Kiedy 21 listopada 1937 r. aresztowano mojego pradziadka Józefa Dozorca, przeszukano dom. Jednym z dwóch świadków, jak mówi protokół przeszukania, był Marian Kryszyna – mój drugi pradziadek, ojciec mojej babci Józefy, żony dziadka Albina Dozorca. Jak okropnie los złączył ze sobą przyszłych teściów.
Część 1 można przeczytać tu.
Oto sprawa w dwóch tomach nr 113709 Zarządu Obwodowego NKWD w Winnicy oskarżająca A. Kryszynę, L. Pierścińskiego, S. Świdnickiego i innych o przestępstwa, przewidziane w art. 54–5, 54–6, 54–9, 54–11 Kodeksu Karnego Ukraińskiej SRR, z wymowną klauzulą: «Przechowywać wiecznie». Wobec mojego pradziadka Mariana, jednego z figurantów tej sprawy, Andrzej Kryszyna był rodzonym bratem.
Pradziadek Marian, urodzony 12 lipca 1904 r., został aresztowany 18 maja 1938 r. Podczas przeszukania obecny był głowa rady wiejskiej (czyli wójt) Samijło Marczuk, a kilka godzin później przeszukano również i jego dom. W ramach tej sprawy w mojej wsi Szostakówka od 18 do 24 maja 1938 r. aresztowano łącznie 22 mężczyzn. Dwóch z nich to Ukraińcy, którzy przenieśli się z innych wsi – wspomniany Marczuk i Jewłampij Chołod, felczer weterynaryjny, a 20 to są miejscowi Polacy.
Marian Kryszyna i jego żona Mariana, c. Karola (34 lata; wiek krewnych jest podawany według stanu na 1937 r.), mieli troje dzieci: córkę, moją babcię Józefę (13 lat) oraz synów Kazimierza (10 lat) i Adolfa (8 lat). Pradziadek był piśmienny, zdobył wykształcenie podstawowe, więc pracował w Szostakówce jako kierownik laboratorium kołchozu «Peremoha», czyli «Zwycięstwo». W ankiecie aresztowanego, wypełnianej dla każdego zatrzymanego, zapisano: średniozamożny chłop, bezpartyjny, Polak, obywatel ZSRR. W 1930 r. brał udział w zamieszkach kurkulskich, w 1932 r. został na krótko aresztowany przez OGPU za kradzież cukru.

Rodzina Mariana i Mariany Kryszynów. Od lewej ich dzieci: Adolf, Kazimierz, moja babcia Józefa
Postanowienia o aresztowaniu wszystkich zatrzymanych w ramach tej sprawy różniły się jedynie imionami i nazwiskami, natomiast zarzuty i obciążające paragrafy karne były całkowicie identyczne. Formułka brzmiała: «Jest członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej POW i prowadzi działalność szpiegowską na rzecz Polski, przygotowując realizację aktów dywersyjnych w okresie wojny […] Wyznaczyć jako środek zapobiegający sposobom uchylania się od sądu i śledztwa zamknięcie go pod strażą w więzieniu w Winnicy».

Postanowienie o aresztowaniu. Dokument ze sprawy nr 113 709 (Archiwum Państwowe w Obwodzie Winnickim, FR.-6023, op. 4, spr. 8067)
Moja babcia Józefa opowiadała mi, że w ten pamiętny dla niej dzień wracała z koleżankami ze szkoły i zobaczyła stojącą obok domu zadaszoną ciężarówkę. Pobiegła się rozejrzeć, bo samochody na naszej ulicy nie były codziennym zjawiskiem nawet w moim dzieciństwie, a cóż możemy powiedzieć o tamtych latach. Ale zanim przybiegła, samochód już ruszył. Zdążyła tylko usłyszeć krzyk z «czarnego worona»: «Józiu!» Nigdy więcej nie zobaczyła swojego ojca.
Zatrzymanych odtransportowano do więzienia w Winnicy. Natychmiast zaczęto ich przesłuchiwać. Niektórzy aresztowani już na pierwszym przesłuchaniu przyznali się, że byli członkami Polskiej Organizacji Wojskowej, inni zostali zmuszeni do przyznania się przez bicie. Przesłuchania osób stawiających opór najdłużej trwały zaledwie kilka tygodni (winniccy kaci dobrze wiedzieli, jak zniszczyć człowieka); tych, którzy poddali się i natychmiast podpisali «szczerą skruchę», zabierano na konfrontacje, gdzie pokornie mówili to, czego chcieli od nich śledczy. Wśród metod znalazły się zastraszanie, presja psychiczna, pozbawianie snu oraz, według samych oprawców, «system wykorzystywania środków wpływu fizycznego». Ten cyniczny eufemizm należy rozumieć jako bicie, wybijanie zębów oraz inscenizowanie egzekucji.


Ankieta aresztowanego. Dokument ze sprawy nr 113 709 (Archiwum Państwowe w Obwodzie Winnickim, FR.-6023, op. 4, spr. 8067)
Więc w krótkim czasie wszyscy aresztowani po kolei «zeznali», jak się nawzajem werbowali, szpiegowali, wyrządzali szkodę władzom radzieckim: «Kryszyna Marian do udziału w kontrrewolucyjnej organizacji Polska Organizacja Wojskowa został zwerbowany w 1935 r. przez jednego z kierowników grupy bojowej POW, która istniała w cukrowni w Sosnówce, agenta polskiego wywiadu – Kwiatkowskiego Stanisława. Za pośrednictwem Kwiatkowskiego systematycznie przekazywał polskiemu wywiadowi ściśle tajne materiały: o liczebności i wyposażeniu technicznym 9 Dywizji Kawalerii, mieszczącej się w Kamieńcu Podolskim; o wyposażeniu technicznym oddziału artylerii nr 1475 w Mohylowie Podolskim; o lokalizacji obozów i składów przeciwpożarowych w mieście Hniwań oraz budowie fortyfikacji (punktów) o znaczeniu obronnym na terenie miasta Bar. Uczestniczył w wywrotowej i destrukcyjnej działalności, prowadzonej przez członków organizacji w kołchozie. Osobiście zwerbował do organizacji POW Piusa Kryszynę i Kazimierza Fujarowskiego. W czasie wojny przyjął na siebie dywersyjne zadanie zniszczenia strategicznych dróg prowadzących do polskiej granicy».
Inni figuranci sprawy przyznali się do nie mniej fantastycznych zbrodni. Śledczy w toku śledztwa nie znaleźli ani jednego rzeczowego dowodu, więc wszystkie oskarżenia opierały się wyłącznie na ustnych zeznaniach. A funkcjonariusze NKWD już nauczyli się je wydobywać.
Protokoły przesłuchań są również pisane jak przez kalkę. Charakterystyczne jest, że we wszystkich protokołach jednym z ostatnich punktów było pytanie: «Jesteś Polakiem, dlaczego więc w paszporcie jest napisane “Ukrainiec”?» Odpowiedź też była standardowa: «Wszędzie pisałem się jak Polak. W paszporcie “Ukrainiec” jest napisane przez pomyłkę, z mojej strony nie było złych intencji». Była też inna opcja: «Tak, rzeczywiście jestem Polakiem, ale kiedy otrzymywałem paszport, podałem się jako Ukrainiec tylko dlatego, że mieszkam na Ukrainie od dawna, czyli tu się urodziłem. Z mojej strony nie było w tej sprawie złych intencji». Można to wytłumaczyć tym, że jeszcze w latach 20., doświadczając rosyjskiego szowinizmu i nienawiści, jaką bolszewicy żywili do Polaków, wielu roztropnie zmieniło narodowość, ale to nie pomogło…
Śledztwo «dowiodło niezbicie», że grupa mieszkańców Szostakówki, którzy nawet nie wyjeżdżali z kołchozu, swoją przestępczą działalnością objęła dużą część ówczesnego obwodu winnickiego, aż do granic z Polską i Rumunią. W razie wojny «zobowiązywali się» niszczyć drogi, wysadzać tory kolejowe, truć konie i świnie, wrzucać truciznę do zbiorników wodnych i organizować zbrojne powstanie na zapleczu Armii Czerwonej. Niektórzy z tych «szpiegów» zostawiali na papierach odciski palców zamiast podpisów, ponieważ byli analfabetami, ale ta oczywista nielogiczność nie obchodziła śledczych. Sprawa tzw. szostakowskiej komórki POW została zamknięta 17 września 1939 r. i skierowana do rozpatrzenia przez specjalną trójkę Zarządu NKWD Ukraińskiej SRR w Obwodzie Winnickim.
W wyciągu z protokołu nr 1 tej trójki z dnia 19 września 1938 r. napisano: «Ściśle tajne. Wysłuchano: sprawy nr 113709 Oddziału 3. UGB NKWD, oskarżającej o przestępstwa przewidziane z art. 54–5, 54–6, 54–9, 54–11 Kodeksu Karnego Ukraińskiej SRR. Marian Kryszyna, s. Jana, ur. 1904, urodzony i zamieszkały we wsi Szostakówka, rejon szarogrodzki, obwód winnicki, b/p (bezpartyjny), Polak, do aresztowania pracował jako kierownik laboratorium kołchozu im. Peremohy. Aresztowany 18 maja 1938 r. W 1935 r. został zwerbowany do kontrrewolucyjnej organizacji POW przez Stanisława Kwiatkowskiego, według rozkazu którego systematycznie gromadził materiały o lokalizacji jednostek wojskowych, a także w celu porażki kołchozowego budownictwa obniżał produkcyjność kołchozu, zarażając zboże kleszczami. Do winy się przyznał. Postanowiono: Kryszynę Mariana, s. Jana, rozstrzelać, mienie należące do niego skonfiskować, a sprawę przekazać do archiwum. Sekretarz trójki Rassij».

Postanowienie o karze śmierci przez rozstrzelanie. Dokument ze sprawy nr 113 709 (Archiwum Państwowe w Obwodzie Winnickim, FR.-6023, op. 4, spr. 8067)
Inni zatrzymani zostali oskarżeni o podobne absurdalne zbrodnie. Wszyscy oni również przyznali się do winy, potwierdzili każde oskarżenie. Już następnego dnia po posiedzeniu trójki, tj. 20 września, mieszkańców Szostakówki rozstrzelano. Wszystkich co do jednego. Najstarszy z nich miał 56 lat, najmłodszy – 27.

Potwierdzenie wykonania wyroku. Dokument ze sprawy nr 113 709 (Archiwum Państwowe w Obwodzie Winnickim, FR.-6023, op. 4, spr. 8067)
Zeznania pracowników NKWD, wykonawców Operacji Polskiej i innych zbrodni, uzyskane w trakcie śledztwa w latach 1939–1941, gdy to już oni zostali ofiarami represji, świadczą, że bardzo często aresztowania dokonywano po prostu na podstawie listy mieszkańców wsi uzyskanej w radzie wiejskiej. Dopiero po zatrzymaniu, fałszując datę, pisano postanowienie prokuratora o aresztowaniu konkretnej osoby. Podobnie drukowano dokumenty uzasadniające aresztowanie – już po fakcie. W zaświadczeniu wpisywano narodowość oraz zestaw standardowych oskarżeń i natychmiast, na podstawie tegoż zaświadczenia, sporządzano również standardowe postanowienie dotyczące wymiaru kary. Nikt sprawy nie rozpatrywał i nawet nie zamierzał tego robić.
Funkcjonariusze winnickiego NKWD zeznali, że w grudniu 1937 r. przez trójkę przeszło w ciągu jednego dnia około 1560 spraw. Rozpatrywanie tych spraw przebiegało w następujący sposób: wszystkie rejony podzielono na grupy, na czele każdej grupy stali odpowiedzialni pracownicy, najczęściej – naczelnicy wydziałów Zarządu NKWD. Ponieważ trójka nie była w stanie samodzielnie rozpatrzyć wszystkich 1500 spraw, były one w większości rozpatrywane przez osoby odpowiedzialne za pracę grupy. Na aktach oskarżenia osoby te zaznaczały «10 lat», «5 lat» lub «rozstrzelanie», a pod koniec dnia wszystkie sprawy podpisywał naczelnik Zarządu NKWD Morozow.
Okazuje się więc, że funkcjonariusze NKWD po prostu wyjeżdżali do wioski na polowanie i zabierali wszystkich, których napotkali, uwzględniając tylko liczbę miejsc w «czarnym woronie». Wybierali głównie mężczyzn w średnim wieku, 30–50 lat. Czasami, gdy było ich za mało, zabierano starszych i młodszych. Udowodnienie winy było już kwestią techniczną. Ci, których nie było w domu, pozostali na wolności. Do następnego nalotu.
W sumie, w ramach Operacji Polskiej w mojej Szostakówce, o ile dało się ustalić, aresztowano 93 urodzonych tu Polaków (nie brałem pod uwagę Ukraińców, a także niepochodzących stąd Polaków; ponadto statystyki te nie obejmują osób skazanych w innych latach lub na podstawie innych zarzutów). 20 z tych 93 otrzymało karę 10 lat w obozach, jeden zmarł w więzieniu, prawdopodobnie na skutek pobicia. Należy zdać sobie sprawę, że liczba ta jest najprawdopodobniej niepełna i jest mało prawdopodobne, że uda się ją dokładnie ustalić.
Rodziny o wyroku śmierci nie informowano. Kobietom, które przybywały do więzienia w Winnicy, zwykle mówiono, że ich mężowie zostali zesłani na Syberię na 10 lat bez prawa do korespondencji. W rzeczywistości stracono ich w więzieniu strzałem w tył głowy z pistoletu małego kalibru, a ponieważ nie zawsze prowadziło to do szybkiej śmierci, więc dobijano ich kolbą karabinu. Następnie zwłoki ładowano do krytych samochodów i wywożono. Ciała rozstrzelanych grzebano w tajnych masowych grobach w Winnicy: w ogrodzie przy ulicy Podlasnej, w Parku Kultury i Wypoczynku Gorkiego (na terenie byłego cmentarza katolickiego) oraz na cmentarzu prawosławnym. Miejsca pochówków były ogrodzone i stale strzeżone. Wśród miejscowej ludności krążyły plotki, że to wcale nie były jakieś «tajne budowy», ale straszna prawda wyszła na jaw dopiero latem 1943 r.
Zakończenie w następnej części.
Anatol Olich