Huciańskie opowieści: Żałosne Żniwa w Sarnach i droga do śmierci Mariana Felińskiego
Artykuły

Odgłos wysadzanego mostu kolejowego na Horyniu w Horodźcu zwiastował rychłe nadejście Niemców. Porzucone wyposażenie z sowieckich magazynów koło stacji Tutowicze było jak manna z nieba.

Odważni zdołali przywieźć sporo koców, metalowych łóżek, materaców, worów z owijaczami na nogi. Każdy brał, czego sowieci nie zdołali wywieźć.

Następnie po łupy wyruszyli mniej odważni, należał do nich Antoni Brzozowski, który pojechał wozem z córką Romualdą, ale znalazł jedynie puste skrzynki po amunicji. Tyle pozostało w sowieckich magazynach. Co miała przynieść nowa władza, było wielką niewiadomą.

Huta 34 11a

Huta 34 11b

Dowód osobisty Antoniego Brzozowskiego

Wielu miało problemy z sowieckim prawem, dużo osób obawiało się wywózki na Sybir. Nikt nie zmartwił się przyjściem Niemców. Niektórzy gospodarze mówili, że przynajmniej będzie porządek. W czym to miało być lepsze dla codziennego życia jednak słuchaczom nie tłumaczyli. Sami szybko mieli się przekonać.

Huta 34 01


Folwark, ok. 1937 r. Od lewej: Władysław Markiewicz, Antonina Oczeretko, Narcyza Felińska, ż. Bronisława Felińskiego, i Genowefa Sawicka

Huta 34 02a

Huta 34 02b

Władysław Żarczyński i Marcin Janicki z Folwarku. 1938 r.

Front przeszedł szybko, wojsko poszło dalej. Sabina Drzewiecka i Marian Feliński, jak za sowieckich czasów, wyruszyli do Sarn rozejrzeć się, co można tam kupić i co sprzedać. Szybko zorientowali się, że zaczęły się dla nich «Żałosne Żniwa». (Jan Tomasz Gross po wielu dziesięcioleciach nazwał je «Złotymi Żniwami», jest to jednak kwestia oceny). 5 września 1941 r. Niemcy zarządzili utworzenie getta w mieście. Żydzi pozbawieni zaopatrzenia zaczęli na wpół legalnie udawać się do okolicznych wsi w poszukiwaniu jedzenia. Trwało to do 15 kwietnia 1942 r., czyli do chwili całkowitego zamknięcia getta. Wtedy jego mieszkańcy skazani byli już na śmierć głodową.

Jedynym ratunkiem były dostawy żywności prowadzone przez Polaków i Ukraińców. Tak jedni, jak i drudzy nie mieli jednak sami za wiele, kolejny rok obowiązkowych kontyngentów opustoszył komory. Ziemie były liche, a i zakładane kołchozy dopełniły upadku gospodarstw. Rozpoczął się więc kolejny etap przemytu i handlu jedzeniem z Żydami. Nie czyniono jednak tego z miłosierdzia, a z chęci zysku lub z konieczności. Głodujący Żydzi mieli jeszcze pieniądze i inne dobra na wymianę. Wielu sklepikarzy w 1939 r. pochowało swoje zapasy i teraz wymieniało je na jedzenie. Takiej okazji Sabina i Marian nie mogli przepuścić. Większość Żydów jednak nie miała prawie nic, pozostało im powolne umieranie i czekanie na śmierć.

Marian miał wszystko gotowe do dalszego szmuglowania jedzenia do Sarn. Wóz z podwójnym dnem, własność męża Sabiny, Mieczysława Drzewieckiego, stał gotowy do drogi. Był on od czasów sowieckich źródłem dostatniego życia. Wiele razy wartownicy przeszukiwali go przy wjeździe i wyjeździe z miast, nigdy jednak nie odkryli, co to za dziwo. Cienko heblowane deski pozwoliły stworzyć schowek z podwójnym dnem. Mieściła się w nim słonina na «pięć palców». Dobrze podzielone mięso z połowy świni układało się w schowku jak puzzle. Zagłodzeni Żydzi nie mieli możliwości przestrzegania koszerności jedzenia.

Interes kręcił się doskonale. Wartownicy niemieccy przy rogatkach miasta chętnie przyjmowali łapówki w postaci świeżo wędzonej kiełbasy i mocnego samogonu. Za przynętę służyła kobiałka z nabiałem i zwiniętą kiełbasą. Nie było więc wielkiego kłopotu z przejazdem. O sowieckich partyzantach niewielu słyszało. Wartownicy nie obwąchiwali jeszcze przyjezdnych, czy aby nie spali przy partyzanckim ognisku.

Sabina z Marianem zatracili wszelkie wartości i zasady, oszukiwali głodujących. Ona znana była z tego, że ubijała ugotowane ziemniaki, a po wystygnięciu otaczała je masłem i jako masło wymieniała. Budziło to pomiędzy uczciwymi ludźmi oburzenie i pogardę. Wielu bowiem z najnormalniejszej konieczności szło sprzedawać Żydom jedzenie, tym samym ratując ich od śmierci. Czynili to z biedy, ale jakby to nazwać «uczciwie». Od kilku lat nie można było nabyć odzieży i obuwia. Powszechnie zaczęto wtedy chodzić np. w butach, których podeszwa, wykonywana przez szewców, była z opon samochodowych.

Wielka liczba zamkniętych Żydów potrzebowała dużo jedzenia. Przez kilka miesięcy rozwinął się system handlu barterowego. Zaopatrzenie funkcjonowało na bardzo prostej zasadzie. Za dostarczoną żywność otrzymywano kosztowności, dolary, złote ruble, odzież, obuwie, meble i co tylko jeszcze ostatniego Żydzi mieli. Z tym jechano do innego pośrednika, który zajmował się wymianą rzeczy z handlarzami pszenicą spod Ołyki. Każdemu coś zostawało. Jednak zasada podziału nabytego od Żydów majątku i rozrachunku była bardzo zawiła. Promowy w Kryczylsku wcześniej za przeprawę wozu brał miarkę żyta, ale jak rozliczyć to płacąc koszulą? Dostał koszulę, ale musiał wydać resztę, dając dwie chustki. Jednak z każdym tygodniem Żydzi mieli coraz mniej rzeczy do wymiany. Wszystko zaczęło wyglądać «żałośnie», nie «złoto».

Huta 34 08a

Huta 34 08b

Sarny. Gdzieś tu, za polskim cmentarzem, według opisów świadków stały baraki

Getto było niedostępne dla obcych w celach handlowych. Przy ogrodzeniu nie wolno było się zatrzymywać, ani do niego zbliżać. Pilnowali go szucmani i żydowska policja, a nadzorowali Niemcy. Mieszkańcy Sarn pośredniczyli w wymianie znając wartowników, którzy oczywiście nie bez własnych korzyści pozwalali na handel. Jednym z pośredników w handlu był Antoni Gordiewski. Zanosiło się do niego jedzenie, a w zamian dawał ubrania.

W tym czasie zdarzyło się wiele ciekawych historii. Jedną z nich przeżyła kilkunastoletnia Wala Szumska, ponieważ rodzice wysyłali ją na taki handel. Wchodziła do getta, nosiła jedzenie Żydom, których syn był wartownikiem i otwierał furtkę, przy której pełnił wartę. Rodzina była wielodzietna, a w domu mieszkało, a właściwie koczowało, jeszcze więcej osób. Wala obserwowała jak bardzo głodują, współczuła im, dlatego do nich chodziła, a nie do pośrednika. Nie mieli już co dawać w zamian. Ich dom był pusty, bez mebli i wyposażenia. Ostatni raz, kiedy Wala tam poszła, o mało nie skończyło się to dla niej śmiercią. Stary wychudzony Żyd chciał ją zabić, żeby zaspokoić głód. Zrozumiała to po zachowaniu. Jego żona złapała go w pół i trzymała, a Wali kazała uciekać i nie przychodzić więcej. Nie miał siły się wyrwać, dlatego zdołała uciec.

28 sierpnia 1942 r., kiedy rozpoczęło sie mordowanie tysięcy Żydów w Sarnach, większość z nich nie miała już sił walczyć o życie. Była to akcja likwidacji prawie wszystkich gett. Sarneńskie znajdowało się na tzw. Poleskiej stronie tj. za torami, z prawej strony ul. Szerokiej. Żydzi wyznaczeni do zagłady najpierw prowadzeni byli do ogrodzonych drutem kolczastym baraków, za polski cmentarz. Tam byli rozbierani do naga i dopiero wtedy szli na rozstrzelanie, w kierunku nieczynnego polowego lotniska.

Jedna z wielkich grup, przyprowadzona do rozbierania przed śmiercią, uciekła po przerwaniu ogrodzenia. W Sarnach rozpoczęło się polowanie na Żydów, nie mieli gdzie się schronić, drzwi domów były zamknięte, za ich ukrywanie Niemcy zabijali. Uciekinierzy, którym udało się wydostać za miasto, przechodzili przez wsie, w których się nie zatrzymywali. Nikt też nie chciał, aby tu zostali. Sami rozumieli, że bardziej bezpiecznie będzie udać się za Horyń, byle dalej od miasta. Tak aż do Siedliska k. Wyrki dotarła rodzina żydowska. Przygarnął ich tam Łucjan Onuchowski z żoną Feliksą z d. Kopij z Temnego, która była siostrą Antoniny Felińskiej, tej, co jej mąż Stanisław wykopał krzyż i został wywieziony na Sybir. W 2006 r. Feliksa i Łucjan Onuchowscy otrzymali pośmiertnie medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

W ciągu niewielu dni Żydzi zostali prawie całkowicie unicestwieni. Piaszczysta droga, która prowadziła ich do Dołów Śmierci przeszukiwana była przez okolicznych mieszkańców. Idący na śmierć zakopywali w piasku lub wyrzucali na boki ostatnie kosztowności, dolary i złote rublówki. Piasek był setki razy przegarniany grabiami przez poszukiwaczy szczęścia. Sabina znalazła prawdziwe czerwone korale, a Krysia Kunicka zwitek dolarów.

Huta 34 09

Sarny. Miejsce stracenia i zakopania Żydów

W magazynach wojskowych zgromadzona została odzież po zamordowanych. Ludzie mogli przyjść i wybierać sobie łachy i buty, a potem płacili. Dla wybranych, współpracujących z Niemcami, był oddzielny magazyn z lepszą odzieżą.

Tak zakończyły się te Żałosne Żniwa. Niedługo, bo już za pół roku, banderowcy rozpoczęli Krwawe Żniwa na Polakach.

Kilkunastu uciekinierów z getta ukrywało się mimo wszystko w Folwarku. Jednym z nich był przedwojenny restaurator Jośko z córką Anną i bratanicą Esterą. On opowiadał, że miał z sobą obcęgi do cięcia drutu i rozciął ogrodzenie (inni Żydzi twierdzili, że obcęgi rzucił niemiecki wartownik i odszedł, żeby mogli uciekać). Kolejnym z ukrywających się był Aron, zw. Żółta broda, pochodzący z Kryczylska. Kiedy raz poszedł pod Janówkę kopać ziemniaki udając Polaka, napotkał go tam Niemiec. Żołnierz zapytał: «Jude?». Aron zaprzeczył, a Niemiec powiedział: «Jude» i kazał uciekać.

Jośko z córką i bratanicą ukrywał się u Antoniego Brzozowskiego, ten jednak, obawiając się Mariana Felińskiego, odprawił ich. Gdzie się ukrywali, nie wiadomo, przeżyli jednak do końca wojny. Wielu Żydów wykorzystywało do tego brogi z sianem znajdujące się na łąkach leśnych. Byli jednak łatwym celem do upolowania. Dwa kilogramy soli – taką wartość miało życie Żyda. Ludzie w Folwarku mówili z pogardą, że Marian Feliński chodził i ich szukał.

Huta 34 10

Antoni Brzozowski, u którego ukrywał się Jośko z córką Anną i bratanicą Esterą

Żyd Henryk z partnerką Lejką, która była w ciąży, ukrywali się u Marcina Felińskiego, s. Jana i Marii Czarneckiej (proszę nie mylić z Marianem pochodzącym z Ostów, w Folwarku żyły 33 rodziny Felińskich), na ustroniu poza wsią. Tak przeżyli do połowy maja 1943 r. Wtedy, a było to tuż po wymordowaniu Ugłów, nie wiadomo skąd przyjechali na rowerach dwaj Niemcy i szucman. W kolonii, po fakcie, ludzie mówili, że córki kolonisty Wieprza z Janówki, pracujące u Niemców, doniosły na nich. Na ich widok Żydzi rzucili się do ucieczki. Niemcy strzelali i zabili Lejkę, która nie mogła biec i została z tyłu, a Henryk uciekł. Podeszli oglądnąć zwłoki, na jej piersi wisiał medalik Matki Boskiej, udawała chrześcijankę. Wrócili zaraz i zajęli się Marcinem, który w zaparte twierdził, że nie wiedział o ich pobycie w stodole. Niemiec na oczach dzieci bił go po głowie do utraty przytomności pałką zakończoną gałką ołowiu. Marcin przeżył, ale do końca życia chorował na głowę, nie mógł też ciężej pracować.

Huta 34 07

Gdzieś pod lasem był dom Marcina Felińskiego, pobitego przez Niemców

Po wymordowaniu Żydów Niemcy werbowali ludzi do zwożenia zabitych w mieście uciekinierów. Marian Feliński pojechał ich wozić w zamian za odzież. Jego wspólniczka Sabina, jak tylko rozpoczęły się banderowskie mordy, zajęła w Sarnach piękny dom po Żydach. Oboje gromadzili wielkie ilości odzieży, wtedy niezwykle wartościowej, tak do wymiany jak i do zaspokojenia swojej zachłanności. A zachłanność prowadziła Mariana prosto do śmierci. (Pierwszy odcinek historii z Folwarku w gminie Niemowicze znajdą Państwo tu, drugi – tu. Ciąg dalszy tu).

Huta 34 03

Folwark. Droga na Kryczylsk

Huta 34 04

Huta 34 05

Folwark. Na skrzyżowaniu przy krzyżu

Huta 34 06

Folwark. Widok w kierunku Janówki

Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S. od autora: Opisałem to, co opowiedzieli mi naoczni świadkowie. Jest to z konieczności mały fragment wielowątkowych opowieści.

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SĄD NAD JADWIGĄ FELIŃSKĄ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KŁOPOTY MIŁOSNE W FOLWARKU KOŁO OSTÓW

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: POLICJANCI I PRZESTĘPCY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBRONA HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: AZOR, PIES PIOTRA BRZOZOWSKIEGO Z SIEDLISKA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: EPIDEMIE PUSTOSZĄCE WOŁYŃ

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: STANISŁAW BRODECKI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WRÓŻBA CYGANKI

Powiązane publikacje
Huciańskie opowieści: Oto Ukrainiec Mikołaj Zahorujko. Część 4
Artykuły
Mikołajowi Zahorujce pisane było długie życie. Chociaż kilka razy patrzył na śmierć, ale ona jego nie zauważyła. Tylko taki człowiek może docenić każdy następny wschód słońca i cieszyć się nim (zakończenie: początek tu).
03 marca 2021
Huciańskie opowieści: Oto Ukrainiec Mikołaj Zahorujko. Część 3
Artykuły
Mikołaj Zahorujko był wspaniałym mówcą, tylko nikt z jego otoczenia tego nie doceniał i nie miał chęci go wysłuchać (początek tu, kontynuacja – tu).
17 lutego 2021
Huciańskie opowieści: Oto Ukrainiec Mikołaj Zahorujko. Część 2
Artykuły
Mikołaj Zahorujko wiele razy podkreślał, żeby nie kojarzyć milionów Ukraińców z nielicznymi banderowcami. Zamyślony, wpatrzony w dal powtarzał: «Po co to wszystko zło było potrzebne?».
02 lutego 2021
Huciańskie opowieści: Oto Ukrainiec Mikołaj Zahorujko. Część 1
Artykuły
Kiedy się rozstawaliśmy w 2015 r. zapewne czuł, że to nasze ostatnie spotkanie, ja podobnie. Zmarniał przez ostatni rok bardzo, a jego głos był zmęczony. Poprowadził mnie pod jabłoń, pochyloną do ziemi, zerwał kilka jabłek i dał mi na drogę.
19 stycznia 2021
Huciańskie opowieści: Losy Jana Skiby – nauczyciela i oficera z Wyrki. Część 2
Artykuły
Nauczyciel Jan Skiba został skierowany do Wyrki (obecnie rejon sarneński na Rówieńszczyźnie) po I wojnie światowej. Dziś kontynuujemy opowieść o jego losach (początek tu).
17 grudnia 2020
Huciańskie opowieści: Losy Jana Skiby – nauczyciela i oficera z Wyrki. Część 1
Artykuły
Zapomniany cmentarz w Wyrce skrywa wiele tajemniczych historii. Staraniem byłych parafian, przy życzliwej pomocy sielrady z Werbcza Wielkiego, Błohoczynnego Sarneńskiego i przyjaznych Ukraińców udało się go uratować w 2010 r. od całkowitej zagłady.
09 grudnia 2020
Huciańskie opowieści: Zsyłka na Sybir braci Dawidowiczów z Tchorów
Artykuły
O piękną Helenę porwaną przez Parysa walczyli starożytni Achajowie z Trojanami. Część tej historii opisał Homer w «Iliadzie». Starzy Hucianie opisywali równie piękne historie, oczywiście na miarę wsi otaczających Hutę.
23 listopada 2020
Huciańskie opowieści: Wywózka Polaków za Bug
Artykuły
Pogorzeliska Folwarku, Ostów i Janówki, kolonii polskich położonych po sąsiedzku, straszyły swym wyglądem. Prawie nikt tam nie mieszkał, z wyjątkiem poszukiwaczy ukrytego w różnych, często ziemnych schowkach jedzenia. 
10 listopada 2020
Huciańskie opowieści: Powrót Jadwigi z Syberii
Artykuły
Po kilku tygodniach podróży z Syberii powróciła Jadwiga Felińska zesłana tam w 1940 r. za przeprowadzane aborcje. Jej skazanie było wybawieniem, przeszła przemianę duchową i stała się inną kobietą.
27 października 2020