Wspomnienia Zygmunta Wirpszy z Wołynia, Syberii i Kazachstanu. Część 2: Syberia – Kazachstan Północny
Artykuły

Pierwszą część wspomnień prof. Zygmunt Wirpsza, ur. w 1928 r. w Równem, skończył na tym, że 13 kwietnia 1940 r. jego rodzina została wsadzona do pociągu i wywieziona na Syberię. Dziś proponujemy Państwu drugi fragment wspomnień zatytułowany «Syberia – Kazachstan Północny».

Pociąg dotarł do stacji Bułajewo Kolei Transsyberyjskiej. Ze stacji tej przewieziono nas 25 km dalej (od kolei), do wsi Zarosłoje, i tam wysadzono i pozostawiono: radźcie sobie dalej jak umiecie sami. Okolica była laso-stepowa, laski na przemian ze stepem. Należała do wąskiego pasa strefy czarnoziemnej. Dalej na północ była tajga, a na południe – step. Zatrzymaliśmy się tymczasowo w pokoju domu jednego z chłopów. Po paru tygodniach przygotowania przeniesiono nas do ziemianki, służącej pewnie przedtem za magazyn-spichlerz. Mieściliśmy się tam w 8 osób na ok. 16 m kw. powierzchni. Ściany ziemianki były jak sito podziurawione przez mysie nory. Myszy śmigały z tych nor po podłodze i czasem można je było łapać gołymi rękami. Myszy te miały jednak normalnie długie ogony i potrafiły ugryźć. Drugi rodzaj myszy, który miał krótkie ogonki, mieszkał na polach (np. pod stertami słomy) i te nie gryzły, nawet złapane do ręki. Bawiliśmy się nimi.

Walentyna Wirpsza z dziećmi: Zygmuntem (pierwszy z prawej), Jerzym i Ireną. Przyjazd do Kazachstanu Północnego. 1940 r.

Wieś Zarosłoje w Kazachstanie Północnym. Grupa zesłańców w ziemiance. Zygmunt Wirpsza – pierwszy z prawej. Nad nim matka, Walentyna Wirpsza. 1940 r.

Na wsi Zarosłoje było nas około dziesięciu rodzin polskich, w tym ok. 10 osób młodzieży do 17 roku życia. Chodziliśmy wspólnie do listonosza, oczekując na listy z domu, z Polski, które on mógł przywieść wieczorem.

Mrozy zimą dochodziły do -50, a upały latem do +40. We wsi było trzy źródła wody. Jedno – studnia na drugim końcu wsi, bardzo głęboka (ponad 30 m) ze słonawą wodą. Do studni tej ktoś, kiedyś wrzucił zdechłego szczura, który tam obłaził ze skóry. Drugie źródło – płytkie z wodą podziemną – znajdowało się niedaleko. Trzecim źródłem były rozlewiska roztopowe, z których wyciskaliśmy wodę z błota. Po stopieniu się wyjątkowo głębokich śniegów w 1940 r., pomiędzy wsią a lasem powstało ogromne jezioro, którego drugi brzeg ledwie było widać. Woda w tym jeziorze była żyzna (czarnoziem), miała kolor żółty oraz roiła się od planktonu i różnych owadów. Czerpaliśmy wodę z tego jeziora i wykorzystywaliśmy po przepuszczeniu przez gazę, na której zawsze pozostawała kłębiąca się masa planktonu. Najbardziej nas interesowały larwy pływaków żółtobrzeżków, kształtu pancernego cygara, długości ok. 10 cm, z płaskimi głowami, zakończonymi dwoma dużymi sierpowymi szczękami, którymi polowały na swe wodne ofiary. Urządzaliśmy pojedynki dwóch egzemplarzy w szklance wody. Na polu trafialiśmy na nory osnute u wejścia pajęczyną, w których czaiły się tarantule. Interesowały nas i opracowaliśmy sposób wydobywania ich z nory. Gdy trafiliśmy na norę tarantuli, nalewaliśmy do niej wody z wiadra. Tarantula, uciekając od wody, cofała się aż na sam brzeg nory, wówczas przetykaliśmy poniżej niej patykiem norę i wyrzucaliśmy na zewnątrz. Cały czas uważaliśmy oczywiście, by nie narazić się na ugryzienie. Raz spróbowaliśmy pojedynku tarantuli z myszą, wpuszczając mysz do nory tarantuli. Niestety, po rozkopaniu nory, nie znaleźliśmy ani myszy, ani tarantuli.

W tym okresie mieliśmy dużo czasu na penetrację okolicy. Jedynym naszym zadaniem było dostarczanie drewna z lasu do palenia. Pewnego razu wędrując po okolicy natknęliśmy się na parów, a w nim całe stado gnijących, cuchnących świń.

Ziemianka nasza nie bardzo nadawała się do zimowania, dlatego pod jesień znaleźliśmy sobie na drugim końcu wsi wolną żerdziankę i w niej zamieszkaliśmy w osiem osób. Żerdzianka była zbudowana w ten sposób, że ściany były budowane z żerdzi układanych parami na przemian, a miejsce pomiędzy nimi było wypełniane suchym nawozem i ziemią. Drzwi takie były mało szczelne, w zimie trzeba było stale palić w piecu, a i to nad ranem woda w wiadrze czasem zamarzała. Żerdzianka miała «podpole», w którym gnieździło się mnóstwo pcheł. Gdy pewnego razu wyjęliśmy wojłok służący w łóżku za podkładkę i prześwietliliśmy go, to widać było jak jest upszczony kropkami zakopanych w nim pcheł. Próbowaliśmy tłuc je na pieńku obuchem siekiery.
Obok żerdzianki był «ambar», kładziony «na zrąb», w którym przechowywaliśmy i rąbaliśmy drewno. Kupiliśmy sobie duże żelazne łóżko i spaliśmy w nim we czwórkę: matka Walentyna i nas troje – Zygmunt, Jurek i Renia. Nadzia i Wacek Zawistowscy spali na ogromnym koszu, który przywieźli ze sobą i który zawierał całe ich bagaże. Początkowo mieszkały z nami jeszcze dwie panny, z których starsza pracowała kiedyś w sklepie «Horyń» w Równem, u ojca. Wodę czerpaliśmy teraz z głębokiej studni ze słonawą wodą i w końcu przyzwyczailiśmy się do jej smaku aż tak, że woda niesłonawa wydawała się nam niesmaczna. Czasem chodziliśmy na zakupy i sprzedaż 25 km tam i z powrotem do stacji Bułajewo. Żyliśmy jak domokrążcy ze sprzedawania rzeczy, które przywieźliśmy ze sobą. Pod koniec «rzeczy» się skończyły.

Minęła zima 1941–1942. Przenieśliśmy się na stację Bułajewo i tam zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Mieszkaliśmy tam krótko. W pamięci pozostał mi jeż, który chodził i tupał po mieszkaniu oraz ciągłe gwizdy lokomotyw pociągów Kolei Transsyberyjskiej. Próbowaliśmy także zarobić parę rubli, sporządzając kanapki i sprzedając je podczas postoju pociągu na stacji. Chętnych zawsze był tłum.

Z łagru na skutek podpisania Układu Majski-Sikorski wrócił wreszcie ojciec i zebraliśmy się do wyjazdu pociągiem na południe. Jechaliśmy przez Omsk, Nowosybirsk, Barnauł, Ałma-Atę, Dżambuł, Czymkent do Taszkientu (Uzbekistan).

W Taszkiencie był straszny tłok i trudno było coś zdobyć do jedzenia. Wobec tego ojciec pojechał na zbiórkę wojska do Armii Andersa, a my powróciliśmy do Dżambułu, do Południowego Kazachstanu. W Armii Andersa ojcu wydali papiery na wyjazd z wojskiem do Teheranu. Kiedy ojciec zachorował na tyfus, wywieźli go do Persji nieprzytomnego. Papiery przekazał wtedy jednemu sierżantowi, który jechał w te strony. Sierżant zajechał do nas. Przekazał mamie pozdrowienia od ojca, a papiery sprzedał. Tak więc zostaliśmy w Dżambule na najbliższe ponad 4 lata. Ci, którzy wyjechali z Armią Andersa do Persji, mogli później jechać poprzez UNRRA (z ang. Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy – red.), gdzie chcieli: do Australii, Afryki Południowej, Indii lub jeszcze gdzie indziej. (Ciąg dalszy tu).

Zygmunt WIRPSZA

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Zygmunta Wirpszy

CZYTAJ TAKŻE:

WSPOMNIENIA ZYGMUNTA WIRPSZY Z WOŁYNIA, SYBERII I KAZACHSTANU. CZĘŚĆ 1: WOŁYŃ

Powiązane publikacje
Represje wobec wołyńskich Polaków: Policjant Antoni Witczak
Wydarzenia
Dla sowieckiego «wymiaru sprawiedliwości» zwykła działalność zawodowa mogła być powodem uwięzienia. Na przykład Antoni Witczak został skazany na osiem lat łagrów tylko za to, że był policjantem.
16 marca 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Jerzy Urbański z Chotiaczowa
Wydarzenia
Jerzy Urbański został zatrzymany 23 stycznia 1940 r. na obszarze Włodzimierskiego Oddziału Pogranicznego podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy między terenami okupowanymi przez Niemcy oraz ZSRR.
05 marca 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Aktor z Warszawy Wiesław Batorski
Artykuły
O ile w większości spraw karnych aresztowanych Polaków śledczy NKWD fabrykowali zarzuty, o tyle w przypadku Wiesława Batorskiego śledztwo przez długi okres obywało się w ogóle bez nich. W państwie prawa jest to nie do pomyślenia, ale w ZSRR przepisy, jeśli zachodziła taka potrzeba, nie miały najwyższej mocy prawnej.
16 lutego 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Jeńcy Melchior Bała i Stanisław Fijoł
Artykuły
Melchior Bała i Stanisław Fijoł zostali zatrzymani przez żołnierzy Armii Czerwonej podczas próby przekroczenia granicy sowiecko-niemieckiej. Po ucieczce z obozu koncentracyjnego dla jeńców wojennych trafili do sowieckiego więzienia.
03 lutego 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Pracownik banku w Łucku Maksymilian Koryciński
Artykuły
Maksymilian Koryciński, pracownik banku w Łucku, został oskarżony przez NKWD o udział w antysowieckiej organizacji podziemnej. Zbudowawszy własną linię obrony, przetrwał prawie półtoraroczne śledztwo i otrzymał stosunkowo łagodny wyrok: «tylko» pięć lat zesłania.
20 stycznia 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Kolejarz z Kowla Michał Marian Skuła
Artykuły
Funkcjonariusze NKWD próbowali oskarżyć kowelskiego kolejarza Michała Mariana Skułę o współpracę z polskim wywiadem. Choć nie udało się im tego udowodnić, jednak bohater naszego eseju został skazany na osiem lat łagrów.
06 stycznia 2026
Represje wobec wołyńskich Polaków: Kolejarze z Lubomla Leonard Dewald i Kazimierz Sieczka
Artykuły
Funkcjonariusze NKWD wszczęli wspólną sprawę karną przeciwko kolejarzom Leonardowi Dewaldowi i Kazimierzowi Sieczce, ponieważ obaj byli członkami partii OZN w Lubomlu. Pomimo faktu, że sprawa była szyta grubymi nićmi, obaj zostali skazani na osiem lat łagrów.
10 grudnia 2025
«Ta książka jest o mieszkańcach Równego». Zaprezentowano publikację poświęconą polskiej konspiracji
Artykuły
W Centrum Historii Cyfrowej w Równem odbyła się prezentacja książki dr Tetiany Samsoniuk «Związek Walki Zbrojnej – 1 w Równem. 1939–1941» zawierającej szkice biograficzne działaczy polskiej konspiracji w mieście w okresie «pierwszych sowietów».
29 listopada 2025
Represje wobec wołyńskich Polaków: Piotr Malinowski, dyrektor szkoły w Trościańcu
Artykuły
Piotr Malinowski, dyrektor szkoły rolniczej w Trościańcu pod Łuckiem, został «standardowo» oskarżony o działalność kontrrewolucyjną i skazany na osiem lat łagrów.
25 listopada 2025