«Cierpienie nie ma ostatniego słowa, bo Krzyż nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa – i tym słowem jest zmartwychwstanie» – te słowa stały się głównym przesłaniem uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego, która 14 września odbyła się w katolickiej parafii w Torczynie na Wołyniu.
O godz. 17.00 w miejscowym kościele sprawowana była uroczysta msza święta odpustowa. Liturgii przewodniczył ks. Marcin Ciesielski, proboszcz parafii Ducha Świętego w Maniewiczach, który przybył do Torczyna na zaproszenie miejscowego proboszcza, ks. Oleksandra Hamalijczuka. W uroczystości uczestniczył również ks. Jarosław Piasta, proboszcz parafii Przemienienia Pańskiego w Sarnach.
W czasie wojny w Ukrainie słowa o Krzyżu, cierpieniu, nadziei i obecności Boga mają dla wielu ludzi nie tylko duchowy, ale również bardzo osobisty wymiar. Podczas uroczystej liturgii modlono się o pokój w Ukrainie, za wszystkich dotkniętych wojną, a także za rodziny rozdzielone przez działania wojenne.

Krzyż pośród ludzkiego cierpienia
W homilii ks. Marcin Ciesielski przypomniał, że Kościół w święto Podwyższenia Krzyża Świętego robi coś bardzo ważnego: nie ukrywa Krzyża, ale podnosi go wysoko.
W świecie, w którym człowiek często próbuje ukryć to, co boli, Krzyż przypomina o prawdzie ludzkiego życia. Każdy człowiek ma swój krzyż – chorobę, samotność, lęk, problemy rodzinne, stratę, rozczarowanie czy ból, o którym czasem nie wie nikt poza Bogiem.
Szczególnego znaczenia słowa te nabrały w kontekście wojny na Ukrainie. Wielu ludzi żyje dziś w nieustannym lęku, czeka na wiadomości od swoich bliskich, modli się za tych, którzy są na froncie, albo nosi w sercu doświadczenie utraty najbliższych.
W takiej sytuacji, jak zauważył kaznodzieja, nie wystarczy powiedzieć: «Wszystko będzie dobrze».
Chrześcijańska odpowiedź jest głębsza: «Chrystus jest z nami i tutaj». Bóg nie stoi z boku wobec ludzkiego cierpienia. Sam wszedł w ludzką historię bólu. Chrystus przyjął na siebie cierpienie i śmierć, niosąc Krzyż. Dlatego Krzyż nie oznacza, że cierpienie nie boli. Oznacza, że cierpienie nie ma ostatniego słowa.

Krzyż i nawrócenie
W homilii ks. Ciesielski zwrócił uwagę także na osobisty wymiar Krzyża. Człowiek często modli się: «Panie, zabierz mój krzyż». Tymczasem czasem pierwszą modlitwą powinny być słowa: «Panie, najpierw zabierz mój grzech».
Można nosić krzyż na szyi, a jednocześnie nosić nienawiść w sercu. Można stać przed Krzyżem i nie chcieć przebaczyć. Można przychodzić do kościoła, ale nie chcieć zmienić własnego życia.
«Krzyż bez nawrócenia staje się tylko ozdobą» – podkreślił kapłan.
Dlatego święto Podwyższenia Krzyża Świętego jest również zaproszeniem do osobistego rachunku sumienia. Zamiast pytać jedynie: «Boże, kiedy skończy się mój krzyż?», warto zapytać: «Boże, co ja dzisiaj mam zmienić w swoim życiu? Komu mam przebaczyć? Za co powinienem przeprosić? Z czego powinienem się nawrócić? Co powinienem wreszcie zostawić?».

Od Krzyża do nadziei
Ostatnia część homilii była poświęcona chrześcijańskiej nadziei. Krzyż Chrystusa nie jest znakiem porażki. Jest drogą, która prowadzi do zmartwychwstania.
Kaznodzieja zachęcał wiernych, aby szczególnie w chwilach lęku, cierpienia i zwątpienia nie odwracali wzroku od Chrystusa:
«Kiedy się boisz – patrz na Krzyż.
Kiedy cierpisz – patrz na Krzyż.
Kiedy upadasz – patrz na Krzyż.
Kiedy nie widzisz już nadziei – patrz na Krzyż».
W czasie wojny słowa te brzmią szczególnie mocno. Chrześcijańska nadzieja nie oznacza bowiem zaprzeczania cierpieniu. Nie mówi, że bólu nie ma. Przypomina natomiast, że cierpienie nie jest ostatnią stroną ludzkiej historii.
Dlatego na zakończenie homilii ks. Marcin Ciesielski wypowiedział słowa, które stały się swoistym podsumowaniem tegorocznego odpustu w Torczynie: «Cierpienie nie ma ostatniego słowa, bo Krzyż nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa – i tym słowem jest zmartwychwstanie».
Święto Podwyższenia Krzyża Świętego było dla wspólnoty w Torczynie nie tylko uroczystym wydarzeniem liturgicznym. Stało się okazją do wspólnej modlitwy o pokój, za Ukrainę i za wszystkich, którzy w czasie wojny doświadczają lęku, cierpienia i straty.
W czasie, gdy tak wiele pozostaje niepewne, Kościół ponownie podnosi Krzyż wysoko, przypominając o Bożej miłości i nadziei. Krzyż nie jest końcem. Krzyż jest drogą do zmartwychwstania.

Ludmyła Sołobczuk
Fot. Profil facebookowy parafii Ducha Świętego w Maniewiczach