Łucczanie, którzy 14 sierpnia przyszli do «Pracowni Miasta» w Łucku, aby dowiedzieć się, jak redakcji «misto.media» przydarzyła się «wspaniała historia pt. «Karaimszczyzna», wzięli udział w rozmowie o Karaimach w Ukrainie, a w szczególności w Łucku i Haliczu, słuchali karaimskiej muzyki i poezji, a także delektowali się tradycyjnymi karaimskimi potrawami.
Projekt «Karaimszczyzna. Ci, którzy znikają», zapoczątkowany przez zespół redakcyjny «misto.media» i wsparty finansowo przez Unię Europejską w ramach programu «House of Europe», dobiegł końca, tworząc jednocześnie podwaliny pod nowe inicjatywy.
Tytułowa Karaimszczyzna to ziemie, na których książę Witold pozwolił osiedlić się Karaimom sprowadziwszy ich do Łucka w XIV wieku. Później nazwę tę zaczęto stosować w odniesieniu do ulicy, przy której mieszkali Karaimi – obecnej Karaimskiej.
Rozpoczynając projekt, w maju tego roku zespół redakcyjny «misto.media» udał się do Halicza, aby dowiedzieć się więcej o Karaimach. Tam poznali Nadię Wasylczuk z Muzeum Karaimskiej Historii i Kultury, które jest oddziałem Narodowego Rezerwatu «Dawny Halicz». 14 sierpnia w Łucku odbyła się prezentacja wyników projektu oraz publiczna rozmowa z Nadią Wasylczuk o Karaimach w Ukrainie i Muzeum, w którym pracuje.



«Czy pan może zrozumieć, co to jest naród umierający? Czy pan zechcesz choć na chwilę wniknąć w słowa tego, który przychodzi do ciebie, aby może jako jeden z ostatnich żyjących opowiedzieć ci historję narodu, co ongi był potężny, co ongi trudnił się szlachetnem rzemiosłem rycerzy? Pan wiesz, że w Łucku istniała niegdyś gmina Karaimów. (…) W imieniu wymierającego ludu proszę napisać coś o nas!» – te słowa Karaima z tekstu Juliana Podoskiego «Łuccy Karaimi» opublikowanego w 1925 r. na łamach «Życia Wołynia», odczytał na nagraniu wideo menedżer kultury Mykyta Moskaluk.
«Zostały napisane 100 lat temu. Znaleźliśmy je w książce «Karaimi na Wołyniu» Wołodymyra Szabarowskiego. Wydało się nam wtedy, że są skierowane do nas» – powiedziała kierowniczka projektu «misto.media» Ludmyła Jaworska.
Przez cztery miesiące «misto.media» opowiadało swoim czytelnikom o Karaimach, którzy w 2021 r. zostali uznani za jeden z trzech rdzennych narodów Ukrainy.
W ramach projektu «Karaimszczyzna. Ci, którzy znikają» ukazała się seria publikacji poświęconych m.in. historii łuckich Karaimów, ostatniej Karaimce z Łucka, łuckiej kenesie, ulicy Karaimskiej, czasopismu «Karaj Awazy» oraz łuckim potrawom karaimskim.
Jednak zespół, który go realizował, nie poprzestał na tym. Dzięki projektowi w menu kawiarni «misto.cafe» pojawiły się tradycyjne potrawy łuckich Karaimów, w szczególności kibiny, kinisz i barbuleniki. Mogli się nimi delektować uczestnicy prezentacji wyników projektu. Nawiasem mówiąc, kibinami od «misto.cafe» mogli się już poczęstować uczestnicy V Międzynarodowego Festiwalu Literackiego «Frontera», który odbył się w Łucku na początku sierpnia.

Oprócz tekstów zespół projektu stworzył treści fotograficzne i wideo oraz branding. Zdigitalizował i opublikował na swojej stronie internetowej 12 numerów czasopisma «Karaj Awazy» znalezionych w Państwowym Archiwum Obwodu Wołyńskiego. Podsumował to wszystko własnym papierowym czasopismem «Karaimszczyzna», uzupełnionym między innymi publikacjami krajoznawców Oleksandra Kotysa i Artura Aloszyna.

Podczas prezentacji zespół redakcyjny «misto.media» podzielił się informacjami na temat projektu, opowiadając o tym, jak gromadzono informacje, tworzono branding projektu, jak chodzono po mieście w poszukiwaniu śladów karaimskich i fotografowano to, czego już nie ma.
«Przez całe lato chodziliśmy po Karaimskiej, badaliśmy, pytaliśmy, poznawaliśmy. I zrozumieliśmy, że po Karaimach pozostało bardzo niewiele śladów materialnych. Nie ma ich nie dlatego, że zniknęły, ale dlatego, że nikt nigdy ich celowo nie szukał. Jak powiedział mi kiedyś Artur Aloszyn, w Łucku brakuje entuzjastów tematu karaimskiego» – zauważyła Olena Liwicka, kuratorka projektu «Karaimszczyzna».

Przy okazji podziękowała Wołodymyrowi Szabarowskiemu, od którego książki rozpoczęła się praca nad projektem: «Przez cały ten czas Wołodymyr Szabarowski nas wspierał. Jest wyjątkową osobą, gdyż jest jedynym w Ukrainie tłumaczem z języka karaimskiego».
Słowa podziękowania skierowano również do wnuczki przedostatniego łuckiego hazzana Marioli Abkowicz, która pomagała w trakcie gromadzenia informacji, badaczy Petra Tronewycza i Oleny Biriuliny, którzy pomagali «chodzić Karaimską», oraz krajoznawców Oleksandra Kotysa i Artura Aloszyna.
Artur Aloszyn zaproponował do publikacji w papierowym czasopiśmie portrety Karaimów z Łucka z czasów okupacji niemieckiej. Znalazł je, przeglądając w archiwum obwodowym wnioski składane przez mieszkańców miasta w celu otrzymania tzw. ausweisa, czyli dokumentu tożsamości, w czasach okupacji niemieckiej.
«Przejrzawszy około 11 tys. wniosków mieszkańców Łucka o wydanie tych dokumentów, wybrałem 16, w których wskazano narodowość karaimską. Niestety zdjęć jest tylko 15, ponieważ jedno gdzieś zaginęło, nie ma go w aktach» – powiedział Artur Aloszyn. Te dokumenty pozwalają nam na zobaczenie zdjęć Karaimów, a także poznanie ich nazwisk, informacji o tym, czym się zajmowali, i adresów zamieszkania.
«Uznaliśmy za niezwykle ważne zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, aby historia tego wyjątkowego narodu wciąż trwała, aby mieszkańcy Łucka dowiedzieli się, dlaczego mamy ulicę Karaimską i kim są Karaimi» – powiedziała Ludmyła Jaworska, wyjaśniając znaczenie projektu.
«Musimy to zrobić nie tylko dla Karaimów, ale także dla narodu ukraińskiego, aby po raz kolejny podkreślić, że pamięć jest ważna» – podsumowała Olena Liwicka.



Tekst i zdjęcia: Natalia Denysiuk