10 lat temu pisarz i tłumacz Andrij Bondar przełożył na język ukraiński książkę polskiego reportażysty Wojciecha Tochmana o ludobójstwie w Rwandzie. «Tego reportażu do 2022 r. nie chciał wydać żaden ukraiński wydawca. Głównym argumentem motywującym odmowę było to, że Rwanda jest daleko. Ale nadszedł rok 2022 i Rwanda obecnie jest tu, w Ukrainie». W tym roku nowe życie uzyskał także ukraiński przekład słynnej książki Wojciecha Tochmana o ludobójstwie Bośniaków «Jakbyś kamień jadła».
Trudna rozmowa o ludobójstwie z Wojciechem Tochmanem, jednym z najlepszych polskich reportażystów, była ostatnim tegorocznym wydarzeniem zorganizowanym w Łucku przez zespół Międzynarodowego Festiwalu Literackiego «Frontera» przy wsparciu Konsulatu Generalnego RP w Łucku. Spotkanie odbywające się 20 grudnia w Wołyńskiej Obwodowej Bibliotece Naukowej zostało poświęcone reportażowi «Jakbyś kamień jadła», opowiadającemu o ludobójstwie dokonanym na Bośniakach przez Serbów podczas wojny w latach 1992–1995.
Książka Wojciecha Tochmana o tragicznych wydarzeniach w Bośni ukazała się 20 lat temu, miała kilka dodruków, została także przetłumaczona na różne języki świata. W 2022 r. w lwowskim wydawnictwie «Czowen» ukazało się drugie wydanie tego reportażu w języku ukraińskim.
Po raz pierwszy przekład książki «Jakbyś kamień jadła» na język ukraiński ukazał się w 2009 r. Nie został jednak odpowiednio odebrany przez czytelnika. «Nie było żadnego oddźwięku, dlatego że ten temat niestety nie interesował wówczas Ukraińców. Jakieś 13 lat później te wydarzenia powtórzyły się u nas zgodnie ze scenariuszem, podobnym do tego, który miał miejsce podczas wojny w Bośni. Dopiero teraz książka została zauważona» – powiedział Andrij Bondar. W 2009 r. odkrył dla siebie reportaż Wojciecha Tochmana i od razu postanowił przełożyć go na język ukraiński.
«Tłumaczyłem w ciągu miesiąca. Przez następne pół roku miałem pierwszą w swoim życiu depresję» – podzielił się swymi odczuciami z łuckimi czytelnikami Andrij Bondar.
Po raz pierwszy Wojciech Tochman pojechał do ogarniętego wojną Sarajewa na przełomie lat 1992–1993 jako dwudziestoparoletni uczestnik konwoju z pomocą humanitarną. «W oblężonym mieście zastaliśmy ludzi zmarzniętych, głodnych i przerażonych» – wspominał autor, który połączył się z Łuckiem zdalnie.
Dodał: «Jeżeli widzi się ludzi w tak straszliwym nieszczęściu, to po jakimś czasie chce się wrócić do nich i sprawdzić, jak oni to wszystko przeżyli. Udało mi się dotrzeć tam rok później, kilka dni po masakrze na targu Markale (plac targowy w Sarajewie, dwukrotnie ostrzelany podczas oblężenia miasta – aut.). Miasto po dwóch latach oblężenia było już prawie martwe, a jednocześnie było tam bardzo dużo energii. Ludzie starali się za wszelką cenę przeżyć, urządzali koncerty i wystawy».
Po raz kolejny Wojciech Tochman przyjechał do Sarajewa już po wojnie, w 2000 r. Dołączył wówczas do dr Ewy Klonowskiej, antropolog sądowej zajmującej się ekshumacjami masowych grobów w Bośni: «Zorientowałem się, że jest ogromna grupa kobiet w różnym wieku, o różnym statusie oraz z różnych miejscowości – ze wsi, z Sarajewa, ze Srebrenicy – stojących nad tymi grobami, które otwiera Ewa. Czekały, że znajdzie ich mężczyzn. I wtedy zrozumiałem, że rysuje się przede mną wielki temat na książkę, temat o zmartwychwstaniu, o tym, jak żywi są odpowiedzialni za swoich umarłych».
Po opowieści o ludobójstwie w Bośni i Hercegowinie Wojciech Tochman napisał również książki o masowych mordach w Rwandzie («Dzisiaj narysujemy śmierć») i Kambodży («Pianie kogutów, płacz psów»).
Zapytany o podobieństwa zbrodni ludobójstwa dokonanych w tych krajach Tochman zaznaczył, że chyba nie warto ich porównywać: «Z punktu widzenia ofiary każda śmierć jest pojedyncza, osobna i najokrutniejsza. Ważne są uczucia tych ludzi, o których się opowiada».
Podczas spotkania w Łucku poruszono temat genezy ludobójstwa, emocji reportera relacjonującego tragiczne wydarzenia oraz traumy ludzi, mieszkających w kraju ogarniętym wojną.
Zdaniem Tochmana każde ludobójstwo to proces. Analizując go, możemy zrozumieć, dlaczego jedni ludzie mordują drugich. Zwrócił uwagę na dehumanizację, która jest jednym ze składników tego procesu, m.in. porównywanie pewnej grupy etnicznej czy całego narodu do szczurów, karaluchów albo, jak to robią Rosjanie, do nazistów.
«Chodzi o to, żeby ci, którzy mają zabijać, wierzyli, że to zabijanie służy dobrej sprawie. Tych, których politycy planują unicestwić, nazywają szkodnikami. Szkodniki roznoszą chorobę, która jest niewidzialna. Ludzie bardziej boją się tego, czego nie widzą. Komu może zagrażać niewidzialna choroba, o kim człowiek wtedy myśli? O tym, kogo najbardziej kocha, czyli o swoich dzieciach, wnukach itd. Żeby ocalić swoje dziecko, człowiek zrobi wszystko. Chodzi o to, żeby chłopak w Rwandzie, który idzie zabijać, czy rosyjski chłopak w Ukrainie, wierzyli, że zabijając czyszczą świat».
Rozmawiano też o tym, jak mogą później żyć obok siebie kaci i ofiary, zwłaszcza na przykładach Rwandy, Kambodży i Bośni, a także o pojednaniu i przebaczeniu.
«Moje doświadczenie nauczyło mnie, że pojednanie jest zupełnie czymś innym niż przebaczenie. Pojednanie jest na górze. Jednają się narody, wspólnoty, politycy, ale to nie jest osobiste uczucie. Natomiast przebaczenie takim uczuciem jest. Zupełnie nie podzielam oczekiwania, że trzeba przebaczyć. W ogóle oczekiwanie od ocalałej ofiary przebaczenia jest moim zdaniem nieludzkie. Nikt nie ma nawet prawa zasugerować ocalałym, którzy stracili swoich bliskich, że powinni przebaczyć. Nikt nie ma obowiązku przebaczać».
«Tę książkę [«Jakbyś kamień jadła»] łatwiej nam przeczytać właśnie dzisiaj. Jest trudna, ale dla nas teraz jest bardzo ważna, dlatego że obecnie jesteśmy w stanie uświadamiać sobie straszne rzeczy. Głównym bohaterem tej książki nie jest konkretny człowiek, tylko ludzka żałoba, którą należy przeżyć. Tochman pisze o Bośniakach jak o ludziach, którzy znaleźli sposób na przeżywanie tej traumy poprzez żałobę. Żałoba u Muzułmanów jest możliwa tylko wtedy, kiedy oni zobaczą kości bliskich, pomodlą się i złożą ich w ziemi z modlitwą i zgodnie z pewnym rytuałem. Wówczas człowiek może pozbyć się tragedii i traumy, a także znaleźć w sobie siły, żeby dalej żyć. Nas to wszystko jeszcze czeka – potrafić przeżyć tę traumę. Musimy szukać sposobów na niefałszywe, rzeczywiste uświadomienie sobie tego, co obecnie się dzieje, ogromnego bólu, którego obecnie doznajemy. Bez tego nie będziemy mieć przyszłości. Ta książka podpowiada nam sposób na wspólną pracę nad sobą» – powiedział Andrij Bondar.
Tekst i zdjęcia: Natalia Denysiuk