Barbara Krafftówna: Jak być kochaną
Artykuły

Potrafiła wszystko. Rola wzgardzonej kochanki w ponurym dramacie miłosnym przychodziła jej równie łatwo, jak dziarskiej dziewczyny czołgisty w serialu o «pancernych». A w życiu umiała wejść w rolę oddanej żony i matki. Do końca wierna w przyjaźni, pogodna, uśmiechnięta.

Urodziła się płomiennie ruda, niepodobna do nikogo w rodzinie. «Ludzie nie poznają mnie w pierwszej chwili. To chyba niemożliwe. Taka mała? Taka ruda? A ja zawsze byłam niska, rudowłosa i piegowata, tylko miałam tak zwany wzrost sceniczny, polegający na tym, że na scenie wyglądałam na wyższą, niż jestem. A brunetką zostałam dlatego, że większość filmów i seriali z moim udziałem była czarno-biała» – tłumaczyła po latach. Marzyła, by włosy układały jej się w zwisające loczki, tak zwane anglezy, ponieważ taką fryzurę nosiła na ekranie jej ulubienica Shirley Temple.

«Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej…»

Pani Barbara to rodowita warszawianka, choć rodzice przenieśli się do Łucka na Wołyniu, gdzie jej tato piastował posadę naczelnego architekta. Wakacje – obowiązkowo w pensjonacie w Zaleszczykach. Po mamie odziedziczyła doskonały słuch, głos i gust muzyczny, a scenki teatralne jako dziecko odgrywała w scenografii kopiowanej z projektów architektonicznych taty. «Miałam oczy szeroko otwarte. Tego nauczyła mnie matka. Obserwuj, zapamiętuj, ucz się rozróżniać dźwięki, barwy, gatunki. To była jedna z ważniejszych życiowych lekcji» – wspominała. Wojna zastała ich w Łucku, który zajęli Sowieci. Rodzinę w jej własnym mieszkaniu wepchnięto do jednego pokoju, pozostałe pomieszczenia zasiedlili oficerowie z żonami, które chadzały w nocnych koszulach, myśląc, że to suknie balowe. Wywieziono by ich zresztą na Sybir, gdyby matka w ostatniej chwili nie rzuciła żołnierzowi, że mąż umiera na tyfus i rodzina pragnie z nim zostać. Wkrótce mamie udało się przeprowadzić z nią do ciasnego pokoiku w Warszawie.

W tej okupacyjnej Warszawie Basia zaczyna pobierać konspiracyjne lekcje aktorstwa u awangardowego twórcy międzywojennego teatru Iwo Galla. Młodzież dawała nawet krótkie scenki dramaturgiczne, które przychodzili oglądać nestorzy, np. Stefan Jaracz. W trakcie powstania przenosiła się z ulicy na ulicę, gdy Niemcy wyburzali całe kwartały. Ta groza okupacyjnej sytuacji wróciła do aktorki, kiedy po wielu dziesiątkach lat w Los Angeles przeżyła trzęsienie ziemi.

Pierwsza powojenna zima upłynęła gdzieś na wsi w okolicach Łowicza, gdzie gospodarze przygarnęli rozbitków ze zburzonej Warszawy. Kiedy po wojnie przeniosła się do Łodzi, w której były regularne kamienice, odruchowo chadzała środkiem ulicy, obawiając się, że w każdej chwili mury zwalą się na nią. Taką traumę wyniosła z powstańczej Warszawy.

«Ob. Krafftówna jest zupełnie dojrzałą aktorką»

Na aktorkę kształciła się w Krakowie, ciągle pod kierunkiem Iwo Galla. Kurs był przyspieszony, bardzo intensywny: wykłady od świtu do zmierzchu z przerwą na zupę, którą podawały siostry szarytki, bo w ich klasztorze mieściło się studium aktorskie. A kształcili się tam z doskoku i Kazimierz Dejmek, i Gustaw Holoubek, i Henryk Tomaszewski (twórca polskiej pantomimy). Ćwiczenia praktyczne polegały na tym, że adepci sztuki aktorskiej siadywali na ławce na Plantach i podpatrywali przechodniów: ich mimikę, gestykulację, chód, mowę i strój, a potem uczyli się naśladować. Z czasem edukacja przeniosła się do Gdyni, do poniemieckich baraków, które stały tam, gdzie dzisiaj pyszni się wyremontowany niedawno Teatr Muzyczny. Studentka Basia miała nawet własny pokoik, z tym że za łóżko robił siennik ułożony na cegłach.

Zaczęły się pierwsze spektakle, głównie objazdowe, które młodzi aktorzy wystawiali w promieniu stu kilometrów od Gdyni. Po złożeniu egzaminu aktorskiego w 1946 roku i po trzech latach wytężonej pracy Barbara Krafftówna została przeniesiona ze statusu członka kandydata Związku Artystów Scen Polskich na członka rzeczywistego ZASP-u. Rekomendację sformułował Iwo Gall: «Ob. Krafftówna jest zupełnie dojrzałą aktorką, posiadającą wiele inwencji artystycznej, techniki i swobody scenicznej. Ob. Krafftówna śpiewa i tańczy. Wszystko, co robi, jest wysoce artystyczne i dojrzałe».

To tajemnica tej profesji. Czasami jest cudownie, czasami okrutnie

Wkrótce znalazła się w Teatrze Nowej Warszawy, gdzie poznała późniejszego męża, aktora Michała Gazdę, z którym początkowo spotykała się tylko na szkoleniach ideologicznych w poniedziałki, bo tego dnia teatry były zamknięte, a władza dbała o odpowiedni pion ideowy artystów. Mąż był wcześniej zesłańcem syberyjskim, ale udało mu się wrócić do Polski dzięki temu, że wstąpił do wojska formującego się w Związku Radzieckim w Sielcach nad Oką. W 1955 roku urodził się jej ukochany syn Piotr, o którym później powiedziała, że był «jej najcudowniejszą rolą». Szczęśliwe życie we troje przerwała nagła śmierć męża. Michał zmarł na zawał serca, prowadząc samochód. Powiedział jej o tym milicjant, przysłany z tym komunikatem specjalnie do jej mieszkania. «Rzuciłam się na tego milicjanta, zaczęłam go bić w klatkę piersiową. Musiałam nieźle mu przylać, bo chwycił mnie dość mocno za ręce, jeszcze przez moment łomotałam go w piersi. Od razu pojawili się przyjaciele, sąsiedzi, w tym lekarka ze środkami uspokajającymi» – wspominała. Przez pewien czas do teatru na przedstawienia i na próby przychodziła na silnych lekach. «Zostałam sama z dzieckiem. To była trauma. Dokładnie w tym samym czasie grałam wesolutką Honoratę w Czterech pancernych… To tajemnica tej profesji. Czasami jest cudownie, czasami okrutnie» – mówiła w wywiadzie.

Dziewczyna z «Czterech pancernych»

I posypały się pierwsze krótkie role filmowe. «Kamerę polubiłam od razu, bo zrozumiałam, że jest partnerem, współgra z aktorem» – przyznała po latach. Widownia kinowa najlepiej zapamiętała ją z roli Felicji w filmie Jak być kochaną Wojciecha Jerzego Hasa. Tak dalece zależało jej, by wcielić się w postać, że kiedy grała pasażerkę samolotu, a kamera obejmowała ją od pasa w górę, upierała się, by siedzieć w szpilkach i dzięki temu móc naprawdę czuć się damą. Z kolei w scenie zgwałcenia przez niemieckiego żołnierza uparła się grać boso, chociaż na co dzień nie lubiła chodzić bez pantofli, ale dzięki temu lepiej oddała samopoczucie kobiety poniżonej. No i całą siłę swej urody i pełnię kobiecości zademonstrowała w Rękopisie znalezionym w Saragossie wspomnianego Hasa. «Kiedy weszłam na plan Rękopisu, mój kostium i scenografia spowodowały, że poczułam się, jakbym znalazła się w oryginalnym świecie, a nie w dekoracji – w ogóle dzisiaj trudno sobie wyobrazić ten rodzaj abstrakcji, który był w Rękopisie, w szarej PRL-owskiej, ocenzurowanej rzeczywistości».

Dla najszerszej widowni pozostaje jednak Barbara Krafftówna przede wszystkim Honoratą z Czterech pancernych. Początkowo odmówiła przyjęcia tej roli. Tłumaczyła, że poligon, że czołgi, że armia, że garderoba w namiocie to już nie dla niej. Zmieniła jednak zdanie ze względu na syna, który, jak cała ówczesna nastoletnia Polska, zakochał się już w pierwszej serii Czterech pancernych. Nie wyobrażał sobie, żeby mama odmówiła grania roli bodaj epizodu w drugiej serii najbardziej oglądanego w Polsce serialu. Ciężko przeżyła ten plan filmowy, a nastrój poprawiała sobie, popijając z piersiówki. «Tę parę, Honoratę i Gustlika, widzowie pokochali od razu. Już zestawienie nas wzrostem wystarczyło, by rozśmieszyć». I dodawała: «Wciąż zdarza mi się słyszeć na ulicy komentarz: «Zobacz, Honorata idzie». Jak kiedyś wyliczyła, już trzecie pokolenie dziewczynek nosi imię Honorata – w spadku po serialu.

W teatrze dała się poznać przede wszystkim ze wspaniałych ról w sztukach Witkacego i Gombrowicza, na które teatr otworzył się po przełomie październikowym roku 1956. «Granie Gombrowicza i później Witkacego było jak lot na księżyc; jakby się otworzyła międzyplanetarna przestrzeń: można było w końcu złapać oddech, zająć się sztuką naprawdę» – wspominała po latach. Jej Iwona z dramatu Gombrowicza była tak sugestywna, że krytyk Jan Kott napisał w recenzji, iż «rola Krafftówny jest doskonała i tak przewrotna i drażniąca, że sam miałem ochotę wskoczyć na scenę i ją zabić».

«Przeklnę cię, jeżeli mnie porzucisz…»

Dla telewizji odkryli ją Starsi Panowie, Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. Doskonale odnalazła się w scenkach kabaretowych, które grywało się wśród papierowych zastawek, zawsze na żywo. Łaziło się na czworaka, byle tylko oszukać kamerę. Te słynne Wieczory reżyserowano na bieżąco, na migi, słychać było podpowiedzi suflera.

Ze Starszymi Panami zagrała także w komedii Upał, w której partnerowała między innymi Wiesławowi Michnikowskiemu. Było z tym trochę korowodów, ponieważ Michnikowski grał mężczyznę czarnoskórego: jego twarz umalowano pastą do butów. A pan, który nie znał scenariusza filmu, podczas wywoływania taśmy nie wiedział, że twarz aktora powinna zostać czarna, i dodał chemikaliów, aby ją wybielić, i skutkiem tego trzeba było sceny z Michnikowskim powtórzyć. «Kabaret zawsze miałam we krwi» – wspominała aktorka.

O ile w Kabarecie Starszych Panów Krafftówna była eteryczną groteskową damą, o tyle w Kabarecie pod Egidą prowadzonym przez Jana Pietrzaka dowcip miała ostry, na granicy tego, co mogła przepuścić cenzura. «Jej obecność zmieniła bardzo wiele, wniosła nowy, nieznany klimat do naszych agresywnych politycznych szyderstw» – mówił Pietrzak o swojej nowej aktorce. «Wychodzi na to, że przez całe zawodowe życie byłam pracowita jak pszczółka. I bardzo dobrze. Praca ma sens» – mawiała.

Krafftówna stała się tak popularna, że wybrano ją do rady dzielnicy – tylko po to, by załatwiała różne potrzeby bytowe mieszkańców «na małpę». Urzędnicy bowiem zupełnie inaczej podchodzili do artystki znanej z ekranu niż do zwykłego petenta.

Okno z widokiem na Hollywood

Nowy rozdział jej życia otworzył się pod koniec stanu wojennego. Wtedy zupełnie niespodziewanie pojawiła się propozycja z Ameryki, aby Barbara Krafftówna pojechała za ocean i zagrała w Matce Witkacego, oczywiście po angielsku. To miał być wyjazd najwyżej na pół roku. Angielskiego aktorka nie znała wcale, uczyła się tekstu fonetycznie z taśmy nagranej przez lektora. Przelot z ciemnej ponurej Warszawy do rozświetlonego milionem świateł Los Angeles był jak wstąpienie w krainę baśni. W dodatku zamieszkała w Hollywood, w domu, którego okna wychodziły na słynny napis umieszczony na stoku wzgórza. Tymczasem o jej pobycie w Los Angeles dowiedziała się Polonia, więc zaczęło się tournée po polskich klubach, od Chicago zaczynając.

W Ameryce także poznała drugiego męża: Arnold był amerykańskim impresario jej koncertów. Aktorka wpadła mu w oko i kiedy jechali samochodem, oczywiście cały czas w towarzystwie tłumaczki, zadał jej przez tłumaczkę pytanie, czy za niego wyjdzie. Odpowiedziała: «Gdyby to pytanie zadał mojej babce, toby zemdlała zamiast odpowiedzieć». Ślub odbył się w kościele w San Francisco i tam też zamieszkali. W podróż poślubną planowali wybrać się do Europy, lecz Barbara wyjechała wcześniej do Polski, aby przygotować wszystko na przyjazd męża. Właśnie wtedy już w Warszawie odebrała telefon z informacją, że mąż zmarł na zawał serca. A krótko potem nadeszła kartka z życzeniami… od męża, wysłana wcześniej już na święta, których nie mogli razem spędzić.

Po śmierci męża zaczęły się u pani Barbary stany depresyjne, ale zaprzyjaźniona Polonia wspierała ją, jak mogła. Dostawała do wyreżyserowania spektakle dla Polonii, dostawała zlecenia nagrań np. poprawnej polskiej wymowy – to dawało jej możliwości utrzymania. Starała się jednak wydźwignąć, a przede wszystkim unikać alkoholu, ponieważ miała w pamięci przykład Elżbiety Czyżewskiej, której amerykański życiorys mógł się ułożyć znacznie lepiej, gdyby tylko umiała w porę odstawić whisky.

Powoli zaczęła wracać do kraju. Te pobyty zdawały się coraz dłuższe. Zachowała warszawskie mieszkanie, klucz do niego zawsze miała przy sobie. Z reguły zimę spędzała w Los Angeles, a na lato wracała do Polski. Amerykańscy przyjaciele przekonywali ją, że starość najlepiej spędzić na Florydzie, ale los tak się ułożył, że pani Barbara ostatnie lata spędziła w Domu Aktora Weterana w Skolimowie.

Wciąż ciekawa życia

Upływ czasu rozpoznawała po drobiazgach. Kiedy przed kilku laty w spektaklu «Trzeba zabić starszą panią» w warszawskim Och-Teatrze rzucała pieniądze w publiczność, zorientowała się, że zsuwają jej się pierścionki z palców. Zdziwiła się, jak bardzo schudła i zdrobniała, ale dała sobie radę – na palce nakleiła taśmę i biżuteria już się nie zsuwała. «Kiedy słyszę od publiczności, że w ogóle się nie zmieniam, to naturalnie jest mi bardzo miło, ale czasami korci mnie, żeby dodać, że to ciężka praca – wyjaśniała aktorka. – Całe życie dbałam, żeby być w dobrej formie. Chodzi o kontrolę i wiedzę na temat potrzeb ciała, gimnastykę, odpowiednio dobrane jedzenie, dobre kremy i tak dalej. Ćwiczę jogę, nie palę, nie piję ani herbaty, ani kawy, nie jem mięsa. Jak pan widzi, sporo wyrzeczeń. Nic nam nie spada z nieba. Może to lepiej, bo byłoby za łatwo». Zresztą podpisując kolejne umowy z teatrami, domagała się, by dyrekcja egzekwowała w całym budynku zakaz palenia i by jej kostiumów nie wieszać obok kostiumów palaczy, ponieważ przechodzą znienawidzonym przez nią zapachem. A przecież w młodości sama była palaczką więcej niż namiętną. Rzuciła dopiero wtedy, kiedy zapadła na astmę i musiano ją leczyć pod namiotem tlenowym. A alkohol? Na poczęstunek odpowiadała: «Dużo nie mogę, a mało mnie nie urządza».

Na pytanie dziennikarza, co uważa za szczęście, odpowiedziała: «To, że się w życiu zawzięłam i się udało. A dzisiaj moim szczęściem jest to, że ciągle jestem ciekawa życia i nijak się w to życie nie mogę wpasować. Roznosi mnie».

Barbara Krafftówna zmarła nad ranem w niedzielę 23 stycznia 2022 r. w Domu Artysty Weterana w Skolimowie w wieku 93 lat. Została pochowana w Alei Zasłużonych na Wojskowych Powązkach w Warszawie.

***

Projekt «Dla Polonii» finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Wiesław Kot,
doktor nauk humanistycznych ze specjalnością literatura współczesna, profesor uniwersytecki SWPS, krytyk filmowy i publicysta, autor ponad 30 książek, w tym ostatnio wydanej: «Manewry miłosne. Najsłynniejsze romanse polskiego filmu»

Źródło: dlapolonii.pl

Powiązane publikacje
Czym był przedwojenny Korpus Ochrony Pogranicza?
Artykuły
Sto lat temu, 17 września 1924 r. powstał Korpus Ochrony Pogranicza (KOP). Przez dokładnie piętnaście lat, do agresji ZSRR na Polskę w 1939 r., strzegł polskiej wschodniej granicy.
30 września 2024
Cuda Polski: Dunajec, czyli mały Dunaj
Artykuły
Według jednej z legend ujście Dunajcowi miał osobiście wyrąbać mieczem król Bolesław Chrobry. Przed wiekami opowiadano sobie także o Ferkowiczu, który ścigał króla węży a ten, uciekając, wytyczył drogę rzece wywracając wąwóz. Dunajec, na swej liczącej 247 km długości oferuje nam wiele wspaniałych miejsc i widoków, jednak pierwszeństwo należy się przełomowi rozpoczynającemu się pod Trzema Koronami.
28 sierpnia 2024
Cuda Polski: Jezioro Śniardwy – królestwo Króla Sielaw
Artykuły
Mówi się o nim «mazurskie morze». Nic dziwnego, jest największym jeziorem w Polsce, ostoją ryb i ptaków, miejscem uwielbianym przez plażowiczów i żeglarzy, w znacznej części jeszcze niezadeptanym i zarośniętym sitowiem. Jezioro Śniardwy uznawane jest za jeden z najpiękniejszych przyrodniczo terenów naszego kraju.
14 sierpnia 2024
Cuda Polski: Morskie Oko – najpiękniejsze jezioro w polskich górach
Artykuły
Być w Tatrach i nie zobaczyć Morskiego Oka? To największe górskie jezioro w Polsce zna chyba każdy. Choć, żeby się do niego dostać, trzeba wykonać kilkukilometrowy spacer lub dojechać bardzo ostatnio krytykowanymi konnymi bryczkami, nie ma chyba osoby, która nie chciałaby zobaczyć jego koloru i zapierającej dech panoramy Tatr Wysokich.
05 sierpnia 2024
Cuda Polski: Malbork – najpotężniejsza twierdza średniowiecznej Europy
Artykuły
Był symbolem potęgi Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Przez półtora wieku mieszkał w nim wielki mistrz krzyżacki i najwyższe władze zakonu. Był także siedzibą niemieckich cesarzy i polskich królów. Wielokrotnie niszczony i odbudowywany, od wieków jest wspaniałym przykładem myśli konstruktorskiej i bohaterem chlubnych i niechlubnych wydarzeń z polskiej historii.
25 lipca 2024
Czas rocznic Marii Skłodowskiej-Curie
Artykuły
Świat podziwia Marię Skłodowską-Curie, jednak zamiast łączyć ją z Polską, rodzinnym krajem, najczęściej łączy z Francją, gdzie spędziła większość życia. O wielkiej Polce, warszawiance, człowieku wyjątkowej osobowości i o tym, co każdy z nas powinien robić dla odświeżania pamięci o noblistce w przypadającą 4 lipca 90. rocznicę jej śmierci opowiada Miłka Skalska – zastępczyni dyrektorki Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.
04 lipca 2024
Aleksander Fredro – krytyczny entuzjasta dawnej Polski
Artykuły
W swoich komediach ośmieszał tych, którzy do zgody się nie garną, a siebie uważają za pępek świata. Z ustanowienia Sejmu rok 2023 jest w Polsce Rokiem Aleksandra Fredry – najwybitniejszego polskiego komediopisarza, a także żołnierza kampanii napoleońskich.
11 sierpnia 2023
Kornel Makuszyński – pisarz ze słońcem w herbie
Artykuły
Przekonywał swoich czytelników, że nie ma ludzi złych, są tylko nieszczęśliwi: «Uśmiechnij się do bliźniego, a bliźni serce wyjmie z piersi i ofiaruje ci je na dłoni». I dodawał: «Uśmiech wyrównuje wszystkie sprawy». 70 lat temu, 31 lipca 1953 r., zmarł twórca «Koziołka Matołka» – Kornel Makuszyński.
31 lipca 2023
«Bądź wierny. Idź». 25 lat temu zmarł Zbigniew Herbert
Artykuły
«Czym jest historia, w której tkwimy? To orgia panoszącej się nieprawości. A przecież zawsze znajdzie się garstka sprawiedliwych, którzy w tej zawierusze przechowają podstawowe wartości. Chodzi o to, by znaleźć się w tym gronie» – powtarzał Zbigniew Herbert, jeden z największych poetów polskich i europejskich. 28 lipca mija 25 lat od jego śmierci.
28 lipca 2023