80 lat temu, w nocy z 3 na 4 stycznia 1945 r., funkcjonariusze NKWD aresztowali w Łucku ordynariusza diecezji łuckiej Adolfa Piotra Szelążka i dwóch księży rzymskokatolickich. Tak się złożyło, że w tym pamiętnym dniu jeden z nich skończył 40 lat.
Pod koniec II wojny światowej, zimą 1944 r., front przetaczając się przez Wołyń skierował się dalej na zachód. W pamięci pozostały deportacje i egzekucje dokonane przez pierwszych sowietów, represje niemieckich okupantów i krwawe wydarzenia Rzezi Wołyńskiej. Nie oznaczało to jednak, że nastało spokojniejsze życie. Drugie sowiety kontynuowały represyjną politykę swoich poprzedników, w tym «czyszczenie» Wołynia z Polaków.
W tym samym roku podpisano Układ dotyczący ewakuacji obywateli polskich z terytorium USRR i ludności ukraińskiej z terytorium Polski. Słowo «ewakuacja» faktycznie służyło za przykrywkę przymusowego wysiedlenia setek tysięcy Ukraińców i Polaków. Ludzie zmuszeni byli do opuszczenia ziem, na których nawet przez stulecia żyli ich przodkowie, pozostawiając czasem swoich bliskich, swój majątek i udając się w nieznane. Wiadomo, że w wielu przypadkach nie chodziło o żadną dobrowolność.
Biskup Adolf Piotr Szelążek, który od 1925 r. był ordynariuszem diecezji łuckiej, odmówił opuszczenia powierzonej mu trzody. Polskiemu funkcjonariuszowi marionetkowego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, wysłanemu w celu przekonania biskupa do «wsparcia ewakuacji», Szelążek odmówił, powołując się na brak rozkazu od papieża. To oczywiście nie mogło zadowolić nowych władców Wołynia.

Zdjęcie ks. biskupa Szelążka z akt sprawy
Nie wszyscy mieszkańcy Łucka wiedzą, że okazały gmach przy ulicy Drahomanowa 26, w którym obecnie mieści się seminarium Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego, to dawny klasztor dominikanów, w którym w okresie międzywojennym mieścił się pałac katolickiego biskupa łuckiego. Oprócz pomieszczeń, w których mieszkał i pracował ordynariusz łucki, znajdowały się tu biura kurialne, drukarnia oraz pomieszczenia administracyjne różnych katolickich organizacji publicznych i charytatywnych. Budynek został skonfiskowany przez sowietów w 1940 r., więc Szelążek musiał mieszkać w wynajętych mieszkaniach aż do lata 1944 r., do czasu, gdy nowe władze zwróciły mu kilka pokoi. Jak się okazało, zwróciły na bardzo krótki czas.

Biskup Adolf Piotr Szelążek z kapłanami diecezji łuckiej na schodach pałacu biskupiego. Prawdopodobnie 1936 r.
Właśnie tu 80 lat temu rozegrał się dramat, o którym piszemy. W nocy z 3 na 4 stycznia 1945 r. pod gmach podjechało kilka samochodów. Po przeszukaniu, dając zezwolenie na zabranie jedynie niektórych rzeczy osobistych, enkawudziści wyprowadzili stąd biskupa i dwóch mieszkających z nim łuckich księży. Warto podkreślić, że Adolf Piotr Szelążek miał już prawie 80 lat. Aresztowanych umieszczono w więzieniu śledczym NKWD przy ul. Jagiellońskiej 8 (obecnie Łesi Ukrainki).
Jednym ze wspomnianych kapłanów był ks. Władysław Bukowiński, ówczesny proboszcz parafii katedralnej w Łucku. Tak się złożyło, że 4 stycznia miał swoje 40. urodziny. Nie po raz pierwszy wpadł w szpony NKWD, ponieważ został uwięziony jeszcze wcześniej, za pierwszych sowietów, 22 sierpnia 1940 r. Po sześciomiesięcznym śledztwie kapłan został skazany na osiem lat łagrów. Ksiądz Władysław cudem przeżył eksterminację więźniów łuckiego więzienia w dniach 23–24 czerwca 1941 r.

Zdjęcie ks. Władysława Bukowińskiego z akt sprawy
Trzecią osobą aresztowaną był Karol Gałęzowski, 66-letni ksiądz, przed wojną katecheta Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Łucku. Podobnie jak ks. Władysław Bukowiński i bp Szelążek, odmówił «dobrowolnej ewakuacji» do Polski i zdecydował się pozostać ze swoją owczarnią.

Zdjęcie ks. Karola Gałęzowskiego z akt sprawy
Należy podkreślić, że biskup Szelążek, w pełni świadom wszystkich niebezpieczeństw, nie zakazał podwładnym sobie kapłanom przeniesienia się do Polski. Właśnie tak uczyniła większość duchowieństwa katolickiego z Wołynia. Jednak dla samego biskupa, który nie wyobrażał sobie życia bez Wołynia i diecezji łuckiej, którą nazywał nie inaczej jak «swoją Oblubienicą», taka kwestia po prostu nie istniała.
Biskupa i księży łuckich umieszczono w oddzielnych celach, zatem przez 18 dni wstępnego śledztwa nie widzieli się ani razu. Oskarżenie było absurdalne – zdrada sowieckiej ojczyzny na rzecz Watykanu.
22 stycznia więźniowie zostali przewiezieni ciężarówką do więzienia w Kowlu. Ze względu na wiek biskupowi Szelążkowi przydzielono miejsce koło kierowcy, a księża Bukowiński i Gałęzowski siedzieli na platformie samochodu. Ksiądz Władysław w swoich zapiskach, opublikowanych w podziemnym piśmie w latach 70. XX w., pozostawił te wzruszające słowa: «Patrząc z samochodu więziennego na stopniowo znikający nam z oczu Łuck wraz z całą kopułą naszej katedry, jasno pojąłem, że Łuck to przeszłość bezpowrotnie miniona w moim życiu i w dziejach Polski współczesnej. Co przyniesie przyszłość? Coś całkiem nowego. Teraz jedziemy do Kijowa, a potem zapewne jeszcze o wiele dalej na wschód. Tam na wschodzie jest moja przyszłość życiowa. Z woli Opatrzności Bożej. Obym godnie ją wypełnił».
4 stycznia 1945 r. stał się dopiero początkiem ich długiej wędrówki przez więzienia, obozy i wygnanie. Enkawudziści połączyli sprawy Szelążka, Bukowińskiego i Gałęzowskiego ze sprawami pięciu kolejnych księży diecezji łuckiej: Bronisława Drzepeckiego, Józefa Kuczyńskiego, Stanisława Szczypty, Adolfa Kukuruzińskiego i Aleksandra Benia w jedną wspólną sprawę pod numerem 148321. Biskup Adolf Piotr Szelążek po półtora roku więzienia dzięki interwencji amerykańskich dyplomatów w 1946 r. został deportowany do Polski. Pozostali otrzymali od 8 do 15 lat w obozach, łącznie 71 lat dla siedmiu.
Ich losy ułożyły się różnie. Niektórzy, po odbyciu jednego wyroku, po pewnym czasie otrzymali kolejny. Józef Kuczyński ustanowił «rekord» wśród księży wołyńskich – przesiedział 17 lat w więzieniach i łagrach, a Karol Gałęzowski zginął w obozie pod Spaskiem w Karłagu w 1950 r. Wszyscy jednak pozostali wierni Bogu i swemu powołaniu.
Ksiądz Władysław Bukowiński w 2016 r. został beatyfikowany, a proces beatyfikacyjny biskupa Adolfa Piotra Szelążka jeszcze trwa.
Anatol Olich
Na głównym zdjęciu: Pałac biskupi. Lata 1930.