W kwietniu 2025 r. mają się rozpocząć ekshumacje ofiar Rzezi Wołyńskiej w dawnej wsi Puźniki (dziś obwód tarnopolski). Fundacja Wolność i Demokracja uzyskała zgodę władz ukraińskich na wydobycie szczątków z ziemi i dalsze badania.
10 stycznia premier RP Donald Tusk opublikował w sieci X wpis, informujący o tym, że udało się osiągnąć przełom w sprawie wznowienia ekshumacji polskich grobów w Ukrainie: «Wreszcie przełom. Jest decyzja o pierwszych ekshumacjach polskich ofiar UPA. Dziękuję ministrom kultury Polski i Ukrainy za dobrą współpracę. Czekamy na kolejne decyzje».
Jak się okazało, w tym wpisie chodziło o ofiary z Puźnik – nieistniejącej dziś polskiej wsi położonej dawniej niedaleko Buczacza.
O pracach poszukiwawczych przeprowadzonych w tej miejscowości oraz o planowanych pracach ekshumacyjnych rozmawialiśmy z Maciejem Dancewiczem, wiceprezesem zarządu Fundacji Wolność i Demokracja.
Puźniki – to nieistniejąca dzisiaj wieś w dawnym powiecie buczackim w województwie tarnopolskim, która była zamieszkana w zdecydowanej większości przez ludność polską. «W okresie międzywojennym ta miejscowość liczyła około 800 mieszkańców. Wieś została zaatakowana co najmniej raz w 1943 r. W nocy z 12 na 13 lutego 1945 r. Puźniki zostały znów napadnięte przez oddział UPA. Ten napad doprowadził do śmierci przynajmniej 80 osób. Mamy listę nazwisk, sporządzoną na podstawie relacji świadków oraz dokumentów» – mówi Maciej Dancewicz.
Nazwiska tych osób zostały upamiętnione na dwóch pomnikach w Polsce. Jeden z nich jest w kościele w Niemysłowicach w województwie opolskim, drugi – na cmentarzu w Ratowicach w dolnośląskim. Są to symboliczne upamiętnienie tych ofiar, które powstały staraniem byłych mieszkańców Puźnik wywiezionych po wojnie na tzw. Ziemie Odzyskane.
Napad na Puźniki był poprzedzony dwiema podobnymi akcjami w sąsiedztwie. 5 lutego 1945 r. napadnięto na część wsi Barysz, nazywaną zwyczajowo Mazury, zamieszkaną przez Polaków i mieszane polsko-ukraińskie rodziny. 7 lutego w pobliskim Zalesiu doszło do zatrzymania polskich mieszkańców wsi oraz Polaków z innych wsi, którzy znaleźli się tam z różnych powodów: ktoś przybył do krewnych, ktoś do młyna. W Zalesiu zamordowano do 50 osób. Te akcje były działalnością tego samego oddziału UPA dowodzonego przez Petra Chamczuka, pseudonim Bystry. Jak podkreśla Maciej Dancewicz, sprawców udało się ustalić dzięki dokumentom, w tym dokumentom UPA.
«W Puźnikach Polacy zorganizowali kilka punktów oporu, w tym główny na plebanii, dzięki którym wsi udało się obronić. Najwięcej ofiar było wśród tych, którzy chowali się do improwizowanych schronów, uciekali do lasu, przykrywali się białymi prześcieradłami w nocy w śniegu. Jest jeszcze wstrząsające świadectwo, które osoby wierzące uważają za rodzaj cudu – jedna osoba schowała się za figurą Matki Bożej w kaplicy i dzięki temu ocalała» – mówi wiceprezes WiD-u.
Ta kaplica, zbudowana w czasie powstania samodzielnej miejscowej parafii, czyli na początku XX w., istnieje do dziś. Po opuszczeniu Puźnik przez Polaków wieś została całkowicie zlikwidowana przez sowietów. Teraz świadkami tego, że kiedyś tu tętniło życie, są tylko kaplica oraz kilka krzyży i pomników odnalezionych w lesie.
«Napastnicy odstąpili, nawet ponieśli straty. Są relacje, że widziano na śniegu krwawe ślady, jakby ciągnięto rannego. Niedawno podczas badań archiwalnych okazało się, że na pewno zginął wówczas jeden z członków oddziału UPA. Nie został zabrany przez swoich kompanów, jego ciało znaleziono następnego dnia» – opowiada Maciej Dancewicz.


Rano 13 lutego 1945 r. we wsi pojawili się sowieci. Ten czas Polacy wykorzystali na pogrzeb. Była zima, więc dla pochówku ofiar wykorzystano już istniejący dół. Wykopali go Niemcy, którzy planowali chować w nim żołnierzy zmarłych w szpitalu polowym. Wskutek szybkiej ofensywy armii sowieckiej Niemcy wycofali się, więc dół nie był wykorzystywany. Do niego ocalali mieszkańcy Puźnik złożyli ciała znalezionych ofiar.
«Nie jest wykluczone, że w pojedynczych przypadkach udało się kogoś pochować oddzielnie. Ale ponieważ w większości we wsi pozostały tylko kobiety i dzieci, a w dodatku ziemia zamarzła i nie było zbyt dużo czasu, to takich pochówków nie może być dużo» – zaznacza Maciej Dancewicz.
Dodaje: «Według relacji mieszkańców wsi, nie wszystkie ofiary udało się odnaleźć. Być może niektórzy zginęli w swoich spalonych domach, nie znaleziono również szczątków tych, którzy uciekli do lasu i już nie wrócili. Niektórzy badacze podają liczbę między 80 a 100 ofiar, ale z relacji świadków mamy zadokumentowane 80 nazwisk».
Informacje o ofiarach są ciągle uzupełniane. Na przykład, według ostatnio otrzymanych relacji, w sąsiedniej wsi Porochowej była polska rodzina Milewskich. Chłopak od Milewskich przyszedł do dziewczyny w Puźnikach i w nocy nie chciał wracać, więc pozostał. Do domu już nie wrócił, prawdopodobnie też został zamordowany.
Kiedy sowieci w tym samym dniu, czyli 13 lutego, wycofali się, Polacy opuścili wieś. Ocalali mieszkańcy przenieśli się do pobliskich Buczacza i Koropca i stamtąd w czerwcu 1945 r. wyjechali do Polski.
Zgodę na poszukiwania na dawnym cmentarzu w Puźnikach Fundacja «Wolność i Demokracja» otrzymała pod koniec 2022 r. Natomiast prace porządkowe na tej nekropolii trwają już od kilku lat. Prowadzą je harcerze z Chorągwi Łódzkiej ZHP oraz z Hufca Harcerskiego «Wołyń».
Jak podaje rozmówca, poszukiwania były trudne, dół ze szczątkami ofiar tej zbrodni udało się znaleźć dopiero 24 sierpnia 2023 r. Po odsłonięciu działki rozmiarów 5 na 5 metrów stwierdzono, że w pierwszej warstwie jest kilka osób.
«Wiemy, że to ofiary nagłej śmierci, tak stwierdzili antropolodzy. Widać na szczątkach obrażenia. Jest to dół wielowarstwowy. Ile osób jest w znalezionym dole, będziemy wiedzieć tylko po ekshumacji. Chcielibyśmy po przeprowadzeniu ekshumacji upamiętnić te ofiary godnym pochówkiem» – mówi Maciej Dancewicz.


Na postawie tego znaleziska sporządzono dokumentację, która umożliwiła wysłanie wniosku do Kijowa z prośbą o wydanie zgody na przeprowadzenie prac ekshumacyjnych.
«Ta dokumentacja była jeszcze uzupełniana i pod koniec 2024 r. nasz ukraiński partner, czyli przedsiębiorstwo «Wołyńskie Starożytności», otrzymał zgodę władz na przeprowadzenie ekshumacji. Dokument otrzymaliśmy 8 stycznia 2025 r. i oficjalnie ogłosiliśmy o tym na konferencji w poniedziałek, 13 stycznia» – mówi Maciej Dancewicz.
Prace ekshumacyjne będzie prowadziła ta sama ekipa, która prowadziła prace poszukiwawcze. W jej skład wchodzą m.in. archeolodzy, antropolodzy oraz genetycy. Na pewno będą to polscy specjaliści z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego ze Szczecina oraz ukraińscy archeolodzy z «Wołyńskich Starożytności». Rozmowy o innych uczestnikach prac są w toku.
«Myślę, że na podobnych zasadach, jak w trakcie poszukiwań, prace te będą prowadzone pod nadzorem polskiego IPN-u i polskiego Ministerstwa Kultury. W trakcie poszukiwań obecni byli także obserwatorzy z ukraińskiej Międzyresortowej Komisji ds. Upamiętnień Uczestników Operacji Antyterrorystycznej, Ofiar Wojen i Represji Politycznych. Myślę, że eksperci z tej organizacji będą obecni także w trakcie ekshumacji» – uważa Maciej Dancewicz.
Początek prac przygotowawczych na cmentarzu w Puźnikach zaplanowany jest na kwiecień, a cała ekipa ma przybyć na miejsce już po Świętach Wielkanocnych.
Anatol Olich
Zdjęcia udostępnione przez Ołeksija Złatohorskiego