Krzyk ofiar, rozdzierający i przejmujący do szpiku kości, coraz bardziej jest zagłuszany przez wrzask ochrypłych głosów maklerów z całego świata. Jęki umierających w błocie i własnej krwi żołnierzy pokrywa niezrozumiały bełkot dobiegający coraz śmielej i wyraźniej z tzw. politycznych gabinetów.
Świat staje do góry nogami. Ofiary stają się oprawcami, a nad losem katów możni pochylają ze współczuciem głowy. Mordowani, łupieni i gwałceni są srodze napominani za swój bezmyślny opór, obronę własnego życia, mienia i prawa do wolności.
Po II wojnie światowej zrealizowano dziesiątki, jeśli nie steki filmów traktujących o potwornościach wojny. Napisano tysiące stron zawierających przerażające wspomnienia tych, którzy przeżyli i mieli dać światu świadectwo.
Mrożące krew wspomnienia z obozów śmierci, egzekucji i tortur żyjących sobie spokojnie przed apokalipsą ludzi, po wielu latach okazują się być funta kłaków wartym gadaniem. Słowami puszczanymi na wiatr, które słuchaczom wpadają w jedno ucho, by natychmiast, bez śladu, wylecieć drugim.
Ludzkość okazuje się być impregnowana jakąś dziwną substancją, a impregnat zamiast z biegiem czasu ulatniać się w kosmos wzmacnia swoją moc. Im więcej lat mija od dramatu każdej wojny, tym jej obraz staje się coraz bardziej rozmyty, prawie nieczytelny. Każda niegodziwość wyrządzona drugiemu człowiekowi, jednostce lub całemu narodowi wraz z upływem lat zaczyna wydawać się nic nieznaczącym epizodem, o który nie warto kruszyć kopii.
Na postrzeganie każdego konfliktu ma także wpływ odległość liczona w kilometrach. Parafrazując wybitnego polskiego dramaturga Stanisława Wyspiańskiego: «niech na całym świecie wojna, byle nasza wieś spokojna». Lepiej machnąć ręką, zapomnieć, pogodzić się, podzielić winę lub całkowicie wrzucić ja na barki ofiary. Przecież i tak nie będzie miała siły się bronić.
Lecz ta wieś zapomina, że wcześniej czy później to zło podejdzie także pod ich i zapuka do drzwi ich własnych domów. Jakże łatwo przychodzi wypowiadanie się w imieniu innego narodu mając przy tym poczucie rzetelnie spełnionego obowiązku.
Zapewne tak doskonałe samopoczucie towarzyszyło przedstawicielom Anglii i Francji, gdy we wrześniu 1938 r. w Monachium podpisywali porozumienie z Hitlerem decydujące o rozbiorze Czechosłowacji. W mniemaniu liderów Londynu i Paryża miało to zapewnić pokój i oddalić groźbę wojny. Tymczasem dyktator z faszystowskich Niemiec już za rok łamał szlabany na polskiej granicy.
«Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana na poczet aktualnej polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana» – mówił 27 stycznia 2020 r. w Oświęcimiu Marian Turski, 94-letni wówczas były więzień obozu zagłady, wspaniały człowiek, historyk, dziennikarz.
Potem dodał jeszcze: «Obojętność może doprowadzić nagle do tego, że na was, na waszych potomków „jakiś Auschwitz” nagle spadnie z nieba».
A impregnowani ludzie staną w osłupieniu i zdziwieniem wypisanym w oczach: jak to się mogło stać?!
***
Coś staje do góry nogami oznacza, że burzony jest ustalony od zawsze porządek, ład.
Mrożące krew opowieści to opowieści przerażające, straszne.
Coś jest funta kłaków warte, czyli nie ma żadnego znaczenia, jest bezwartościowe.
Słowa puszczane na wiatr, a więc takie, których nikt nie traktuje poważnie, są lekceważone.
Nie warto kruszyć kopii o coś błahego, mało znaczącego, niewiele wartego.
Być impregnowanym, czyli nie przyjmować żadnych argumentów, nie słuchać żadnych rad.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG