proboszczem w kościele Świętego Jana Chrzciciela w Starokonstantynowie. «Bardzo dobrze zna język ukraiński, dlatego organizuje takie spotkania z młodzieżą. Byli nim zachwyceni, ponieważ jest bardzo pozytywną osobą, od której można nauczyć się wielu rzeczy» – powiedziała Wira, pracownica «Caritas-Spes Luck».
Nie nudzili się nawet wtedy, gdy padał deszcz. Dzieci ze starszej grupy wiekowej (12+) miały okazję do obejrzenia oscarowego amerykańskiego dramatu «Stowarzyszenie Umarłych Poetów» o nauczycielu języka angielskiego i literatury, który rozbudził w swoich uczniach zainteresowanie poezją. Młodszej grupie wiekowej pokazano kreskówki o polskiej przyrodzie, na przykład o Bieszczadach, w których położone są Myczkowce.

Uczestnicy wycieczki dowiedzieli się więcej o faunie tego regionu, oglądając prezentację ze zdjęciami zwierząt i odwiedzając rezerwat. Tutaj zobaczyli żubry swobodnie wędrujące zaledwie sto metrów od nich, a także inne zwierzęta, których w tym regionie jest mnóstwo, zachowała się tu bowiem niemal nietknięta przyroda z niedźwiedziami, rysiami, wilkami, lisami, borsukami i szopami.


Moi rozmówcy wspominali również o przejściu koroną zapory. Na prośbę koordynatora ze strony polskiej każdy z nich znalazł po dwa kamyki do pomalowania. «Przywiozłem ten kamyk ze sobą i teraz przypomina mi o mojej pierwszej podróży za granicę» – powiedział Kyryło.
«Bałam się go puścić. Nigdy nie byliśmy za granicą, mój syn pojechał jako pierwszy z nas. Ale podobało mi się, że wyjeżdża z kraju, w którym codziennie słychać alarmy, do spokojniejszego. To był jego pierwszy obóz, więc chciałam zobaczyć, jak będzie się czuł. Ma 11 lat i to jego pierwsze doświadczenie samodzielności. Bardzo się cieszę, że opiekunowie zawsze byli przy nim, wysyłali zdjęcia i nagrania wideo. Zawsze mogłam zadzwonić i zapytać, co u niego słychać. Na początku było mu ciężko, chciał do domu, ale w końcu się oswoił» – mówiła Anastasija, matka Kyryła.
Dzieciom w podróży do Polski towarzyszyło pięciu opiekunów z Ukrainy, m.in. Tetiana Zołotopup, prezes Fundacji «Ługańszczyzna w działaniu». Ta organizacja regularnie przygotowuje warsztaty dla przesiedlonych dzieci, podczas których malują pierniki, robią mozaiki, plotą bransoletki dla wojskowych i przygotowują paczki. «Cały czas angażujemy dzieci, aby pomóc im zintegrować się i komunikować ze sobą» – dodała Tetiana.
Pod koniec pobytu w Myczkowcach dzieci otrzymały nagrody za udział w różnych zajęciach, utrzymywanie czystości w pokojach i wygrywanie konkursów. Każdy z uczestników kolonii powrócił do domu z plecakiem pełnym słodyczy i mnóstwem wrażeń z podróży do Polski.



Anastasija Basałka
Zdjęcia udostępnione przez autorkę