Fotoreportaż dedykuję małżeństwu Mariannie i Stefanowi Żołędziewskim. Oboje urodzili się w Koszyszczach. Bezgranicznie kochali tę ziemię dzieciństwa i młodości, biedną, piaszczystą, ukwieconą i pachnącą. Zawsze wracali tam wspomnieniami.
Ten fotoreportaż poświęcam pamięci por. Władysława Dachowskiego, kierownika szkoły w Stepaniu i jednego z kilku oficerów zamordowanych w Katyniu, a pochodzących ze Stepania i okolicy. Jego miejscem spoczynku powinien być ten cmentarz, a nie dół śmierci w Katyniu.
Przed samą wojną w Ożgowie poświęcono plac pod budowę kościoła. W Krwawą Noc 16 lipca 1943 r. mieszkańcy nie mieli możliwości uciec do Huty Stepańskiej, więc ukryli się w lasach i na bagnach. Banderowcy rozpoczęli polowanie. Zamordowano wówczas kilkadziesiąt osób. Po kolonii nie pozostał żaden ślad.
Kiedy na ziemię Ukrainy przybyli rzekami misjonarze, ze zdziwieniem zobaczyli, że stoją na niej już krzyże. Przez tysiąc lat zdobią ją i uświęcają, wpisały się w krajobraz, jak rzeki, lasy i ukwiecone łąki. Czy można sobie wyobrazić Ukrainę bez krzyża na polach, przy drogach i w sercach?
Fotoreportaż poświęcam pamięci Jerzego Nowaka, zwanego Hryc, Ukraińca z Mydzka Wielkiego, który uratował Polaków z kolonii Mielnikowo.
Sunia była małą, biedną kolonią, w której jedynie kilku gospodarzom nie brakowało jedzenia na «przednówku». Została napadnięta i spalona nocą 30 lipca 1943 r.
Pamięci Aleksandry Sadowskiej, c. Łucjana Cichockiego, która u schyłku swego długiego życia przekazała mi wspomnienia o Kamionce Nowej i tragicznych losach Jej rodziny.
Tuż za Wyrką płynie maleńka rzeczka. Kiedyś teren wokół niej był nie meliorowany, a brzegi porastała szeroko, bardzo gęsta łoza i na drugi brzeg tej rzeczki można było przedostać się jedynie przez most.
Halinówka została napadnięta nocą z 28 na 29 marca 1943 r. Na pomoc przyszła samoobrona z Huty Stepańskiej, jednak banderowcy wcześniej się wycofali. Od 1939 do 1945 r. zostało zabitych i zamordowanych w różnych okolicznościach około 50 mieszkańców tek kolonii.
Fotoreportaż poświęcam pamięci Stanisława Kałużnego z Borka. Opowiadał mi, jak wyciągał zamordowanych spod lodu na rzeczce Mielnica. Napiszę jednak o innych osobach i wydarzeniach nie mniej tragicznych.