Związek Radziecki odniósłby więcej strat niż korzyści z interwencji zbrojnej w Polsce na początku lat 80. – pisze prof. Andrzej Paczkowski, historyk z PAN, autor książek na temat historii Polski w XX wieku.
Pytanie o nieuchronność stanu wojennego sprowadza się zazwyczaj do wiszącego nad PRL widma inwazji wojsk Układu Warszawskiego i krwawego rozprawienia się z «Solidarnością». Z tego powodu na zdarzenia po 13 grudnia 1981 r. patrzymy przede wszystkim jak na konflikt o charakterze militarnym. Tymczasem stan wojenny nie tyle uchronił nas przed interwencją ZSRR, ile był w istocie realizacją postulatów Kremla polskimi rękami.
25 sierpnia 1980 roku Biuro Polityczne (BP) sowieckiej partii komunistycznej powołało do życia komisję zajmującą się sprawami naszego kraju, która w ciągu paru dni przygotowała projekt reakcji na sytuację w Polsce. Zakładał on interwencję zbrojną w wykonaniu czterech dywizji i z udziałem obecnych już w Polsce jednostek Armii Sowieckiej. Projekt podpisali minister spraw zagranicznych Andriej Gromyko, szef KGB Jurij Andropow, minister obrony Dmitrij Ustinow i wieloletni członek BP Michaił Susłow.
W połowie października 1980 r. w Sztabie Generalnym i Służbie Bezpieczeństwa MSW zaczynają się prace nad planami wprowadzenia stanu wojennego, którego celem było aresztowanie kilku tysięcy działaczy «Solidarności» i przejęcie lub delegalizacja związku. Miało się to odbyć pod «parasolem» – tzn. w obecności na terytorium Polski – wojsk Układu Warszawskiego, zgromadzonych pod pozorem «sojuszniczych ćwiczeń». Jednak wobec wątpliwości niektórych członków kierownictwa Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – oraz niezwykle udanej mobilizacji członków «Solidarności» w czasie strajku w marcu 1981 r. – władze w Moskwie wycofują się z pomysłu zaangażowania niepolskich sił do likwidacji «Solidarności».
Przygotowania do operacji systematycznie postępowały. Gen. Jaruzelski objął stanowisko I Sekretarza, po odsunięciu Kani, niechętnego «siłowemu rozwiązaniu». W początku grudnia wszystko było już gotowe do rozpoczęcia operacji. 10 grudnia 1981 r. na posiedzeniu sowieckiego Biura Politycznego nawet wcześniejsi zwolennicy (z roku 1980) wkroczenia do PRL stanowczo wykluczyli możliwość interwencji, a Michaił Susłow sugerował nawet, że «Solidarność» może rządzić w Polsce, byleby kapitaliści nie zniszczyli ZSRR.
Z powodu tych problemów część działaczy w Moskwie nabierała przekonania, że bezpośrednia ingerencja w sprawy polskie będzie niezwykle kosztowna i zmusi Związek Sowiecki do ogromnych wydatków nie tylko na utrzymanie wojsk za granicą, ale też do potężnych dotacji do polskiej gospodarki, która i tak ledwie dyszała. Należało się też spodziewać poważnych kłopotów w polityce międzynarodowej, w tym w negocjacjach rozbrojeniowych. W sumie koszty wysłania do Polski «bratniej pomocy» wojsk Układu Warszawskiego byłyby niezwykle wysokie.
Wbrew temu, co wielokrotnie powtarzał gen. Jaruzelski, stan wojenny, wprowadzony w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., nie był więc sposobem na zapobieżenie interwencji wojsk Układu Warszawskiego (de facto wojsk sowieckich). W rzeczywistości interwencja miała być nie formą agresji bez uzgodnienia z polskimi władzami, ale operacją wykonywaną de facto wspólnie. To raczej generał nalegał na zapewnienie zbrojnej pomocy w sytuacji, gdyby sam sobie nie poradził.
Oczywiście, że wprowadzenie stanu wojennego było jedną z konsekwencji polityki Kremla – ale w grudniu 1981 r. nie było formą zapobieżenia interwencji sowieckiej.
***
Tekst powstał w ramach projektu «Dla Polonii» finansowanego ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za granicą 2021 r. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Prof. Andrzej Paczkowski,
historyk z PAN, autor książek na temat historii Polski w XX wieku
Źródło: dlapolonii.pl
Na zdjęciu. Stan wojenny, zamieszki w Gdańsku w grudniu 1981 r.
Fot. Adam Michalak / Forum