Jeśli wyruszysz do źródeł Sanu zielonym szlakiem z Bukowca, najpierw zobaczysz po prawej stronie Bukowe Berdo, Halicz i Rozsypaniec, następnie dotrzesz do ponaddwustuletniej lipy po prawej stronie, potem po lewej ujrzysz cmentarz w nieistniejącej wsi Beniowa.
Jeśli podążysz dalej, wyłonią się przed Tobą ruiny dworu Stroińskich, ostatnich właścicieli Sianek, Grób Hrabiny i w końcu, jeśli starczy Ci sił, dotrzesz do umownego źródła rzeki San, wyznaczającej południową granicę Polski z Ukrainą na długości 54 km.

Po wsi Beniowa został tylko cmentarz oraz fragmenty fundamentów cerkwi. Na nekropolii zobaczysz kilka nagrobków. Na jednym z nich znajdziesz dzban – symbol życia ludzkiego, na innym kwiat – symbol piękna i przemijania.
Dostrzeżesz tu także podstawę chrzcielnicy, na której wyryty jest znak ryby – symbol pierwszych chrześcijan. Po Twojej lewej stronie usłyszysz i zobaczysz przejeżdżający po stronie ukraińskiej pociąg, gdzie zostało jeszcze kilka zamieszkanych domów. Będziesz tu podziwiać piękną ponaddwustuletnią lipę, ocaloną przez jednego z mieszkańców. Tu było kiedyś samo centrum Beniowej, wsi, która została wysiedlona w ciągu jednego dnia 2 czerwca 1946 r. na mocy Umowy o wymianie ludności między Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a rządem Ukraińskiej SSR.
Następnie dotrzesz do głównego punktu wyprawy: do nieistniejącej wsi Sianki i do Grobu Hrabiny. Po wsi Sianki pozostały tylko fundamenty dworu Stroińskich, murowana studnia (odrestaurowana) i Grób Hrabiny.

Legenda mówi o tym, że właściciel dworu Franciszek Stroiński i Klara, z domu Kalinowska ze Lwowa, pokochali się od pierwszego wejrzenia. Ona przeniosła się dla niego do Sianek, gdzie żyli zgodnie i szczęśliwie. Niestety Klara umarła przedwcześnie i została pochowana w pewnej odległości od dworu. Przez resztę życia Franciszek codziennie chodził na grób swojej żony i gdy nadszedł czas jego śmierci został pochowany przy niej. Do dziś spoczywają obok siebie przed kapliczką. Tu możesz usiąść, podumać nad przemijaniem życia i zmówić «Zdrowaś Mario» za małżonków tam spoczywających obok siebie.
Dziś trudno uwierzyć, że Sianki to miejscowość kiedyś tętniąca życiem. Było tu przed 1939 r. 1500 mieszkańców. I latem, i zimą przyjeżdżało tu około 2000 turystów. Był tu piękny wielki dworzec kolejowy, korty tenisowe, boiska, skocznia narciarska, tor saneczkowy. Chorych przyjmował lekarz, zapewnione były wszystkie potrzebne usługi. Biegła tędy linia kolejowa łącząca Sianki z Użhorodem.

Jeśli potem ruszysz w górę zielonym szlakiem, dojdziesz na wzgórze Wierszek. Stąd ujrzysz stronę ukraińską i istniejącą wieś Sianki. Dojrzysz domy i cerkwie.

Potem zostanie Ci już tylko 20 minut marszu do źródeł Sanu, poza którymi zobaczysz również słupy graniczne: polski i ukraiński oraz kamienny obelisk z krzyżem.
Wracając do najważniejszego punktu naszej dzisiejszej wyprawy do niezwykłych miejsc w Polsce, czyli do Grobu Hrabiny, muszę powiedzieć, że ze stratą dla wieloletniej legendy, kiedy restaurowano nieczytelne tablice Stroińskich, w księdze zmarłych w Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu sprawdzono, że to Franciszek Stroiński zmarł pierwszy, a Klara później i te poprawione daty widnieją obecnie na ich nagrobkach. On zmarł w roku 1853, a ona – w 1869. Pozostaje nam domniemywać, że to może jednak Klara po śmierci męża chodziła codziennie na jego grób, by porozmawiać ze swoim ukochanym mężem i potem kazała pochować tam siebie.

Jednak niezależnie od tego, kto odszedł z tego świata pierwszy, zgodzimy się z Andrzejem Potockim, który napisał w «Księdze legend i opowieści bieszczadzkich»: «Możecie nie wierzyć, ale zapewniam was, że jest takie miejsce w Bieszczadach, które wzmacnia uczucia mających się ku sobie. Trzeba tylko nieopodal źródeł Sanu odnaleźć grób hrabiny i tam zmówiwszy «Wieczne odpoczywanie» wyrzec imię osoby, od której oczekujemy dozgonnej miłości».
Nam dzisiaj, idąc zielonym szlakiem z Bukowca do «Grobu Hrabiny», pozostaje wierzyć w dozgonną miłość, usiąść i porozmyślać nad przemijaniem oraz okrucieństwami historii, które tak zmieniły obraz Bieszczadów po II wojnie światowej, posłuchać ciszy i mieć mocną nadzieję, że dobro w końcu zwycięży wszelkie zło.

Tekst i zdjęcia: Wiesław Pisarski,
nauczyciel języka polskiego skierowany do Kowla przez ORPEG