«Stąpając śladami sławnych przodków chrońmy to, co nam zostawili» – mówi Wiktor Podgórski, reżyser z Krzemieńca. Niedawno skończył pracę nad renowacją filmu «Krzemieniec – miasto Króla Ducha», którego pierwsza wersja powstała w 1999 r.
Film ma wartość edukacyjną i historyczną. Przedstawia w sposób poetycki biografię słynnego krzemieńczanina i poety na tle przepięknych zdjęć Krzemieńca oraz w salach Muzeum Juliusza Słowackiego. Zawiera też wypowiedzi mieszkańców Krzemieńca zasłużonych dla popularyzacji twórczości Słowackiego, a także liczne cytaty z wierszy poety, na końcu zaś wokalne wykonanie fragmentu utworu «Testament mój». Środki finansowe na renowację filmu reżyser otrzymał z Konsulatu Generalnego RP w Łucku.
Z Wiktorem Podgórskim rozmawialiśmy o losach tej produkcji.
– Jak zrodził się pomysł nakręcenia filmu?
– Na początku jesieni 1998 r. Studio «Wiś» z Tarnopola, którego byłem dyrektorem, otrzymało zamówienie od Agencji Ubezpieczeń Ukrnaftogaz «Ometa» na zrobienie filmu o Krzemieńcu – o historii, o wybitnych ludziach tu urodzonych, o teraźniejszości miasta. Główne biuro agencji znajdowało się w Krzemieńcu. W tym czasie miasto było bardzo zaniedbane. Ideą filmu stało się przypomnienie dawnej świetności miasta, które wtedy, w czasach rozpadu ZSRR, gasło, ginęło w mroku. Moje przesłanie zawarłem w zdaniu: «Stąpając śladami, wczytując się w imiona sławnych przodków naszych, czujemy, jak jątrzy duszę pytanie – czy zdążymy na tej ziemi, jeśli nie stworzyć coś lepszego, to chociażby ochronić to, co oni nam zostawili».
Zespół filmowy, który pracował nad pierwszą wersją filmu. W środku siedzi reżyser Wiktor Podgórski. Zdjęcie z archiwum Wiktora Podgórskiego
– Dołączył Pan do scenariusza Juliusza Słowackiego…
– Historia Krzemieńca ma trzy wizytówki: twierdzę na górze Bony, Liceum Krzemienieckie i postać wielkiego romantyka Juliusza Słowackiego. Zbliżały się okrągłe rocznice urodzin i śmierci poety. Był to rok 1999. Postanowiłem wykorzystać ten fakt i nakręcić dwa filmy: jeden na zamówienie Agencji Ubezpieczeń UKRNAFTOGAZ «Ometa», a drugi z własnej inicjatywy za swoje środki.
– Jak długo pracował Pan nad tymi filmami? Kto jest autorem scenariusza?
– Materiał zdjęciowy i inscenizacje były nagrywane od września 1998 do stycznia 1999 r. Scenariusze, reżyseria i organizacja prac to moje działania.
– Czy jakieś wydarzenie, a może jacyś ludzie mieli wypływ na dalszą pracę nad filmem?
– 15 stycznia 1999 r. do Krzemieńca przybył z Polski na spotkanie z członkami Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej Sekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Sztuki RP Sławomir Ratajski. Minister wracał z Kijowa po rozmowach międzyrządowych na temat renowacji dworku Słowackiego i zgodził się na spotkanie ze mną. Poinformowałem go o tym, że mam materiał filmowy. Wykazał duże zainteresowanie i zgodził się, by w najbliższej przyszłości ministerstwo było stroną zamawiającą film. Tym samym poczułem się zachęcony do kontynuowania pracy. Moi współpracownicy również.
Napisałem więc scenariusz literacki w języku ukraińskim, starałem się, by styl narracji miał charakter poetycki, romantyczny. Tłumaczenie na język polski zawdzięczam krzemieńczance Ninie Masłowskiej – absolwentce Polskiej Szkoły Powszechnej działającej w Krzemieńcu do 1939 r. Nagraliśmy też tekst narracji w wykonaniu Ireny Czystowskiej.
Z kolei zrobiliśmy nagranie pieśni «Testament mój» w wykonaniu Sergiusza Dediu do muzyki Krzysztofa Domagały, a także inscenizacje z udziałem aktorów – dzieci członków TOKP.
– Kiedy film był gotowy?
– Praca nad filmem trwała do 1 kwietnia 1999 r. Na 3 kwietnia były zaplanowane uroczystości związane z obchodami 150 rocznicy śmierci Juliusza Słowackiego. Umówiłem się z organizatorami na prezentację filmu w sali ówczesnego Kolegium Pedagogicznego im. Tarasa Szewczenki.
– Kto brał udział w uroczystościach?
– Delegacja z Ministerstwa Kultury i Sztuki RP, Mariusz Olbromski – działacz kultury, edytor, członkowie TOKP z prezesem Emilią Szulgan, dyrektor Kolegium Afanasij Łomakowicz, Konsul Generalny RP we Lwowie Piotr Konowrocki, prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie Emilia Chmielowa, mer Krzemieńca Andrij Gusławski.
– Jak został przyjęty Pana film?
– Po filmie były oklaski i gratulacje. Podszedł do mnie prof. Stanisław Makowski – badacz twórczości Juliusza Słowackiego. Bardzo pozytywnie ocenił film i zapytał, dlaczego Słowacki jest w nim «taki krzemieniecki», przecież większość utworów poety powstała w innych miejscach. Odpowiedziałem, że nie miałem możliwości robienia zdjęć poza granicami Ukrainy. Główny powód to ograniczone środki finansowe, a także brak kontraktu z Ministerstwem Kultury i Sztuki. Cały czas miałem nadzieję, że uda mi się wrócić do rozmów z ministerstwem na temat filmu, ale do tego nie doszło, a prace nad realizacją były mocno zaawansowane, a teraz już zakończone.
– Jak sobie Pan poradził z problemami finansowymi po realizacji filmu? Przecież trzeba było zapłacić montażyście, operatorowi, narratorowi, reżyserowi dźwięku i innym pracownikom.
– Zapłaciłem ze swoich środków oraz z zamówień reklamowych mojego studia, ale to starczyło na pokrycie tylko części kosztów. Czułem się zobowiązany do zdobycia pieniędzy na zabezpieczenie wszystkich zobowiązań. Nie udało mi się nawiązać kontaktu z ministerstwem, próby rozmów z osobami, które niegdyś wspierały inicjatywę realizacji filmu, zakończyły się niepowodzeniem. Właściciel Studia «WIŚ» dał mi pół roku na rozwiązanie tego problemu.
Pomógł mi wówczas Antoni Kamiński – lider TOKP. On zrobił coś, co wydawało się niemożliwe. Skontaktował się z dyrekcją Związku Artystów Scen Polskich. Napisałem prośbę o dofinansowanie. Otrzymałem brakującą sumę. Byłem uratowany.
– A film? Jak był rozpowszechniany?
– Film miał krótki żywot. Zainteresowali się nim przewodnicy po Krzemieńcu. Sprzedawali go turystom, polskim delegacjom. Były to wtedy kasety. W 2007 r. pojawiła się możliwość nagrania na płytę. Zrobiłem niewielką renowację filmu.
– Wiem, że film dostał drugie życie. Jak do tego doszło?
– Jesienią 2019 r. film obejrzała Konsul Teresa Chruszcz. Uznała, że można go wykorzystać jako materiał edukacyjny, ale dobrze by było odnowić niektóre kadry, zmienić narrację. I tak się szczęśliwie stało. Prace nad renowacją odbyły się w styczniu i lutym br. Film «Krzemieniec – miasto Króla Ducha» wkrótce trafi do polskich szkół działających przy stowarzyszeniach Polaków w Łuckim Okręgu Konsularnym. Mam też nadzieję, że mój film zobaczą odbiorcy w Polsce za pośrednictwem «SŁOWAKA», czyli Akademickiego Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Chorzowie, a także otrzymają go nauczyciele kierowani do pracy na Wschód przez Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą.
– Czy film w nowej, odmienionej wersji był już prezentowany?
– Publiczna prezentacja miała się odbyć na początku kwietnia br. w rocznicę śmierci Juliusza Słowackiego w polskiej szkole przy TOKP w Krzemieńcu i w Akademii Pedagogicznej im. Tarasa Szewczenki w Krzemieńcu. Wszystkie plany popsuła nam kwarantanna. Film tymczasem trafił do Internetu. Można go obejrzeć na YouTube.
– Jaka była reakcja widzów?
– Z przyjemnością zacytuję słowa nauczycielki języka polskiego z Białokrynicy Wiktorii Iwaniuk, które napisała po obejrzeniu filmu: «Tym świetnym filmem przypomniał mi Pan czasy mego dzieciństwa, bo właśnie tak trochę szaro, trochę zielono, zaniedbanie, ale zarazem pięknie wyglądał Krzemieniec mego dzieciństwa. Właśnie wtedy, a był to rok 1999, zaczęłam się uczyć języka polskiego. W filmie zobaczyłam salę, w której odbywały się zajęcia i dzieci z mieszanej grupy uczące się poziom wyżej ode mnie, i Panią Joannę, moją drugą nauczycielkę od polskiego, która była jak anioł spokojna, młodziutka i bardzo dobra, a możliwe, że za dobra dla swoich uczniów! Wtedy zaczęło się moje prawdziwe zainteresowanie kulturą i historią mego miasta nierozłącznie związanego z kulturą i bohaterami Polski. Cieszę się z tego, że dzisiaj, w czasach niepokoju i kwarantanny, udało mi się niespodzianie przypomnieć te dawne wydarzenia, czasy, w których zaczęłam formować się jako osobowość, a były to spotkania z Margaritą Gecewicz, Anną Macegą i Ireną Sandecką».
– Kim były dla Krzemieńca wymienione osoby?
– To postacie bardzo ważne dla naszego miasta, związane mocno z jego historią i z podtrzymywaniem polskiej kultury. Na szczególne wspomnienie zasługuje Pani Irena Sandecka, która w czasach sowieckich organizowała lekcje języka polskiego, a po rozpadzie ZSRR zainicjowała powstanie TOKP w Krzemieńcu.
– Co chciałby Pan jeszcze dodać na zakończenie?
– Chciałbym podziękować Pani Konsul Teresie Chruszcz, która swoimi działaniami spowodowała, że film «Krzemieniec – miasto Króla Ducha» został poddany renowacji i uzupełniony o nowe kadry. Dziękuję też Konsulowi Generalnemu RP w Łucku Wiesławowi Mazurowi za zgodę na wsparcie finansowe projektu renowacji ze środków Konsulatu, a także Prezesowi TOKP Marianowi Kani za wspieranie tej inicjatywy.
Rozmawiała Bożena PAJĄK,
nauczycielka języka polskiego skierowana do Krzemieńca przez ORPEG
CZYTAJ TAKŻE:
TOWARZYSTWO POLSKIE W KRZEMIEŃCU: PIERWSZE KROKI ORGANIZACYJNE
KRONIKI KRZEMIENIECKIE: ŻYCIE POLSKIEJ WSPÓLNOTY W LATACH 1989–1990
KRONIKI KRZEMIENIECKIE: OŚWIATOWA I KULTURALNA DZIAŁALNOŚĆ TOWARZYSTWA IM. SŁOWACKIEGO