Operacja Polska w historii mojej rodziny. Część 3
Artykuły

Latem 1943 r. niemiecka administracja postanowiła zbadać miejsca masowych pochówków w Winnicy. Wieść o licznych odnalezionych ofiarach zbrodni szybko rozeszła się po okolicznych wsiach. Moje prababcie Olana i Mariana również udały się do rozkopanych grobów w poszukiwaniu ciał swoich mężów.

Kilka miesięcy wcześniej, w lutym 1943 r., rozeszła się wiadomość o masowych mordach polskich jeńców wojennych dokonanych przez reżim sowiecki w kilku miejscach, m.in. w więzieniu miasta Kalinin (obecnie Twer), w Charkowie i w lesie w obwodzie smoleńskim. To właśnie ten las dał nazwę Zbrodni Katyńskiej. Reżim nazistowski, który sam w sobie nie był lepszy od sowieckiego reżimu bolszewickiego, próbował osiągnąć dwa cele ujawniając szczegóły Zbrodni Katyńskiej: wybielić się w oczach międzynarodowej opinii publicznej i jeśli nie przeciągnąć Polaków na swoją stronę, to przynajmniej podważyć taktyczny polsko-sowiecki sojusz wojskowy. Mord w Winnicy Niemcy zamierzali wykorzystać do tych samych celów propagandowych. Dla większego rozgłosu powołano międzynarodową komisję, w skład której weszli eksperci medycyny sądowej z 11 krajów europejskich. O tym, że było to posunięcie propagandowe, świadczy fakt, że Niemcy nie prowadzili wykopalisk ani w 1941, ani w 1942 r., chociaż poinformowano ich o rzekomych masowych pochówkach ofiar sowieckiego reżimu.

Prace ekshumacyjne w Winnicy prowadzono od czerwca do września 1943 r. Zespół śledczy skończył je 18 października. W tym czasie zbadano trzy miejsca z tajnymi masowymi grobami – cmentarz prawosławny, ogród przy Lityńskiej Szosie oraz Park Kultury i Wypoczynku im. Gorkiego. Nieludzkie władze dopuściły się straszliwego bluźnierstwa: w parku, aby ukryć ślady zbrodni, sowieci wybudowali alejki na grobach, zainstalowali karuzele, kioski, urządzili placyk przeznaczony do tańca i gabinet krzywych luster. Należy dodać, że po powrocie reżimu komunistycznego park ponownie stał się miejscem rozrywki, a nawet po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości miejscowi mieszkańcy przez wiele lat musieli zabiegać o zgodę władz na postawienie chociażby pamiątkowego krzyża. Pomnik rosyjskiego proletariackiego pisarza Maksyma Gorkiego został zdemontowany dopiero 29 kwietnia 2022 r., czyli już podczas otwartej rosyjskiej agresji. Kiedy byłem w Winnicy i spacerowałem po parku, nie miałem pojęcia, że ​​to właśnie tutaj mogli zostać pochowani moi bliscy, bo w czasach Związku Radzieckiego mówienie o tym było w rodzinie tematem tabu. Ale Pan Bóg uchronił mnie od jeżdżenia na karuzeli i odwiedzin gabinetu krzywych luster zainstalowanego na grobach moich pradziadków.

W oficjalnym raporcie komisji kryminalistyczno-medycznej, na czele której stanął przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia Medycyny Sądowej i Kryminalistyki, dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki Uniwersytetu Halle-Wittenberg, profesor Gerhard Schröder, czytamy: «W sumie odkryto 9432 ciała. Spośród nich 169 to były zwłoki kobiece […] Wykopaliska zostały zakończone, lecz w tym czasie działka III (Park Publiczny) pozostała niekompletnie zbadana ze względu na jej duże rozmiary, więc jest całkiem prawdopodobne, że w przyszłości mogą być odkryte inne pochówki. Na podstawie charakterystycznych cech fizycznych, łatek na ubraniach i znalezionych dokumentów stało się możliwym zidentyfikowanie 679 ofiar (7, 2% ogólnej liczby)».

Więźniom strzelano z bliskiej odległości w tył głowy z broni małokalibrowej wyprodukowanej, według ekspertyzy Technicznego Instytutu Kryminologii Zarządu Dochodzeń Kryminalnych Rzeszy, w Związku Radzieckim. Więźniowie, z wyjątkiem kilkudziesięciu kobiet, byli ubrani, prawie wszyscy mieli związane ręce.

Jednocześnie należy podkreślić, że nie były to jedyne ofiary sowieckiego reżimu. Komisja nie zajmowała się ofiarami, które zamordowano w miejscowym więzieniu podczas wycofywania się bolszewików z Winnicy w 1941 r., oraz odnalezionymi zwłokami żołnierzy Armii Czerwonej rozstrzelanych w pobliżu dworca, skrępowanych po kilka ciał drutem kolczastym. Nie zbadano też dużego zbiorowego grobu w Parku Kozyckiego – ofiar Czeka–GPU z 1923 r.

Teraz, kiedy są dostępne odtajnione dokumenty, z aktów potwierdzenia wykonania wyroku udało się ustalić, że winnickie egzekucje podczas Operacji Polskiej wykonywał lejtnant NKWD Bielski. W niektóre dni zabijał po ponad sto osób.

Latem 1943 r. cała Winnica była przesiąknięta odorem trupów, bo prawie codziennie wykopywano kolejne ciała. W sumie odnaleziono ponad 90 masowych grobów. Znalezione ciała pogrzebano według obrządku prawosławnego. W sumie odbyło się 19 publicznych pogrzebów ofiar.

Żony i matki, których mężowie i synowie trafili w ręce NKWD, jechały do ​​Winnicy, aby znaleźć i pochować szczątki swoich bliskich, ponieważ prawie nie było już nadziei, że żyją. Ciała leżały w ziemi od około pięciu lat, ponadto były posypane wapnem, więc identyfikacja biorąca pod uwagę wygląd była niemożliwa. Rozpoznawano je albo po cechach fizycznych ciała zamordowanego (kalectwach), szczątkach dokumentów, rzeczach osobistych, albo w większości przypadków po ubiorze. Wśród wyciągniętych z grobów rzeczy znaleziono też szaty kapłańskie, w tym ornaty katolickie, a także pieczątki kościelne, liczne medaliki katolickie, krzyże i różańce.

Kobiety szukają ciał swych mężów. Winnica, lato 1943 r.

Niemcy dokumentowali wyniki identyfikacji w protokołach. Na ich podstawie w 1944 r. ukazał się w Berlinie 282-stronicowy zbiór dokumentów i zdjęć «Amtliches Material zum Massenmord von Winniza» – «Materiały oficjalne dotyczące masowego mordu w Winnicy».

Okładka książki «Amtliches Material zum Massenmord von Winniza», Berlin, 1944 r. 2–3. Public domain

Spośród 9439 ofiar zidentyfikowano 679 osób, w tym 17 mężczyzn z mojej wsi Szostakówka na Winniczyźnie, choć, jak już pisałem, w ramach samej tylko Operacji Polskiej zostało ich zamordowanych nie mniej niż stu. Z różnych powodów nie wszyscy mogli dotrzeć do Winnicy, żeby zidentyfikować swoich rozstrzelanych krewnych.

Ubrania w tamtych latach były w większości ręcznej roboty, dlatego często właśnie po odzieży rozpoznawano ciała. Moja prababcia Mariana, matka mojej babci Józefy, rozpoznała spodnie i fufajkę swojego męża Mariana Kryszyny. Prababcia Olana, matka mojego dziadka Albina, rozpoznała czapkę swojego męża Józefa Dozorca. W tych grobach żona Maria rozpoznała płaszcz Andrzeja Kryszyny, brata mojego pradziadka Mariana (rozstrzelano ich razem), a żona Mariana (imienniczka mojej prababci) rozpoznała po spodniach swojego męża Nikodema, brata Józefa Dozorca (ojca mojego dziadka Albina).

W sumie w Winnicy wraz z kuzynami oraz ciotką Pauliną zginęło około 20 osób z mojej rodziny. Można więc powiedzieć, że mam w tym mieście własny masowy grób. W przypadku mojej rodzinnej wsi ta tragedia chyba nie jest wyjątkowa: w Szostakówce represje sowieckie dotknęły niemal każdą rodzinę.

Dlaczego zostali zabici? I po co? Słusznym wydaje się wniosek zawarty w Raporcie o wynikach śledztwa kryminologicznego w sprawie masowych mordów w Winnicy, podpisanym przez radcę stanowego, nadinspektora policji Klaassa w dniu 16 listopada 1943 r.: «Ogólnie rzecz biorąc, można stwierdzić, że w każdym indywidualnym przypadku żadnych uzasadnionych podstaw do pozbawienia wolności i życia obywateli cywilizowanego społeczeństwa, rządzonego przez konstytucję i prawo, absolutnie nie ma. Utajnienie morderstw i pochówków ofiar wskazuje również, że ci ludzie nie popełnili żadnego przestępstwa ściganego z mocy prawa, a zatem ich sprawy nie mogły być rozpatrywane w zwykłej procedurze sądowej. Tak więc działania NKWD wobec ludności ukraińskiej należy uznać za morderstwo dokonane z zimną krwią i terroryzm, których jedynym celem było doprowadzenie ludności do stanu zastraszenia i sterroryzowania, aby utrzymać ich w uległości».

W pamięci została wyryta opowieść mojej babci Józefy Kryszyny. Kiedy w 1943 r. jej matka Mariana pojechała do Winnicy na identyfikację ciał, przywiozła stamtąd spodnie swojego męża Mariana. Spodnie, które leżały w masowym grobie przez pięć lat. W jakim celu tak postąpiła?

Czas był trudny, a ona, z łaski władz sowieckich, została wdową z trójką dzieci, a w dodatku opiekowała się starą matką. Nie miała krewnych, którzy mogliby jej w jakikolwiek sposób pomóc – mężczyźni, jak wspomniałem, zostali prawie wszyscy zamordowani przez sowieckich bandytów. Tu trzeba cofnąć się o kilkanaście lat i przypomnieć, że przed opisanymi wydarzeniami, w 1930 r., jej ojciec (mój prapradziadek) Karol Kusznir i jego dwaj synowie, bracia prababci Jan i Józef, zostali rozkułaczeni i wysłani na Syberię. Więc dobrze wiedziała, co to jest prawdziwa nędza. Zaznaczę, że «dzięki» władzom sowieckim mam teraz krewnych nad Bajkałem.

Prababcia Mariana wyprała te spodnie, później nosili je jej synowie Adolf i Kazimierz. Trupiego smrodu nie dało się usunąć przez pranie, było go czuć przez kilka lat. Pies, gdy te spodnie wieszano na podwórku po kolejnym praniu, wył w sposób przerażający. Babcia bardzo dobrze to zapamiętała, bo w 1943 r. miała już 18 lat.

Moją uwagę przykuł jeden szczegół: w niemieckich dokumentach w wykazach osób zidentyfikowanych wszyscy mieszkańcy Szostakówki, narodowość których w sprawach została zapisana jako polska, są odnotowani jako Ukraińcy. Czy było to celowe fałszowanie ze strony Niemców, czy ukrywanie prawdy przez krewnych osób zamordowanych, dziś chyba nie da się ustalić. Najprawdopodobniej Niemcy specjalnie zabronili podkreślania faktu, że wśród zabitych było wielu Polaków, sztucznie zwiększając odsetek zabitych Ukraińców. Wszystko to chyba zostało zrobione w celach propagandowych, aby zachęcić Ukraińców do wstąpienia do armii niemieckiej, która potrzebowała wielu żołnierzy na froncie wschodnim. Niemcy nie chcieli kolejnego Katynia, bo jego ujawnienie nie odniosło oczekiwanych skutków.

Teraz nie ma wątpliwości, że wśród tych, którzy zginęli z rąk NKWD w Winnicy, odsetek Polaków jest duży. Wydaje się, że wreszcie historycy polscy i ukraińscy naprawdę zainteresowali się tym tematem, więc mamy nadzieję, że wkrótce zobaczymy efekty ich pracy.

Prababcia Olana Dozorzec, mimo że na własne oczy widziała wyjętą z grobu czapkę męża Józefa, do końca życia w głębi duszy żywiła nadzieję, że może on przeżył. Mimo wszystko nie chciała uwierzyć w jego śmierć. Już w latach 50., kiedy do wsi przybył wędrowny fotograf, poprosiła go o skomponowanie z osobnych zdjęć wspólnej z mężem fotografii, gdyż takowej nie mieli. Tak powstało zdjęcie, które ukazało się w pierwszej części mojej opowieści.

Nie sposób nie podziwiać bohaterstwa tej kobiety, która sama wychowała siedmioro dzieci. Mimo że nie miała wykształcenia i przez całe życie była niewolnicą w kołchozie, nadal pozostawała osobą wewnętrznie wolną. Tak więc w 1960 r. zwróciła się do władz z oświadczeniem, w którym poprosiła o poinformowanie jej o tym, co stało się z jej mężem i wkrótce wywalczyła jego rehabilitację.

Zbrodnia Winnicka przez wiele dziesięcioleci pozostawała tematem zamkniętym. Nie było o niej żadnych publikacji, nawet w kręgu rodzinnym ludzie woleli o tym nie mówić. Pierwsze nieśmiałe wzmianki o Wielkim Głodzie i Wielkim Terrorze pojawiły się w prasie dopiero w czasach pierestrojki, w połowie lat 80. W większości rodziny niewiele wiedziały o losach swoich bliskich, ponieważ dokumenty w owym czasie nadal pozostawały utajnione. Jak już wspomniano, sowieckie represje dotknęły prawie każdą rodzinę w naszej wsi. Kiedy kilkanaście lat temu zacząłem badać historię mojej ojczyzny, doszedłem do wniosku, że pradziadkowie prawie wszystkich moich kolegów z klasy również zostali zabici w Winnicy. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy wiedzieli o tym, kiedy chodzili do szkoły, ale nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat. Mało tego, niektórzy powiedzieli mi, że o losie swoich bliskich dowiedzieli się dopiero z mojej książki «Szarogród. Zarys historii miasta i jego mieszkańców», którą opublikowałem w 2020 r.

O polskim pochodzeniu w naszym środowisku też nie rozmawiano. W ogóle. Lata 30. nie minęły bez śladu. Fakt z historii mojej rodziny: w 1943 r. z całej naszej polskiej wsi (choć rozumiem, że nie posiadam wszystkich informacji) tylko mój dziadek Albin przyznał, że jest Polakiem z narodowości, kiedy został zmobilizowany do armii. Dziadek, podobnie jak jego ojciec Józef, został artylerzystą, do końca II wojny światowej służył w 18, a następnie 84 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej Wojska Polskiego. Po wojnie jeszcze rok służył w Gryficach, a w październiku 1946 r. wrócił do rodzinnej wsi.

Moi rodzice na temat represjonowanych przodków nie rozmawiali. O moim pradziadku Marianie, Wielkim Głodzie, okupacji rumuńskiej i powojennym głodzie wiedziałem tylko ze słów babci Józefy. Ojciec chrzestny mojego brata, Mikołaj Pytelko, opowiedział mi jako dziecku o śmierci swoich bliskich w 1933 r. Był jedynym ocalałym z rodziny – dzięki temu, że dokarmiał go mój pradziadek Marian. Generalnie wydaje mi się, że już jako nastolatek wiedziałem więcej o wspomnianych wydarzeniach niż moi rodzice.

Dopiero w latach 90. można było uzyskać nieznane wcześniej informacje z szeregu przedruków publikacji zagranicznych na temat zbrodni w Winnicy. W 1994 r. ukazał się poważny zbiór dokumentów zatytułowany «Winnica: Zbrodnia bezkarna». Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 2015 r., kiedy w Ukrainie weszła w życie ustawa «O dostępie do archiwów organów represyjnych komunistycznego reżimu totalitarnego z lat 1917–1991». Dopiero od tego czasu potomkowie osób represjonowanych mieli okazję zapoznać się z odtajnionymi sprawami sowieckich służb specjalnych Czeka–NKWD–KGB.

***

Mówi się, że historia lubi się powtarzać. Dla nas, obywateli Ukrainy, niezależnie od naszej narodowości, jest całkiem oczywiste, że mordy w Buczy, Borodiance, Mariupolu i innych ukraińskich miastach i wsiach mają te same korzenie, co Zbrodnia Winnicka. Wcale nie są przypadkiem ani maniakalnym pragnieniem kolejnego szalonego putina. W tych zbrodniach jest ten sam sprawca, stosuje te same metody – terror, tortury, strzał w tył głowy. Ta bestia to niemoralne, żarłoczne, krwawe imperium rosyjskie zbudowane na kłamstwie. Tylko znając prawdę, przekazując ją naszym dzieciom i wnukom, możemy oprzeć się tej bestii. I zwyciężyć.

Anatol Olich

P. S.: Na naszej stronie można przeczytać pierwszą i drugą część tego tekstu.

Powiązane publikacje
ABC kultury polskiej: «Kwiat Jabłoni» – muzyka, która pochwyci was w swoje objęcia
Artykuły
Ich utwór «Dziś późno pójdę spać» do września 2022 r. odtworzono na YouTube ponad 40 mln razy. Do dziś wydali płyty: «Niemożliwe», «Mogło być nic», «Live Pol’and’Rock Festival» i «Wolne serca». Piszą i śpiewają o tym, co ich dotyka, porusza, o świecie otaczającym człowieka i jego przeżyciach wewnętrznych. Szybki sukces zespołu «Kwiat Jabłoni» zaskoczył nawet jego założycieli.
05 października 2022
W Łucku rozmawiano o Kornelu Filipowiczu – klasyku literatury polskiej pochodzącym z Tarnopola
Wydarzenia
Zespół Międzynarodowego Festiwalu Literackiego «Frontera» zorganizował w Łucku spotkanie z czytelnikami i prezentację mikroserii książek Kornela Filipowicza, które ujrzały światło dzienne w tarnopolskim wydawnictwie «Krok».
04 października 2022
Rodzinne historie: Jadwiga Gusławska i jej Krzemieniec
Artykuły
Jadwiga Gusławska z Krzemieńca to współzałożycielka i pierwszy prezes Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego. Była redaktorem naczelnym gazety «Wspólne Dziedzictwo» wydawanej w Krzemieńcu w latach 2001–2004. Należała do grona osób, dzięki którym odradzało się Muzeum Juliusza Słowackiego. Pani Jadwiga jest społeczniczką działającą na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie, a także autorką piszącą do «Monitora Wołyńskiego». Dziś poznajemy jej rodzinne historie.
04 października 2022
Związki frazeologiczne: Woda z mózgu
Artykuły
Robienie tzw. wody z mózgu jest dość powszechnym zjawiskiem, do zaistnienia którego wystarczą podatni na wszelkie nawet najbardziej głupie sugestie przedstawiciele rodzaju ludzkiego. Ponieważ takowych na świecie jest jak mrówek, toteż manipulowanie opinią szarych mas przychodzi zazwyczaj zwolennikom tego typu rozwiązań bez trudu.
03 października 2022
Podczas pikniku transgranicznego w Łucku promowano dziedzictwo przyrodnicze
Wydarzenia
W Łucku został zorganizowany piknik transgraniczny. W programie wydarzenia znalazły się quest ekologiczny, otwarte dyskusje oraz piesze wycieczki po mieście – podaje Wydział Informacyjny Łuckiej Rady Miejskiej.
03 października 2022
Trwa rekrutacja do projektu «Szkoła dobrej jakości»
Konkursy
Fundacja Wolność i Demokracja zaprasza szkoły polonijne do udziału w projekcie «Szkoła dobrej jakości».
01 października 2022
Wystawa porcelany w Łucku. Można zobaczyć na niej eksponaty ze zbiorów muzeów w Łucku i Stalowej Woli
Wydarzenia
29 września w Wołyńskim Muzeum Krajoznawczym odbył się wernisaż inkluzyjnej wystawy «Sztuka dla każdego. Porcelana». Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach projektu «Muzea pogranicza – przestrzeń dialogu międzykulturowego».
30 września 2022
«Bezpieczeństwo i Solidarność» tematem przewodnim Kongresu Współpracy Transgranicznej
Wydarzenia
Kongres Współpracy Transgranicznej w Lublinie to miejsce spotkań praktyków współpracy transgranicznej z krajów Unii Europejskiej i Partnerstwa Wschodniego oraz platforma dialogu dla samorządów, organizacji pozarządowych, środowiska nauki, kultury i biznesu.
29 września 2022
«Bieg Pokoju» w Mielnikach. 83 lata temu zginęli tu żołnierze KOP
Wydarzenia
Polacy i Ukraińcy wspólnie uczcili pamięć oficerów i żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza zamordowanych przez sowietów we wrześniu 1939 r.
29 września 2022