Mimo chłodnego wiatru, słońca za chmurką i od czasu do czasu kilku płatków śniegu, co to się pojawiają nie wiadomo skąd, wiosna ruszyła pełną parą. Znaki na ziemi i na niebie nieomylnie wskazują, że odwrotu już nie ma.
Wszelka zielenina z całą swą mocą prze z niedawno jeszcze skostniałej ziemi. Krokusiki, przebiśniegi, zawilce i przylaszczki zdobią łąki, pola i każdy kawałek gleby, który tylko przypadnie im do gustu. Pierzaste stworzenia, większe, mniejsze, a nawet te całkiem małe, śpiewają, ćwierkają i trele wyciągają, co sił w ptasich gardłach.
Za nic już mają wywieszaną przez całą zimę tłuściutką słoninkę, wysypywane szerokim gestem ziarenka przeróżnej maści tudzież inne podsuwane przez człowieka smakołyki. Kiedy wokół aż roi się od muszek, komarów, pędraków i pysznych gąsieniczek w sam raz na ptasi ząb, cóż będą sobie szpaki, sójki, kowaliki, o sikorkach nie wspominając, głowę przetworzonym jedzeniem zawracać.
Przyszła pora na harce w ogrodzie, zbieranie patyczków, piórek, trawek i listków suchych, by swoje wymarzone M zbudować, a przyszłą ptasią małżonkę oczarować i w zachwyt wprowadzić. Mimo że skrzydlaste stworzenia zawalone są wiosenną robotą po uszy, to przecież znajdują obowiązkowo czas na stroszenie piórek, bujanie w obłokach i mizdrzenie się do płci przeciwnej. Wszak bez tych zabiegów do tego cudnie wybudowanego M nie byłoby kogo wprowadzić.
Aby wiosenne szczęście było całkowite, do pełnego obrazka brakuje jeszcze bocianów. Te białe ptaszydła na szczudłowatych, czerwonych nogach budzą sympatię absolutnie u wszystkich. Z niepokojem patrzymy na wielkie, jeszcze puste gniazda i zastanawiamy się, kiedy nasz znajomy Wojtek, bo tak w wielu regionach Polski nazywają bociany, wreszcie przyleci i obwieści ten fakt światu radosnym, charakterystycznym klekotaniem.
Gdyby jeszcze udało się zobaczyć go po raz pierwszy w locie, to szczęście byłoby absolutne. Wszak nie od dziś wiadomo, że takie zdarzenie to szczęśliwa wróżba na cały rok. Mimo że wiosna to czas pełen nadziei i radości, to zawsze jest ta łyżka dziegciu w beczce miodu. Tą trucizną są bezmyślni ludzie wypalający suche, po zimie pozostałe trawy.
Na szczęście w Polsce wprowadzono dość restrykcyjne kary oraz wysokie grzywny pieniężne, które w znaczący sposób ograniczyły ten barbarzyński nawyk. Jednakże zawsze znajdą się tacy, którzy w bezmyślny sposób będą podpalać wysuszone łąki nie zastanawiając się nad tym, że niszczą ekosystem, a w płomieniach ginie całe, zwierzęce i roślinne, budzące się po zimie życie.
Nie bądźcie więc, ludzie, bezmyślnymi dzikusami i pozwólcie także innym żyć.
***
Mieć pracy po uszy, czyli bardzo dużo, być ogromnie zajętym.
Zjeść coś w sam raz na ząb, a więc jakiś niewielki posiłek, który troszkę zaspokoi głód.
Coś rusza pełna parą, czyli z całą mocą, szybko.
Stroszyć piórka, a więc robić wszystko, by się komuś podobać.
Bujać w obłokach, czyli wysoko latać, a także marzyc o czym lub o kimś.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG